Odmawiaj z nami! Koronka do Miłosierdzia Bożego Obraz Pana Jezusa "Terminarz rekolekcji Świadectwa Pasaż handlowy
  Italiano
   Rozważania z
Dzienniczka
   Aktualności
   Sanktuarium
  •  Dojazd
  •  Dom Macierzysty
  •  Witraż
  •  Pielgrzymki
  •  O nas
   Wspólnota czcicieli Miłosierdzia Bożego
  •  Formacja
   Zgromadzenie Sióstr
Jezusa Miłosiernego
  • 

Historia

  • 

Spacerkiem przez historię

  • 

Adresy

  • 

Formacja

  • 

Ufność

  • 

Apostolat

   Kult Bożego Miłosierdzia
  • 

Nowenna i Święto
Miłosierdzia

  •  Litania
   Skrutacje Pisma Świętego
   Z nauczania Ojca Świętego
  •  Akt zawierzenia
   Św. Faustyna
  •  Życiorys
  •  Modlitwy do
Św. Siostry Faustyny
  •  "Dzienniczek"
Św. S. Faustyny
   Ksiądz Sopoćko
  •  Życiorys
  •  Rozważania
  •  Eucharystia
  •  Listy
  •  Wspomnienia
  •  Błogosławieni miłosierni
  •  Rekolekcje
  •  Różaniec
  •  Konferencje
  •  Posłuchaj Ks. Sopoćki
  •  Beatyfikacja
  •  Litania do Błogosławionego
Ks. M. Sopoćki
  •  Prezentacja
   Galeria
   Tapety
   Piosenki
   Twórczość
   Pomóż nam
   Linki
   Intencje
   Archiwum
   Strona Główna

WARTOŚCIOWA STRONA

Bądź na bieżąco:
Jezuufamtobie - twitter

 


+
Jezu, ufam Tobie!
Drogie w Chrystusie Siostry,

Już drugi tydzień przebywam z woli Bożej w odosobnieniu na łonie natury, z której - jak z księgi żywej - czytam i wielbię nieskończoność Miłosierdzia Bożego. Jednocześnie myślą przebiegam kraj cały, pogrążony w żałobie, łączę się ze wszystkimi cierpiącymi rodakami po całym świecie i widzę w duchu, jak Miłosierdzie Pańskie rzeźbi w ich duszach bohaterskie cnoty, potrzebne do zadośćuczynienia i przeproszenia - do ubłagania i dziękowania niewypowiedzianej dobroci Bożej za wszystko -, do zdobycia nowych łask i zasług na przyszłość, by już "Miłosierdzie Boże wychwalać na wieki".

Widzę w duchu jak Dobroć Przedwieczna szczególnie rzeźbi te cnoty w duszach wybranych, szczególnie ukochanych, żyjących pod regułą zakonną, które się wyrzekły świata, złudnych dóbr jego, woli własnej, i oddały się bez zastrzeżeń najmniejszych ugruntowaniu Królestwa Bożego w sobie i szerzeniu go wśród innych po całym świecie.

Królestwo Boże jest Królestwem ducha, gdyż wznosi cudowne swe gmachy na fundamencie położonym przez ducha Bożego. Ludzie cieleśni, żyjący wyłącznie życiem cielesnym, nie staną się pomocnikami Pana w budowaniu wiecznej Jerozolimy Jego. Trzeba wziąć ducha, zaprzeć samych siebie, aby zrozumieć, czego od nędzy naszej żąda Król Miłosierdzia, - trzeba temu duchowi poddać wszystkie władze cielesne, zharmonizować całą swoją naturę, poddać wolę swoją woli Bożej i w ten sposób przygotować grunt pod "moc z wysokości", która sprawia, że czyny nasze stają się czynami Chrystusa, bo "żyję ja, lecz nie ja, ale żyje we mnie Chrystus", jak powiada Apostoł Narodów.

