Odmawiaj z nami! Koronka do Miłosierdzia Bożego Obraz Pana Jezusa "Terminarz rekolekcji Świadectwa Pasaż handlowy
  Italiano
   Rozważania z
Dzienniczka
   Aktualności
   Sanktuarium
  •  Dojazd
  •  Dom Macierzysty
  •  Witraż
  •  Pielgrzymki
  •  Festiwal
  •  Reminiscencje
  •  Wspólnota czcicieli
Miłosierdzia Bożego
  •  O nas
   Zgromadzenie Sióstr
Jezusa Miłosiernego
  • 

Historia

  • 

Spacerkiem przez historię

  • 

Adresy

  • 

Formacja

  • 

Ufność

  • 

Apostolat

   Kult Bożego Miłosierdzia
  • 

Nowenna i Święto
Miłosierdzia

  •  Litania
   Skrutacje Pisma Świętego
   Z nauczania Ojca Świętego
  •  Akt zawierzenia
   Św. Faustyna
  •  Życiorys
  •  Modlitwy do
Św. Siostry Faustyny
  •  "Dzienniczek"
Św. S. Faustyny
   Ksiądz Sopoćko
  •  Życiorys
  •  Rozważania
  •  Eucharystia
  •  Listy
  •  Wspomnienia
  •  Błogosławieni miłosierni
  •  Rekolekcje
  •  Różaniec
  •  Konferencje
  •  Posłuchaj Ks. Sopoćki
  •  Beatyfikacja
  •  Prezentacja
   Galeria
   Tapety
   Piosenki
   Twórczość
   Pomóż nam
   Forum
   Linki
   Intencje
   Archiwum
   Strona Główna

WARTOŚCIOWA STRONA

Bądź na bieżąco:
Jezuufamtobie - twitter

 



Wstęp

Św. Marcin był rzymskim legionistą. Ok. roku 338 zobaczył pod Amiens (Galia) żebraka. Przejęty wobec niego miłosierdziem przeciął mieczem na pół swój żołnierski płaszcz i darował jedną część biedakowi. W nocy przyśnił mu się Chrystus ubrany w połowę Jego płaszcza, który rzekł do aniołów: "Patrzcie, jak mnie Marcin, katechumen, przyodział". Ta historia z pierwszych wieków chrześcijaństwa jest świetną ilustracją słów Chrystusa: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"(Mt 25,40). I tak naprawdę ona przekonuje nas, że warto w życiu uczynić trochę dobra. Wtedy, nawet gdy jesteśmy oszukiwani i lekceważeni nie tracimy, gdyż - jak przekonują nas słowa niniejszej książeczki - "dłoń ubogiego jest skarbonką Boga". Nierzadko też obdarowując - sami bywamy obdarowywani...

Pod wieczór życia będą nas pytać o miłość. Ten, kto to powiedział, dobrze zrozumiał, na czym polega życie. Chodzi przecież o to, by przeżyć najwspanialszą przygodę - przygodę z miłością. Możesz w swoim życiu walczyć o sukces, biegać za pieniądzem, wyżebrać od ludzi trochę miłości i akceptacji albo uchwycić się Boga i prosić Go o serce na miarę Jego miłosiernego Serca.

s. Brygida Różańska               

 

Rozważanie I

MIŁOSIERDZIE BOŻE A MIŁOSIERDZIE LUDZKIE

Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny (Łk 6, 36).


Spośród licznych doskonałości Bożych Zbawiciel wyróżnia miłosierdzie Boże i nakazuje je naśladować. Ale nie można naśladować tego, czego się nie zna i nie czci. Toteż w słowach przytoczonych na wstępie zawiera się nakaz nie tylko naśladowania, ale poznawania i wielbienia Boga w miłosierdziu. Poznajmy więc, jak Bóg postępuje względem nas, byśmy tak postępowali z bliźnimi.

Każdy z nas jest grzesznikiem, jak powiada Apostoł: "Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy" (1 J 1,8). A grzesznik jest niewdzięcznym buntownikiem i synem wyrodnym Ojca niebieskiego. Jednakże ten Ojciec obrażony nie wymierza nam kary słusznej za grzechy, ale oszczędza nas, zachowuje i ochrania; nieraz przez długie lata wyczekując naszego nawrócenia. Dlaczego Bóg od razu nie wymierzy kary za swą ojcowską i królewską krzywdę? Miłosierdzie Go krępuje. Ono jest tym potężnym adwokatem i zasłania nas przed sprawiedliwością, która domaga się słusznej kary. Ono woła: "Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył" (Ez 33,11).
Bóg nie tylko znosi nas grzesznych, ale również obsypuje darami. Kto nas karmi i przyodziewa, kto daje nam życie i zdrowie, kto daje powodzenie i doczesną pomyślność, kto - jak mówi Zbawiciel - "sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych" (Mt 5,45)? Bóg, którego obrażamy; Ojciec niebieski, któremu ranimy serce; Pan, którego prawa łamiemy. Ten Ojciec niebieski nie poprzestaje na tym, że nas oszczędza i obsypuje darami, ale ponadto śpieszy nam z pomocą i używa wszystkich środków, aby skłonić nas do opamiętania i ratować od zguby wiecznej. Wszystkimi drogami usiłuje trafić do naszych serc: to droga nowych dobrodziejstw, to droga natchnień i łask, to droga wyrzutów i niepokoju sumienia. Często te wysiłki są daremne, lecz Ojciec miłosierdzia nie zraża się naszym uporem i nie odejdzie, nie porzuci, nie spocznie, dopóki nie wyczerpie wszystkich skarbów swego miłosierdzia.

"Szedłem - mówi św. Augustyn w swoich "Wyznaniach" drogami, na które mię prowadziły skażone namiętności, a gdziekolwiek biegłem w swym zaślepieniu, wszędzie jakby na skrzydłach leciało za mną miłosierdzie Twoje. Co dzień zwiększały się me błędy i co dzień wzmagała się Twoja troskliwość i już to słodko, łagodnie, już to gniewnie zamykała mi wszystkie drogi ucieczki... Biegłem od grzechu do grzechu, a jednak miłosierdzie Twoje nie wyczerpało się, nie odeszło ode mnie". Tak Bóg postępuje z każdym z nas i nie szczędzi swej litości nawet tym, których upór i zatwardziałość nie dają się przełamać. Widzimy to na przykładzie Judasza, któremu Jezus umywa nogi, nazywa go przyjacielem i darzy pocałunkiem miłości oraz boleje nad jego ślepotą: "wzruszył się do głębi" (J 13,21).

Gdy te łagodne sposoby nie trafią do duszy grzesznika, Bóg chwyta się środków surowych i kar, ale wszystkie kary doczesne w tym życiu mają charakter leczniczy: to również jest miłosierdzie, tylko w innej formie: "Lecz gdy jesteśmy sądzeni przez Pana, upomnienie otrzymujemy, abyśmy nie byli potępieni ze światem" (1 Kor 11,32). A więc nie gniew i zemsta, ale miłość i miłosierdzie uzbrajają karzącą prawicę oraz stają przeciw naszym grzesznym zamiarom. Jak dobra matka odgradza cierniem niebezpieczne miejsce, by zapobiec nieszczęściu bawiących się dzieci, tak Bóg rzuca ciernie pod nasze nogi, byśmy się cofnęli i nie wpadli w przepaść piekielną.
Wreszcie, gdy człowiek przynaglony karą lub dobrocią, otwiera oczy i dźwiga się z upadku, Bóg nie trzyma go długo u progu łaski, nie chowa w pamięci jego błędów, lecz w jednej chwili wszystko mu daruje. Zamiast gniewu i ostrych wyrzutów wyciąga ramiona na przyjęcie grzesznika i w uniesieniu radości wzywa chóry Aniołów, by się cieszyły z odzyskanej owieczki: "Cieszcie się ze Mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła" (Łk 15,6). A więc i w niebie są dni większej radości i rozkoszy. Są nimi chwile, gdy człowiek zmysłowy porzuca grzeszne życie, gdy krzywdziciel zaprzestaje swych złości, kiedy cudzołożna kobieta dźwiga się z upadku, a syn marnotrawny wraca do Ojca.

2. Jak Bóg miłosierny postępuje z nami, tak i my powinniśmy postępować z bliźnimi. Pięknie o tym mówi nasz złotousty Skarga w swym Kazaniu o miłosierdziu: "Kto ludziom dobrze czyni i ich braki z miłosierdzia opatruje i winy odpuszcza, ten obraz Boży na sobie nosi i jest podobny do Pana Boga. Jak gdy syn do ojca bywa podobny, mówimy: to prawy syn jego - tak gdy ludziom czynimy dobrze, a miłosierdzie im okazujemy, twarz Boską niejako na sobie wyrażamy, tak, iż Aniołowie i ludzie sprawiedliwi, patrząc na miłosierne uczynki nasze, mówią: to prawy syn Boży, prawdziwie podobny do Ojca swego... żadne przedniejsze ziarno na roli serc waszych stać się nie może jako miłosierdzie, ,które jest obrazem Trójcy Świętej, najprzedniejszą cnotą chrześcijańską, wypełnieniem zakonu Bożego, świadectwem wiary dobrej, owocem pokajania prawego, wykonaniem miłości ku Bogu, pomocą do uznania i nabycia skruchy, oczyszczeniem grzechów, pomnożeniem cnót i sprawiedliwości, błogosławieństwem na dniu sądnym i wprowadzeniem do nieba".

Nie można lepiej wyrazić zachęty do miłosierdzia, jak to uczynił w powyższych słowach ks. Skarga. On to również po mistrzowsku wyszczególnia uczynki miłosierne: "Patrz jeden na drugiego, jeśli z sobą jakiego zwaśnienia nie macie, jeśliście sobie życzliwi, jeśli jeden drugiego nie obraził myślą, albo słowem, albo samym uczynkiem. Ustępuj krzywdy jeden drugiemu odpuszczając sobie przewinienia i jeden drugiego niedostatki pokrywaj. Miej każdy brata swego za lepszego na sumieniu, niźli sam jest. Górnie o sobie nie rozumiejcie, ani gardźcie ubogimi .i prostymi, którzy się za mądre mieć chcecie. Mądrość swoją na wypełnieniu miłości i zakonu Pana pokazujcie. Obmów się strzeżcie i rany języcznej - potwarzy złego słowa i przymówki na brata i żartów obraźliwych i niepożytecznych. A dobrą życzliwością i uczynnościami wzmacniajcie miłość braterską. Czyńcie dobrze jeden drugiemu, obdarzajcie się radzi upominkami przyjaźni, pożyczajcie radzi na potrzebę braterską, jako kto może, bądźcie użyczliwymi, łaskawymi jeden na drugiego. Niech zdrady żadnej i obłudności między nami nie będzie" (Kazanie o miłosierdziu).

Większy nacisk kładzie Skarga na uczynki względem duszy bliźniego niż względem ciała, bo też spełnienie ich nasuwa więcej trudności; łatwiej bowiem dać jałmużnę ubogiemu niż znieść krzywdę cierpliwie, tym bardziej, jeżeli ona dotyczy honoru lub sławy i została nam niesłusznie wyrządzona. Łatwiej również nawiedzić chorego niż darować urazy, itp.

***
Najsłodszy Jezu rozpal moją miłość ku sobie i przemień mnie w siebie, przebóstwij mnie, aby czyny moje miłe Ci były; niech to sprawi moc Komunii św., którą codziennie przyjmuję. Jak pragnę bardzo być przeistoczona całkowicie w Ciebie, o Panie.
Dzienniczek, 1288.

 

Rozważanie II

O OBOWIĄZKU MIŁOSIERDZIA WZGLĘDEM BLIŹNICH

"Dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim,
zwłaszcza zaś naszym braciom w wierze".
(Ga 6,10)


Nie ma nic piękniejszego nad cnotę miłosierdzia. Co prawda istotą doskonałości jest miłość Boga, ale nie jest ona możliwa bez czynnej miłości bliźniego i dlatego św. Jan Apostoł kłamcą nazywa tego, kto mówi, że kocha Boga, a nie świadczy miłosierdzia bliźnim (por. 1 J 4,7-21). Cnota miłosierdzia jest więzią braterstwa wśród ludzi, czujną matką, która wszystkich, co cierpią, ratuje i pociesza; jest obrazem Opatrzności Bożej, bo ma oko otwarte na potrzeby każdego; jest przede wszystkim obrazem miłosierdzia Bożego, jak powiedział Zbawiciel: "Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny" (Łk 6,36). Powinniśmy zrozumieć, że cnota ta jest nam nie tylko doradzana, ale jest ścisłym obowiązkiem każdego chrześcijanina.
Wielu ludzi ma błędne pojęcie o cnocie miłosierdzia; myślą oni, że pełniąc uczynki miłosierne czynią tylko łaskę i ofiarę, która zależy od woli i dobrego serca. Tymczasem jest zupełnie inaczej. Cnota miłosierdzia nie jest tylko radą, do której można się stosować lub jej zaniechać bez grzechu, lecz jest ona ścisłym prawem i obowiązkiem. Od jego spełnienia nikt się usunąć nie może. Wynika to z Pisma Świętego, z głosu rozumu i z naszego braterstwa.

Już w Starym Testamencie ta cnota ściśle obowiązywała wszystkich. Czytamy w księgach Mojżesza: "Ja nakazuję: Otwórz szczodrze dłoń bratu uciśnionemu lub ubogiemu na twej ziemi" (Pwt 15,11). Niemniej stanowczo zaleca cnotę miłosierdzia autor Księgi Mądrości: "Niech miłość i wierność (Sopoćko podaje za przekładem J. Wujka: "miłosierdzie i prawda") cię nie opuszczą, przymocuj je sobie do szyi, na tablicy serca je wypisz" (Prz 3,3). "Dziecko, nie pozbawiaj biedaka możliwości życia i oczu potrzebujących nie męcz zwlekaniem! Nie zasmucaj duszy głodnego i nie pobudzaj do gniewu człowieka w jego niedostatku! Serca rozgniewanego w większy zamęt nie wprowadzaj i nie zwlekaj z datkiem dla potrzebującego... Nie odwracaj oczu od proszącego i nie dawaj człowiekowi powodu, aby cię przeklinał... Wyrwij krzywdzonego z rąk krzywdzącego, a gdy sądzić będziesz, nie bądź małoduszny" (Syr 4,1-9).

Zbawiciel w jeszcze wyższym stopniu nakłada na nas obowiązek miłosierdzia. Opisując Sąd Ostateczny wkłada w usta Sędziego taki wyrok: "Idźcie precz od Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom" (Mt 25,41). Mimo woli chcemy zapytać Pana, za co na wieki ich odtrąca? Czy byli źli, bezbożni, mężobójcy, nieczyści? Być może, ale Sędzia nie to im wyrzuca. Jako jedyny powód wymienia brak uczynków miłosiernych względem bliźnich. "Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie... Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili" (Mt 25,42-45). Po tych słowach Pana Jezusa chyba nie trzeba dowodzić, że cnota miłosierdzia jest ścisłym obowiązkiem, albowiem Bóg sprawiedliwy karać nie może za to, co nie jest nakazane. Ta cnota niewątpliwie jest wielkim przykazaniem, jeżeli za brak jej Zbawiciel grozi potępieniem.
Naturalny głos rozumu również nakazuje nam cnotę miłosierdzia. Dobra bowiem doczesne nie są naszą własnością w ścisłym tego słowa znaczeniu, lecz należą do Boga, który w nieskończonej swojej mądrości je rozdaje nie jednakową miarą i jak gdyby je nam wynajmuje, byśmy z nich korzystając płacili Mu pewną dzierżawę. Składanie więc Bogu ofiary z pewnej cząstki dóbr naszych jest rzeczą nakazaną sumieniem. Jak modlitwa i akty religijne są obowiązkiem każdego człowieka, tak również obowiązkiem jest pewien datek z dóbr doczesnych, jak mówi Pismo Święte: "Czcij Pana darami twego mienia i pierwocinami całego dochodu" (Prz 3,9). Otóż Bóg te prawa, które ma do majętności naszych, przelewa na ubogich, którzy są jakby Jego zastępcami w tym względzie i w których ręce możemy płacić należną Bogu dzierżawę.