Królestwo Boże na ziemi widome jest to Kościół katolicki, rządzony kodeksem Ducha Świętego. Jest to przedziwna budowa, wsparta o niebiosa i ziemię, a łącząca w sobie świat doczesny z wiekuistością. "W domu Ojca mojego jest mieszkań wiele" powiedział Zbawiciel, mając na myśli swą Oblubienicę Kościół Powszechny, który do licznych swych krużganków wprowadza wszystkie narody, rozmaite stany, rozmieszczając je odpowiednio do zasług i zadawalając wszystkich. Są tacy, co zaledwie stanęli na progu i olśnieni blaskiem i pięknością przedsionka niecącą wchodzić dalej: wystarczy im szare półmrocze, by się napawać szczęściem niewidzialnego jeszcze, ale wyczuwanego Pana. Są tacy, co tęsknią za komnatami i wkraczają do większej światłości, a gdy napotykają przeszkody, przezwyciężają je znojnie jak mrówki. Pan Miłosierny widzi ich wysiłek i chętnie otwiera podwoje łask swoich i przychodzi z pomocą. Są i tacy, co pragną wkroczyć w komnaty najdostojniejsze, gdzie zasiada na tronie sam Władca - biegną jak oblubienice do oblubieńca. Ci ostatni najbardziej są umiłowani, byle tylko mieli odpowiednią szatę godową.

Gdy rozmodloną myślą wgłębimy się w ten cudowny system dzieł pańskich, łatwo zrozumiemy, że życie zakonne jest jedną z form koniecznych wśród rozmaitych sposobów oddawania hołdu Królowi Miłosierdzia, że jest to jedna z najbliższych komnat prześwietnej Sali tronowej, że tam powołani są ulubieni Syna Bożego, oblubienice Króla Miłosierdzia, do którego biegną z radością wielką, przyodziane szatą czystości anielskiej, pokory w posłuszeństwie i wyrzeczenia się w ubóstwie. Prawda, że w każdej duszy nawet w wirze świata żyjącej, może być ugruntowane Królestwo Boże, bo wszyscy chrześcijanie katolicy są wezwani, ale wśród wezwanych nie wszyscy wybrani, a wśród wybranych każdemu z osobna naznaczona jest placówka i praca. Apostołom powierzył Chrystus rozmaite zadania i w różnych komnatach twierdzy swej ich postanowił: Piotra uczynił opoką, a Janowi dozwolił usnąć miłośnie na swym Sercu, a Filipowi jednym słowem nakazał opuścić wszystko, aby szedł za Nim. W kazaniu zaś na górze postanowił Król Miłosierdzia rozmaite stopnie pragnień doskonałości i uwielbienia Ojca Przedwiecznego, wskazując głównie na jeden Jego przymiot i polecając przede wszystkim pod tym względem go naśladować: "Bądźcież wy miłosierni, jako i Ojciec wasz Niebieski miłosierny jest". To już nie rada ewangeliczna, lecz nakaz, od którego nikt nie może być wolny - to przykazanie, a zarazem konieczny warunek doskonałości - to komentarz na inne słowa Mistrza "Bądźcie doskonałymi jako i Ojciec Mój Niebieski doskonały jest". W czym bowiem może lepiej ujawniać się doskonałość, jeżeli nie w rozważaniu Miłosierdzia Bożego i płaceniu długu wdzięczności przez miłość Boga, - jeżeli nie w naśladowaniu tego Miłosierdzia w uczynkach miłosiernych względem ciała i duszy bliźnich? Toteż zrozumiałą jest rzeczą, dlaczego obecnie dusze, pragnące stanąć najbliżej Miłosiernego Pana - wejść do najjaśniejszej komnaty tuż przy sali tronowej - mają się zobowiązać czwartym ślubem miłosierdzia - przyoblec się w nową szatę godową, by bezpośrednio czerpać Miłosierdzie z otwartego Serca Oblubieńca i rozdawać je innym ludziom.