"Ręka ubogiego jest skarbonką Boga" - mówi św. Piotr Chryzolog - "kto tam dług swój wypłaca, wkłada do niebieskiego skarbca. Jeżeli tedy z tego, co mamy, winniśmy cząstkę Bogu, a tę cząstkę Bóg darował ubogim, przeto oddawać ją im jest naszym ścisłym obowiązkiem, od którego nie uwolnią nas żadne wymówki". Z tego możemy wnioskować, jakiej zbrodni dopuszcza się człowiek bogaty, który dobrem swoim nie dzieli się z ubogimi! Jest to wielki niewdzięcznik, który niesprawiedliwie zatrzymuje to, co się ubogiemu należy. Jest to szafarz niesumienny, który się krzywdą bliźniego bogaci! Jest to sprawca łez, jęków i nieraz bluźnierstw pokrzywdzonego. "Czy to nie bogaci uciskają was bezwzględnie i nie oni ciągną was do sądów? Czy nie oni bluźnią zaszczytnemu Imieniu, które wypowiedziano nad wami?" (Jk 2,6-7), woła z oburzeniem Apostoł. "A teraz wy, bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, które was czekają. Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się zerem dla moli, złoto wasze i srebro zardzewiało, a rdza ich będzie świadectwem przeciw wam i toczyć będzie ciała wasze niby ogień" (Jk 5,1-3).

Wreszcie do miłosierdzia dla bliźnich wzywa nas braterstwo, jakie zachodzi między nami. Wszyscy bowiem stanowimy jedną rodzinę, którą łączą najświętsze węzły. Wszyscy jesteśmy dziećmi wspólnego Stwórcy, którego słusznie nazywamy Ojcem. Wszyscy jesteśmy odkupieni Przenajdroższą Krwią Jezusa i przeznaczeni do wspólnego szczęścia wiecznego. A szczególnie łączy nas jedna wiara i przynależność do wspólnej Matki pod wodzą jednego Pasterza. Dlatego Zbawiciel tak usilnie zalecał nam to braterstwo, gdy przed Męką swoją tak się modlił: "Ojcze święty, zachowaj ich w Twoim Imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno... aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno" (J 17,11 i 21).

***

Jedność braterstwa nie może być tylko czczym wyrazem, jak ostrzega nas Apostoł: "Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą" (1 J 3,18). Winniśmy je okazywać w uczynkach miłosiernych, które nam nakazuje Bóg i które wskazują nam rozum i serce. To dopiero prawdziwa pobożność, jak zaleca Apostoł: "Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca jest taka: opiekować się sierotami i wdowami w ich utrapieniach" (Jk 1,27). To kwiat chrześcijańskiego życia, bez którego nie ujdziemy przed straszną zapowiedzią: "Będzie to bowiem sąd nieubłagany, dla tego, który nie czynił miłosierdzia" (Jk 2,13).

O Jezu mój, Ty na sądzie w dzień ostateczny zażądasz sprawy z dzieła tego miłosierdzia; o Sędzio sprawiedliwy, ale i Oblubieńcze mój dopomóż mi do spełnienia woli Twojej świętej. O miłosierdzie, cnoto Boska.
O Najmiłosierniejsze Serce Jezusa, Oblubieńca mojego, uczyń serce moje podobne do swego.
Dzienniczek, 660.

 

Rozważanie III

O MOTYWACH PEŁNIENIA MIŁOSIERDZIA

"Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko
będzie dla was czyste". (Łk 11,41)

Zbawiciel zalecając uczynki miłosierdzia podaje odpowiednie powody, spośród których na uwagę zasługuje ten, że przez tę cnotę stajemy się narzędziem i naśladowcami miłosierdzia Bożego, za co nas czeka nagroda w tym życiu, a przede wszystkim w życiu przyszłym.
Bóg miłosierny nierówno rozdziela swe dary: jednym daje więcej, a innym mniej. Jedni się rodzą w dostatkach, a inni w ubóstwie. Jedni są obdarowani wielkimi zdolnościami, a inni mniejszymi. Są i tacy, którzy nie mają zdolności - a nawet pozbawieni są zdrowych zmysłów. Nie zawsze rodzice są powodem tego upośledzenia, jak to wynika z odpowiedzi Pana Jezusa na pytanie: "ŤKto zgrzeszył, że się urodził niewidomy - on czy jego rodzice?ť Jezus odpowiedział: ŤAni on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Bożeť" (J 9,2-3). Bóg chce, by jedni ludzie okazywali miłosierdzie drugim i zastępowali im niejako miłosierdzie Boże na ziemi, by hojniej obdarzeni dzielili się z uboższymi, mocniejsi opiekowali się słabszymi, szczęśliwsi nieśli pociechę cierpiącym, słowem, by wszyscy, połączeni węzłem braterskiej miłości, tworzyli jedną kochającą się wzajemnie rodzinę.

Bóg pragnie, byśmy uznawali, że wszystko, co mamy w porządku przyrodzonym, wzięliśmy od Boga i że mamy spłacać daninę wdzięczności za to mniej obdarowanym i uboższym naszym braciom - byśmy w ten sposób byli narzędziem Jego miłosierdzia i sprowadzali błogosławieństwo na ziemię. "Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby, gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków" (Łk 16,9). Dał nam tego przykład Syn Boży, który dla nas nędznych stał się Miłosierdziem, dla nas głodnych Chlebem żywota, dla nas spragnionych źródłem łaski, dla nas chorych lekarstwem, a nawet dla nas ubogich "będąc bogatym dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić" (por. 2 Kor 8,9).

Jak odwdzięczymy się za to Panu? On sam niczego od nas nie potrzebuje. Jednak w osobie ubogiego wyciąga do nas rękę po jałmużnę, w osobie chorego pragnie od nas ulgi, w osobie smutnego i zrozpaczonego oczekuje pociechy, w osobie nieumiejętnego potrzebuje pouczenia, w osobie wątpiącego - rady, bo przecież On sam powiedział: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25,40). W chwili zaś Sądu Ostatecznego powie do sprawiedliwych: "Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie" (Mt 25,35-36).

Jaki to wielki zaszczyt zastępować Boga na ziemi w świadczeniu Jego miłosierdzia i wyprowadzaniu naszych braci z nędzy oraz w usuwaniu ich braków fizycznych lub moralnych! Jakie to wielkie wyróżnienie, że Bóg pozwala nam naśladować Siebie pod tym względem, jak powiedział Zbawiciel: "Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny" (Łk 6,36). Jakie to dla nas szczęście, że Bóg w tak łatwy sposób pozwala nam odpokutować za nasze grzechy i wysłużyć sobie nagrodę wieczną! Po rozważeniu tego wszystkiego, któż by się jeszcze ociągał z świadczeniem uczynków miłosiernych bliźniemu?!

Uczynki miłosierdzia sprowadzają na nas wszelkie dobra doczesne i wieczne, przyrodzone i nadprzyrodzone. "Szczęśliwy ten, kto myśli o biednym i o nędzarzu, w dniu nieszczęścia Pan go ocali" (Ps 41,2) - zapewnia Psalmista i w dalszym ciągu prosi Boga o urzeczywistnienie tego zapewnienia: "Pan go ustrzeże, zachowa przy życiu, uczyni szczęśliwym na ziemi i nie wyda go wściekłości jego wrogów. Pan go pokrzepi na łożu boleści, podczas choroby poprawi całe jego posłanie" (Ps 41,3-4). Liczne przykłady z historii Kościoła dowodzą, iż to zapewnienie Proroka urzeczywistnia się w całej rozciągłości.

Gdy św. Marcin z Tours († około 400), jako katechumen i żołnierz, spotkał u bramy miasta Amiens żebraka ubranego bardzo nędznie, tknięty litością dał mu połowę żołnierskiej opończy. Następnej nocy ujrzał we śnie Chrystusa, odzianego częścią płaszcza podarowanego żebrakowi, który do otaczających Go Aniołów mówił: "To Marcin okrył Mnie swoim płaszczem". Przyjąwszy chrzest wystąpił z żołnierskich szeregów, był akolitą u św. Hilarego w Poitiers, a później przebywał w pustelni na wyspie pod Genuą, a następnie w r. 371 został biskupem w Tours, gdzie zasłynął cnotami i po śmierci został zaliczony do liczby świętych. Pod jego wezwaniem wzniesiono mnóstwo kościołów. Stał się wzorem miłosierdzia i dowodem nagrody Boga za uczynki miłosierne.

Nasz rodak św. Jan Kanty, profesor Akademii Krakowskiej, († 1473 r.) był wzorem modlitwy, umartwienia i miłosierdzia względem ubogich. Biedakom oddawał wszystko; nieraz wracał boso z miasta, gdyż obuwie dawał ubogim. Jeszcze mocniej praktykował uczynki co do duszy. Nieustannie modlił się za grzeszników, pokutował za nich, a szczególną miłością otaczał uczącą się młodzież. W nagrodę za cnotę miłosierdzia Bóg obdarzył go szczególnymi łaskami w tym życiu, a po śmierci został kanonizowany (w r. 1767) i wyprasza u Boga liczne łaski tym, którzy się uciekają do jego pośrednictwa.

Abraham, kierowany miłosierdziem, zaprasza i gości w swoim namiocie trzech nieznajomych przechodniów: "Podążył od wejścia namiotu na ich spotkanie. A oddawszy im pokłon do ziemi, rzekł: ŤO Panie, jeśli darzysz mnie życzliwością, racz nie omijać Twego sługi! Przyniosę trochę wody, wy zaś raczcie obmyć sobie nogi, a potem odpocznijcie pod drzewami. Ja zaś pójdę wziąć nieco chleba, abyście się pokrzepili, zanim pójdziecie dalejť". Jak hojnie Bóg nagrodził go za ten czyn miłosierdzia: obdarzył go synem, którego przez długie lata z upragnieniem wyglądał: "O tej porze za rok znów wrócę do ciebie, twoja zaś żona, Sara, będzie miała wtedy syna" (Rdz 18,2-5; 10).

Oto nagroda dla tych, którzy na ziemi zastępują Boga miłosiernego i naśladują Go w spełnianiu uczynków miłosiernych - względem bliźnich. Korzystajmy więc z każdej okazji, jak korzystał św. Szczepan - diakon i pierwszy męczennik za wiarę, "który z posługi bliźnim bezpośrednio został wzięty na wielką cześć korony męczeńskiej" (Skarga). Naśladujmy Boga miłosiernego, poznając Go i wielbiąc zarazem w miłosierdziu, jak to nakazał Zbawiciel: "Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny" (Łk 6,36).

***
O Jezu mój, naucz mnie otwierać
wnętrzności miłosierdzia i miłości każdemu,
kto mnie o to prosi.
Jezu, Wodzu mój, Ty mnie naucz,
aby wszystkie modlitwy i uczynki moje
miały na sobie wyciśniętą
pieczęć miłosierdzia Twojego.

Dzienniczek, 755

 

Rozważanie IV

O WARUNKACH UCZYNKÓW MIŁOSIERDZIA

"Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb
przed sobą, jak obłudnicy czynią".
(Mt 6,2)

Piękna jest cnota miłosierdzia, co ratuje i pociesza cierpiących, lituje się nad nędzą bliźniego oraz stara się jej zapobiec i braki usunąć. Ale nie zawsze jest ona zasługująca na żywot wieczny. Aby za uczynki miłosierne otrzymać nagrodę wieczną, muszą one odpowiadać pewnym warunkom, a mianowicie: trzeba je spełniać w czystej intencji, ochoczo, ustawicznie i bez względu na osoby, którym je wyświadczamy.

Intencja jest głównym czynnikiem wszystkich naszych aktów; jest ona okiem, które je oświeca - duszą, która je ożywia i nadaje im wartość w oczach Bożych: "Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie rozświetlone" (Mt 6,22). Pod względem moralnym nasze czyny mogą być dobre, obojętne lub złe. Np. dawać jałmużnę jest rzeczą dobrą, spacerować - obojętną, a kłamać złą. Otóż dobra intencja czynom dobrym nadaje podwójną wartość, czynom obojętnym nadaje pierwszą dobroć, a chociaż czynów złych nigdy nie uczyni dobrymi, to jednak czasami może zmniejszyć ich złość. Przeciwnie zaś zła intencja odbiera zasługę czynom dobrym albo przynajmniej ją zmniejsza. Tym bardziej pomniejsza czyny obojętne lub złe. Kto np. śpiewa w kościele dla popisu i próżności nie ma zasługi u Boga.
Pan Jezus podkreślił znaczenie intencji, gdy mówił: "Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie" (Mt 6,2-4). Podobnie Apostoł Narodów wymaga czystej intencji, którą utożsamia z miłością: "I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże" (1 Kor 13,3). Ponieważ akty cnót, dokonane pod wpływem miłości, nie tracą własnej wartości, wynika stąd, że czyn spełniony w kilku naraz intencjach bardziej będzie zasługujący na życie wieczne.

Każdy dobry czyn daje się sprowadzić do jakieś cnoty, a każdą cnotę formuje miłość, która jest królową rozkazującą wszystkim innym cnotom. Miłość zawsze czynna kieruje ku Bogu wszystkie nasze uczynki i ożywia wszystkie nasze cnoty nadając im właściwy kształt. Dlatego przy spełnianiu uczynków miłosiernych winniśmy się starać o to, by je spełnić ze względu na miłość ku Bogu i bliźniemu, a przede wszystkim, by naśladować miłosierdzie Boże, jak powiedział Zbawiciel: "Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny" (Łk 6,36). Bez takiego usposobienia nasze najhojniejsze jałmużny, ofiary i inne dobre uczynki względem bliźnich nie będą się różniły od zwykłej filantropii ludzi świeckich, którzy ją praktykują nieraz z próżności, jak to czynili faryzeusze w synagogach. O nich to powiedział Zbawiciel, że "otrzymali już swoją nagrodę" (Mt 6,2) tu na ziemi. Strzeżmy się, byśmy postępując w podobny sposób nie stracili nagrody wiecznej.

Uczynki nasze miłosierne należy nadto spełniać ochoczo, ustawicznie i bez względu na osoby. Na ochoczość czyli radość przy świadczeniu miłosierdzia bliźnim kładzie wielki nacisk Pismo Święte, że przytoczę tu. słowa Apostoła: "Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg" (2 Kor 9,7). Jeżeli ubogi widzi, że jałmużna mu udzielona jest wymuszona na dającym, który może nawet żałuje swego miłosiernego uczynku, rani to jego serce, a tym bardziej nie podoba się Bogu, albowiem tylko "radosnego dawcę miłuje Bóg". Taka jałmużna nie wypływa z miłości i dlatego nie jest zasługującą na życie wieczne.

"W czynieniu dobra nie ustawajmy, bo gdy pora nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy. A zatem, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, zwłaszcza zaś naszym braciom w wierze" (Ga 6,9-10) - mówi św. Paweł zachęcając do ustawicznej cnoty miłosierdzia. Powtarza to i w innym miejscu: "Wy zaś, bracia, nie zniechęcajcie się w czynieniu dobrze" (2 Tes 3,13). Przykazanie miłości Boga i bliźniego obowiązuje zawsze, a uczynki miłosierne mają wypływać z miłości, stąd i one obowiązują nas zawsze, jak to pięknie mówi Skarga: "Miłość ku Panu Bogu zawsze na bliźniego wylewać się musi, a przez to zakon się Boży wedle Apostoła wypełni: i znaki pewne o sobie daje, iż Boga miłuje, gdy bliźniemu i obrazowi Jego zawsze dobrze czyni. Ku Bogu miłość pierwej się zwiąże w sercu, ale się pierwej na bliźnim pokaże w uczynku" (Kazanie o miłosierdziu).

Ponieważ, według nauki Chrystusa, każdy człowiek jest bliźnim, nawet nieprzyjaciel, dlatego cnotę miłosierdzia należy praktykować względem wszystkich ludzi, jak to powiedział Zbawiciel: "Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują... Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią?" (Mt 5,44-46). Dlatego Apostoł mówi: "Nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście Bożej. Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta, Ja wymierzę zapłatę - mówi Pan - ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód - nakarm go. Jeżeli pragnie - napój go. Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz nad jego głową" (Rz 12,19-20).
Przepięknie i tę prawdę Skarga przedstawia: "Nawet w nieprzyjacielu Chrystusa żywmy, Chrystusa odziewajmy, przyjmujmy, nawiedzajmy, częstujmy; nie tylko słowem, ale i potrawami, jak drudzy czynili..., ale miłosierdziem i poratowaniem nad ubogimi i porzuconymi. Gdyż tej ofiary po nas Pan nasz pragnie, a ta Mu jest nad inne czci Jego najmilsza. A gdy z tego świata wychodzić będziemy, przyjmą nas do onej górnej krainy i przybytków wiecznych" (Kazanie o miłosierdziu).

***

Przy wejściu na salę gry w Monte Carlo umieszczono skrzynki na datki dla biednych. Po roku otworzono jedną z nich i znaleziono 4 franki, 2 guziki i pędzel do szminki. Tymczasem w naszych kościołach skarbonki św. Antoniego wypełnione są po brzegi pieniędzmi, choć opróżniają je co tydzień. Skąd taka rażąca różnica? Stąd, że odczuć błogosławione skutki dobroczynności potrafią tylko ci, co wierzą w Boga i naśladują Go w Jego miłosierdziu dla nas.

***
Jezu najmiłosierniejszy,
od którego wszystko co dobre pochodzi,
pomnóż w nas łaskę,
abyśmy godne uczynki miłosierdzia spełniali,
aby ci, co na nas patrzą,
chwalili Ojca miłosierdzia,
który jest w niebie.

Dzienniczek, 1213

 

Rozważanie V

O KORZYŚCIACH Z CNOTY MIŁOSIERDZIA

"Szczęśliwy ten, kto myśli o biednym i o nędzarzu".
(Ps 41,4)

Nie ma cnoty, której by Pismo Święte zapewniało większą zapłatę niż cnocie miłosierdzia. Jeżeli Bóg wszystkie cnoty nagradza, to cnotę miłosierdzia podwójnie: dobrami doczesnymi i dobrami wiecznymi.

Liczne urywki Pisma Świętego mówią o nagrodzie doczesnej za miłosierdzie okazywane bliźnim. "Pożycza Panu, kto lituje się nad biednym, za dobrodziejstwo On mu wynagrodzi" (Prz 19,17). "Błogosławiony, czyje oko jest miłosierne; bo chlebem podzielił się z potrzebującym" (Prz 22,9). "Kto daje ubogim, nie zazna biedy" (Prz 28,27). Jeszcze wymowniej opisuje to Prorok: "Dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą" (Iz 58,7-8).

O wiele większe błogosławieństwo i łaski przyrzeka Pan Jezus miłosiernym: "Dawajcie, a będzie wam dane, miarą dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie" (Łk 6,38). "Czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych" (Łk 6,35). Oto największa zapłata, jakiej może się człowiek spodziewać. Za miłosierdzie okazywane bliźnim stajemy się synami Najwyższego. Śmiało możemy nazywać Boga Ojcem, gdy Jego dzieciom, a naszym braciom przyszliśmy z pomocą.

Pismo Święte podaje kilka konkretnych przykładów, jak Bóg wynagradza miłosiernych jeszcze w życiu doczesnym. Oto dom Hioba był prawdziwym rajem doczesnej pomyślności, zanim go Pan Bóg nawiedził próbami. A zasłużył on sobie na tak hojne błogosławieństwo miłosierdziem względem bliźnich, jak sam mówi: "Niewidomemu byłem oczami, chromemu służyłem za nogi. Dla biednych stałem się ojcem i rozstrzygałem spór nieznajomego... Ucho chwaliło mnie, słysząc, a oko, patrząc przytakiwało. Bo ratowałem biednego, gdy wołał, sierotę, co nie miał pomocy. Błogosławieństwo nędzarza szło ku mnie i serce wdowy radowałem" (Hi 29,15-16; 11-13).

Podobnie, gdy Eliasz zamieszkał w czasie głodu u biednej wdowy, która mu oddała ostatnią garść mąki i resztę oliwy, Bóg obdarzył ją cudowną zapłatą: "Nie bój się... - rzekł Eliasz - Bo tak mówi Pan, Bóg Izraela: Dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni się aż do dnia, w którym Pan spuści deszcz na ziemię... i tak było co dzień. Dzban mąki nie wyczerpał się i baryłka oliwy nie opróżniła się, zgodnie z obietnicą, którą Pan wypowiedział przez Eliasza" (1 Krl 17,13-16). A któż nie zna wielkiej nagrody, jaką wysłużył sobie miłosierny Tobiasz, któremu Archanioł Rafał powiedział: "Lepsza jest szczera modlitwa i miłosierdzie połączone ze sprawiedliwością aniżeli bogactwo pochodzące z nieprawości. Lepiej jest dawać jałmużnę aniżeli gromadzić złoto. Jałmużna uwalnia od śmierci i oczyszcza z wszelkiego grzechu. Ci, którzy dają jałmużnę, nasycą się życiem" (Tb 12,8-9). Bóg tedy hojnie nagradza miłosierdzie ku bliźnim wszelkimi dobrami doczesnymi.

Zapłata miłosierdzia nie kończy się na rzeczach doczesnych. Stokroć cenniejsze są dobra duchowe, jakimi Bóg nagradza tę cnotę, a zamykają się one wszystkie w jednym słowie: przebaczenie i łaska u Boga. Jest to największe dobro, najcenniejszy skarb, najdroższa perła, którą odnaleźć można łatwo, praktykując cnotę miłosierdzia względem bliźnich. Jeśli kto miał nieszczęście osłabić w sobie wiarę i błąka się w życiu jak ślepy, niech będzie miłosierny, a na tej drodze odnajdzie niewątpliwie utracone światło niebieskie. Jeśli kto znowu jeszcze nie zdążył dojść do poznania miłosierdzia Bożego i dlatego nie może go naśladować, niech zacznie od praktyki miłosierdzia względem bliźnich, a na pewno spełnią się na nim słowa Zbawiciela: "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią" (Mt 5,7).

Korneliusz, setnik wojsk rzymskich, będąc poganinem wysłużył sobie łaskę nawrócenia do wiary przez miłosierne uczynki. "Modlitwy twoje i jałmużny stały się ofiarą, która przypomniała ciebie Bogu. - mówi Anioł do niego. - A teraz poślij ludzi do Jafy i sprowadź niejakiego Szymona, zwanego Piotrem" (Dz 10,4-5). Bóg objawił Piotrowi, by go ochrzcił z całą rodziną. Wprawdzie łaska pierwsza nie może być wysłużona, jest bowiem dziełem nieskończonego miłosierdzia Bożego. Ale jeśli kto zadłuży się u Boga i potrzebuje szczególniejszej łaski przebaczenia, obmycia z win i odzyskania utraconej łaski świętości, to on na pewno wyprosi ją okazując miłosierdzie bliźnim. "Dawaj jałmużnę z majętności swojej i niech oko twoje nie będzie skąpe w czynieniu jałmużny! Nie odwracaj twarzy od żadnego biedaka, a nie odwróci się od ciebie oblicze Boga" (Tb 4,7).

A więc cnota miłosierdzia wyprasza nam łaski i światło, oczyszcza nas z grzechów, kierując nas do Sakramentu Pokuty, wybawia duszę od śmierci czyli potępienia wiecznego, jak powiada Pismo Święte: "Jałmużna wybawia od śmierci i nie pozwala wejść do ciemności" (Tb 4,10). "Jałmużna... oczyszcza z wszelkiego grzechu. Ci, którzy dają jałmużnę, nasycą się życiem" (Tb 12,9). Dlatego nasz Skarga w Kazaniu na IV niedzielę Wielkiego Postu woła: "Jałmużna jest jako woda studzienna, której gdy nie ruszasz, a nie przelewasz, zepsuć się rychło musi, a gdy wodę z niej bierzesz, inna wstępuje i przebrać się nie da. Tak kto majętności swoich na ubogich nie wylewa, zginie mu wszystko: a kto daje, nic nie utraci, bo z daru Bożego następuje hojniejsze". A św. Jan Złotousty miłosierdzie nazywa przyjaciółką Boga, która trzyma klucze od skarbów niebieskich i hojnie je rozdaje miłosiernym.

***

Pewien człowiek mając trzech przyjaciół, został oskarżony przed sądem o przestępstwo, za które groziła mu kara śmierci. Pierwszy przyjaciel natychmiast go zdradził i opuścił; drugi poszedł z nim aż do drzwi izby sądowej, ale bał się, aby go nie wmieszano do sprawy i cofnął się; trzeci zaś przyjaciel stanął przed sędzią, dzielnie bronił oskarżonego i uratował mu życie. My jesteśmy tym oskarżonym, a przyjaciółmi są dobra ziemskie, które w chwili śmierci natychmiast nas opuszczają, następnie nasi krewni i znajomi, którzy nas odprowadzą do grobu, ale się cofną - a tylko jeden przyjaciel stanie z nami na Sądzie Ostatecznym przed Bogiem i będzie nas bronił: są to uczynki miłosierne. "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią" (Mt 5,7).

Oprócz tych dóbr doczesnych i duchowych w tym życiu cnota miłosierdzia sprowadza jeszcze nieśmiertelną nagrodę. Zapewnia nas o tym Zbawiciel, gdy mówi o wyroku na Sądzie Ostatecznym: "pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie... Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych moich braci najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25,34-40). Dlatego św. Augustyn powiada: "Jeśli chcesz być roztropnym kupcem i mądrym lichwiarzem, daj to, czego nie możesz zatrzymać, a weźmiesz to, czego nigdy nie stracisz; daj odrobinę, a stokroć odbierzesz; daj doczesne, a otrzymasz wieczne".

***

O Jezu, uczyń me serce czułe
na każde cierpienie duszy czy ciała bliźnich moich.
O Jezu mój,
wiem, że Ty tak postępujesz z nami,
jak i my postępujemy z bliźnimi.
Jezu mój, uczyń serce moje
podobne do miłosiernego Serca swego.
Jezu, dopomóż mi przejść przez życie
czyniąc dobrze każdemu.

Dzienniczek, 692

 

Rozważanie VI

O UCZYNKACH MIŁOSIERDZIA WZGLĘDEM CIAŁA

"Kto poda kubek świeżej wody do picia ... nie utraci
swojej nagrody". (Mt 10,42)


Różne są potrzeby naszych bliźnich, różne braki, które w miarę możności powinniśmy usuwać pomagając im uczynkami miłosiernymi. Najpilniejsze zaś są pierwsze potrzeby niezbędne do utrzymania i rozwijania życia. Nad nimi się teraz zastanowimy.

Do pierwszych i niezbędnych potrzeb człowieka należy pożywienie, mieszkanie, ubranie oraz pomoc w chorobie i nieszczęściu. Kto jest tych rzeczy z jakiegokolwiek powodu pozbawiony, narażony jest na utratę zdrowia, a czasami i życia. Dlatego katechizm wymienia siedem uczynków miłosiernych co do ciała bliźniego i zobowiązuje chrześcijan do ich praktykowania, a mianowicie: łaknącego nakarmić, pragnącego napoić, nagiego przyodziać, podróżnego w dom przyjąć, chorych nawiedzać, więźniów wspierać i umarłych pogrzebać.

Obowiązek pełnienia tych uczynków wypływa z Pisma świętego, które nakazuje przede wszystkim zaopatrywać bliźniego potrzebującego w pożywienie, ubranie i mieszkanie; św. Paweł w liście do Koryntian tak mówi: "Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo było wam pomocą w waszych niedostatkach i aby nastała równość" (2 Kor 8,14). Pan Jezus zaś wkłada w usta Sędziego na Sądzie Ostatecznym słowa mówiące o nagrodzie przede wszystkim za zaspokojenie podstawowych potrzeb: "Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie" (Mt 25,34-36).

Jeżeli chodzi o stosunek do chorych, to wzorem dla nas jest Pan Jezus, który ich szczególnie miłował, starał się być przy nich, chętnie ich dopuszczał do Siebie i czynem okazywał im swą miłość. Są to bowiem nieszczęśliwi bracia nasi, nieraz pozostający bez należytej opieki, bez pomocy lekarzy, a przede wszystkim potrzebujący opieki duchowej, pociechy, ufności w miłosierdzie Boże, jakiej sami wzbudzić w sobie nie potrafią, oraz przygotowania i przysposobienia do przyjęcia ostatnich Sakramentów. W prywatnej serdecznej rozmowie podczas odwiedzania chorego można zdziałać bardzo wiele. Nie można zbytnio tej sprawy ułatwiać ani upraszczać pośpieszną wizytą i hałaśliwym gadaniem, milczącym załamywaniem rąk i poważnym grymasem na twarzy. Należy przez słowa współczucia i pociechy, przez przykład życia, wiary, cierpliwości i ducha apostolskiego pomóc choremu do zbawienia, pomóc również jego otoczeniu, a czasami i wesprzeć materialnie. Św. Augustyn mówi, że przy nawiedzaniu chorego "Chrystus nawiedza Chrystusa", czyli że przy ofiarnej pomocy korzysta zarówno chory, jak i nawiedzający.

Do chorych można przyrównać więźniów, którzy również potrzebują troskliwej opieki i wsparcia. Pożyteczną byłoby rzeczą zorganizować, gdzie można, specjalne patronaty nad więźniami, którzy nieraz są niewinni, a nie mają możności obrony i udowodnienia swej niewinności.

Grzebaniem umarłych zwykle zajmują się krewni, a dla niezamożnych należy zorganizować kasy pogrzebowe.

Dziś w dobie panowania nienawiści rozlega się hasło, wielkie wołanie o miłość człowieka do człowieka. Otóż koniecznie trzeba tej miłości przy świadczeniu uczynków miłosierdzia, które z miłości muszą wypływać. Prawdziwa miłość chrześcijańska będzie najlepszą nauczycielką i przewodniczką w okazywaniu pomocy głodnym i spragnionym, odzianym w łachmany, podróżnym, a przede wszystkim chorym i więźniom. "Pamiętajcie o więźniach, jakbyście i sami więźniami byli, oraz o cierpiących, bo i sami żyjecie w ciele" (Hbr 13,3). "Zachęcam was zatem ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliście wezwani, z całą pokorą i łagodnością, z cierpliwością znosząc siebie nawzajem w miłości" (Ef 4,1-2) - wzywa Apostoł narodów.

"Ty, któryś jest zdrowy - woła Skarga w swym Kazaniu o miłosierdziu - pomóż z miłości schorzałemu; któryś nie upadł, wspomóż leżącego; któryś był bogaty, nie opuszczaj ubogiego. Bądź między tymi, którzy mogą co komu dobrego uczynić, a na cudze ręce nie patrzą. Póki szczęśliwe wiatry na tym morzu służą, podaj rękę tonącemu; pókiś zdrowy i majętny, pomagaj nędznemu; nie czekaj, abyś sam na sobie poznał, co to jest cierpieć nieludzkość innych, i jak to dobrze nie zamykać miłosierdzia upadłemu. Nie czekajcie nad sobą ręki Boskiej i karania; uczcie się na cudzej nędzy, abyście swojej nie doznali. Daj ubogiemu, bo to jemu wiele, który nic nie ma; i u Boga wiele, gdy dasz to, co przemożesz, który na dobrą wolę twoją patrzy; nie masz li co dać, daj ochotne serce, daj łzy politowania twego. Wielkie jest strapionemu lekarstwo - użalenie, które z serca miłującego pochodzi".

Trzeba szanować i kochać potrzebujących pomocy, bo oni są nie tylko dziećmi Bożymi i członkami Mistycznego Ciała Chrystusowego, ale nadto naszymi dobrodziejami, albowiem przyczyniają nam zasług i modlą się za nami. Takim okiem patrzał na potrzebujących św. Wincenty á Paulo, który im usługiwał przy stole i zostawiał dla nich pierwsze miejsca, mówiąc "uczcijmy panów i dobrodziejów naszych". Mamy pomagać, ile kto może, jak mówi Pismo święte: "Z tego, co masz, według twojej zasobności dawaj jałmużnę! Będziesz miał mało - daj mniej, ale nie wzbraniaj się dawać jałmużny nawet z małego!" (Tob 4,8). Należy przy tym pamiętać o czystej intencji: intencji miłości ku Bogu, który w postaci ubogiego prosi o jałmużnę; jak również intencji naśladowania miłosierdzia Zbawiciela. Przy wspieraniu potrzebujących nie wolno narzekać, dąsać się, ani fukać, jak powiada Pismo święte: "Nie zasmucaj duszy głodnego i nie pobudzaj do gniewu człowieka w jego niedostatku! Serca rozgniewanego w większy zamęt nie wprowadzaj i nie zwlekaj z datkiem dla potrzebującego!"(Syr 4,2-3).

***

Nie tylko trzeba dawać jałmużnę, ale należy odwiedzać ubogich wstydzących się żebrać; pieniądz bowiem nie ma ust, ani serca, nie przemówi, nie pocieszy, nie poradzi, a tymczasem biedny pragnie współczucia, ulgi i porady. Tak postępował Zbawiciel, gdy np. wstąpił do chorej teściowej Piotra i uzdrowił ją. Tak czynili Święci Pańscy i Słudzy Boży, jak św. Jan Kanty, brat Albert, św. Jadwiga, św. Elżbieta, bł. Salomea i inni. Do miłosierdzia trzeba zaprawiać młodzież, jak to czynił św. Józef Cotolengo, kanonizowany w 1934 r., który mając lat pięć mierzył kijem długość i szerokość pokoju, a na pytanie, co robi, odpowiedział: "Muszę wiedzieć, ile ten pokój pomieści łóżek dla chorych".

O Mistrzu mój najsłodszy, Jezu dobry, oddaję Ci serce moje, a Ty je urabiaj, kształtuj według swego upodobania. Z kimkolwiek w życiu będę miała styczność, wszystkich pragnę pociągnąć do miłowania Ciebie, o Jezu mój, Piękności moja, Odpoczniecie moje, Jedyny Mistrzu mój, Sędzio, Zbawicielu i Oblubieńcze.
Dzienniczek, 1064.

 

Rozważanie VII

O UCZYNKACH MIŁOSIERDZIA WZGLĘDEM DUSZY

"Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia,
i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski". (Mt 6,14)

Miłość bliźniego ujawniać się powinna w uczynkach miłosiernych nie tylko względem jego ciała, ale i przede wszystkim względem jego duszy. Katechizm wymienia siedem uczynków miłosiernych względem duszy bliźniego, nad którymi teraz się zastanowimy, a mianowicie: grzesznych upominać, nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darowywać i modlić się za żywych i umarłych.

Nędza wiedzie zwykle w orszaku swoim różne cierpienia, przykrości, gorycze, a często upadek ducha, zapomnienie o Bogu, poddanie się występkom. Doświadczenie stwierdza, że wielu ubogich szuka pociechy w kieliszku, nie chodzi do kościoła, całymi latami stroni od konfesjonału, a stąd dziczeje na duszy. Są tacy, co pracy znaleźć nie mogą, a inni mogli by pracować, ale nie chcą i wolą włóczęgostwo i próżniactwo. Takich trzeba nakłaniać do pracy i w miarę możności im pracę wynajdywać; prawdziwie zaś ubogich należy nie tylko wspierać jałmużną, ale także podnosić na duchu, nakłaniać ku Bogu, przygotowywać do Sakramentów św. itp. U takich jałmużna dla ciała ma być niejako paszportem wobec jałmużny dla duszy.
Na świecie pełno jest cierpień, które są nie tylko owocem grzechu, ale też narzędziem Bożym do uświęcenia dusz. Każdy człowiek musi cierpieć, by odpokutować za grzechy i stać się podobnym do Zbawiciela na krzyżu. Ale są ludzie, którym się dostaje większa miara tych cierpień w udziale, bo tylko taka miara zdoła ich nawrócić, albo oczyścić i udoskonalić. Nie jest rzeczą łatwą dobrze cierpieć: dla wielu ból jest rzeczą straszną. Nic więc dziwnego, że niektórzy targają się wówczas na własne życie, inni się uskarżają na Boga, a nawet miotają bluźnierstwa, a wszyscy oglądają się za pociechą. Toteż miłość bliźniego powinna nas skłaniać, byśmy upominali grzesznych, nauczali nieumiejętnych, dobrze radzili wątpiącym i pocieszali strapionych.

"Nie odsuwaj się od płaczących i smuć się z zasmuconymi. Nie ociągaj się z odwiedzeniem chorego człowieka, albowiem za takie [czyny] będą cię miłować" (Syr 7,34-35), mówi Autor natchniony, a Apostoł usilnie prosi o to chrześcijan: "Prosimy was, bracia, upominajcie niekarnych, pocieszajcie małodusznych, przygarniajcie słabych, a dla wszystkich bądźcie cierpliwi" (1 Tes 5,14). W tej praktyce, nieraz bardzo trudnej, trzeba się wzorować na miłosierdziu Bożym, jak mówi Apostoł: "Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym ucisku, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakimkolwiek ucisku, tą pociechą, której doznajemy od Boga" (2 Kor 1,3-4).

Aby skutecznie pocieszać, trzeba mieć czułe serce i wpuszczać do niego chętnie cierpienia bliźnich. W czasie nieszczęścia należy dźwigać na duchu znękanych budząc w nich ufność w miłosierdzie Boże oraz przedstawiając cele, dla których Bóg zsyła cierpienia na ludzi. Jeżeli cierpienie dotknęło pojedyncze osoby lub rodziny, trzeba im okazywać współczucie, podać pociechę nadprzyrodzoną, zachęcając do modlitwy i Sakramentów św., unikając jednak wielomóstwa i moralizatorstwa, by nie powiększać tych cierpień.

Z uczynków miłosiernych co do duszy dla wielu najtrudniej jest cierpliwie znosić krzywdy i darować urazy. W tym wypadku miłość własna utrudnia zastosowanie się do stanowczej nauki Zbawiciela, który powiedział: "Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi" (Mt 5,22); "miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują" (Mt 5,44). Na pytanie Piotra: "Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czyż aż siedem razy?" Zbawiciel odpowiedział: "Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy" (Mt 18,21-22). Aby jeszcze bardziej wyrazić ten obowiązek odpuszczenia win, Pan Jezus przytoczył przypowieść o nieludzkim dłużniku i zakończył pogróżką: "Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski (nie przebaczy), jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu" (Mt 18,35). Wreszcie wkłada to prawo do codziennej modlitwy: "Przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili" (Mt 6,12) oraz daje wzniosły przykład na krzyżu, gdy umierając modli się za swoich katów: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23,34).

Aby siebie przezwyciężyć pod tym względem, trzeba rozważać miłosierdzie Boże względem nas i prosić Boga o pomoc oraz zastanowić się nad wzniosłym pięknem tej cnoty, która jest najwyższą ozdobą człowieczeństwa, najwyższym podniesieniem naszej ludzkiej godności. Natomiast żywienie urazy i chęć zemsty za poniżenia i krzywdy jest dowodem zwierzęcych popędów oraz świadectwem nikczemności i niskości charakteru. Darowanie uraz to nie małoduszność i brak honoru czy męstwa, lecz to dowód wielkoduszności i bogactwa cnoty ćwiczonej w nauce Chrystusa, jest to heroiczna cierpliwość i męstwo, co za kamień odpłaca chlebem modląc się za prześladowców.

Modlitwa za żywych i umarłych jest ostatnim uczynkiem miłosiernym względem duszy bliźniego, o którym Skarga tak mówi: "Wielkie jest miłosierdzie nad umarłymi, gdy im to czynią, co po śmierci, zwłaszcza około dobrych uczynków sobie do zbawienia służących, nam poruczyli. Bo tym się na drugim świecie cieszą, gdy albo ich długi płacim, albo jałmużny z dóbr tych, które zostawili i których używamy, czynim, albo Msze albo ofiary za nie odprawujem. Bo umarły już sam o się mówić tu i czynić nic nie może. Jako wielkie miłosierdzie związanego rozwiązać, i tonącemu rękę podać, gdy sam sobie nie może pomóc - tak i umarłym duszom, które tu na świecie niczym już władnąć nie mogą. Daleko tam oni większy głód i sroższe pragnienie, i cięższe wygnanie i osierocenie, i zimno a nagość, choroby i więzienia okrutniejsze cierpieć mogą, a niźli tu ci, co cierpią, na które patrzym" (Skarga pośród nas, Kraków 1936, str. 161).

O Jezu mój, Ty wiesz, jakich trzeba wysiłków, aby obcować szczerze i z prostotą z tymi, od których natura nasza ucieka, albo z tymi, którzy czy świadomie, czy też nieświadomie zadali nam cierpienie - po ludzku jest to niemożliwe. W takich chwilach staram się odkryć, więcej niż kiedy indziej, w danej osobie Pana Jezusa i dla tego Jezusa czynię wszystko dla danych osób.
Dzienniczek, 766.

 

Z A K O Ń C Z E N I E

Św. Faustyna Kowalska ukazała światu zupełnie nowe znaczenie słowa: "Miłosierdzie". Dziś jest ono pojmowane już nie tylko w wymiarze gestu litości wobec jakiegoś biedaka. Kojarzy się ono z Promiennym Chrystusem, z którego serca nieustannie tryska zdrój łaski. Zmartwychwstały - zachował jednak ślady Męki i to one dają pewność, że Jego miłość jest potężniejsza niż śmierć. Jan Paweł II napisał: "Uwierzyć w taką miłość, to znaczy uwierzyć w miłosierdzie. Miłosierdzie jest bowiem nieodzownym wymiarem miłości, jakby jej drugim imieniem, a zarazem właściwym sposobem jej objawiania się i realizacji wobec rzeczywistości zła, które jest w świecie, które dotyka i osacza człowieka, które wdziera się również do jego serca i które może go Ťzatracić w piekleť"(DM 7). Jednocześnie zawierzenie Takiej Miłości powoduje, że przemienia się serce człowieka. Dotknięte "wyobraźnią miłosierdzia" zaczyna inaczej postrzegać świat, zaczyna rozumieć, że więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu...

Wszystkim czytelnikom życzymy szczęścia!

s. Teresa Szałkowska           

 

Modlitwa św. Siostry Faustyny

Ile razy pierś ma odetchnie, ile razy serce moje uderzy, ile razy krew moja zapulsuje w organizmie moim, tyle tysięcy razy pragnę uwielbić miłosierdzie Twoje, o Trójco Przenajświętsza. Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje i być żywym odbiciem Ciebie, o Panie; niech ten największy przymiot Boga, to jest niezgłębione miłosierdzie Jego, przejdzie przez serce i duszę moją do bliźnich.

Dopomóż mi do tego, o Panie,
aby oczy moje były miłosierne,
bym nigdy nie podejrzewała
i nie sądziła według zewnętrznych pozorów,
ale upatrywała to, co piękne
w duszach bliźnich,
i przychodziła im z pomocą.

Dopomóż mi,
aby słuch mój był miłosierny,
bym skłaniała się do potrzeb bliźnich,
by uszy moje
nie były obojętne na bóle i jęki bliźnich.

Dopomóż mi, Panie,
aby język mój był miłosierny,
bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich,
ale dla każdego
miała słowo pociechy i przebaczenia.

Dopomóż mi, Panie,
aby ręce moje były miłosierne
i pełne dobrych uczynków,
bym tylko umiała czynić dobrze bliźniemu,
na siebie przyjmować
cięższe, mozolniejsze prace.

Dopomóż mi,
aby nogi moje były miłosierne,
bym zawsze spieszyła z pomocą bliźnim,
opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie.
Prawdziwe moje odpocznienie
jest w usłużności bliźnim.

Dopomóż mi, Panie,
aby serce moje było miłosierne,
bym czuła ze wszystkimi cierpieniami bliźnich.
Nikomu nie odmówię serca swego.
Obcować będę szczerze
nawet z tymi, o których wiem,
że nadużywać będą dobroci mojej,
a sama zamknę się
w najmiłosierniejszym Sercu Jezusa.
O własnych cierpieniach będę milczeć.
Niech odpocznie miłosierdzie Twoje we mnie,
o Panie mój.
Sam mi każesz się ćwiczyć w trzech stopniach miłosierdzia; pierwsze: uczynek miłosierny - jakiegokolwiek on będzie rodzaju; drugie: słowo miłosierne - jeżeli nie będę mogła czynem, to słowem; trzecim - jest modlitwa. Jeżeli nie będę mogła okazać czynem ani słowem miłosierdzia, to zawsze mogę modlitwą. Modlitwę rozciągam nawet tam, gdzie nie mogę dotrzeć fizycznie. O Jezu mój, przemień mnie w siebie, bo Ty wszystko możesz.

Dzienniczek, 163


 
 
 



  Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego
  Boh. Warszawy 77, 74-300 Myślibórz, +48.957473450
  e-mail: sanktuarium@jezuufamtobie.pl