Jeżeli chodzi o przedmiot tego ślubu, on jest jak najbardziej wyraźny, gdyż sam Zbawiciel go skonkretyzował: "Byłem głodny a nakarmiliście mię..." itd. Przedmiotem tedy tego ślubu będą uczynki miłosierne względem ciała /łaknącego nakarmić, pragnącego napoić, nagiego przyodziać, podróżnego w dom przyjąć, więźnia wspomóc, albo wykupić, chorego nawiedzić i umarłego pogrzebać/ i względem duszy bliźniego /grzeszących upominać, smutnych pocieszać, nieumiejętnych nauczać, wątpiącym dobrze radzić, urazy darować, cudze przywary cierpliwie znosić oraz modlić się za żywych i umarłych/. Jest to obszerny zakres i głęboka treść, wystarczająca zarówno dla zakonu kontemplacyjnego, jak i dla rozmaitych zgromadzeń czynnych, obejmuje bowiem całokształt chrześcijańskiego życia, stanowi istotę każdego zakonu, tym bardziej może być przedmiotem ślubu czcicieli i szerzycieli kultu Miłosierdzia Bożego.

Winszuję Wam, Drogie w Chrystusie Siostry, szczególniejszej łaski Miłosierdzia Bożego, która się ujawniła w powołaniu waszym. Wybranki Serca Jezusowego, filary przyszłego zakonu, powierniczki tajemnic Bożych, upragnione i wymodlone od lat 5 codziennie w każdej Mszy św., do was przede wszystkim stosuję słowa Mistrza: "Wy jesteście światłością świata i solą ziemi, ale jeżeli sól zwietrzeje, czymże ziemia soloną będzie?" Ufam, że nie zwietrzeje, że przy pomocy Miłosierdzia Bożego wzrastać będzie w cnoty, pogłębiać wiedzę teologiczną, zaprawiać się w uczynkach miłosierdzia, a na początku przede wszystkim ćwiczyć się w żalu habitualnym za grzechy, uznając swoją niegodność i niewspółmierność sił wobec takiego zadania, a pokładając bezgraniczną ufność w Miłosierdziu Bożym. Tylko bowiem w duchu pokuty i miłości winna dojrzewać latorośl wszczepiona w winny szczep, aby przyniosła swój owoc. Duch pokuty winien być dewizą - myślą przewodnią całego roku w nowicjacie: "A jeśli pokutować nie będziecie pospołu zginiecie", powiedział Zbawiciel. On sam podjął surową za nas pokutę i wymaga pokuty od swych sług i służebnic: "Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, weźmie krzyż swój i dźwiga go na każdy dzień". Nie chodzi tu o wyszukiwanie jakichś nadzwyczajnych praktyk pokutnych, których wyjątkowo tylko można by było podjąć się za zezwoleniem kierownika sumienia i mistrzyni bez uszczerbku dla zdrowia, - ale o ducha pokuty w znoszeniu cierpliwym rozmaitych małych krzyżyków codziennie z poddaniem się woli Bożej: "Ofiarą Bogu duch strapiony, sercem skruszonym i upokorzonym, Boże nie wzgardzisz", wola Psalmista natchniony. Ten duch pokuty może w ciągu roku przybierać różne odmiany, jak np. w pierwszym miesiącu nowicjatu może się ujawniać w przyjmowaniu milcząco słusznych, a nawet niesłusznych uwag ze strony otoczenia; w drugim - w unikaniu najmniejszych podejrzeń, posądzeń bliźniego uważając siebie za coś gorszego; w trzecim w unikaniu pociech od osób drugich w niepowodzeniu; w czwartym - w unikaniu pociech duchowych w rozmyślaniu i modlitwie; w piątym - w niezniechęcaniu się z powodu wykrycia upadków i niedoskonałości; w szóstym - w cierpliwym znoszeniu przykrości z powodu zmian pogody /gorąca czy zimna / lub z powodu obcowania z bliźnimi o ujemnych cechach charakteru itp.

Oprócz ducha pokuty należy ćwiczyć się w miłości prawdziwej bliźniego w stosunku do najbliższego otoczenia, gdyż tylko z miłości mogą wypływać uczynki miłosierne względem ciała i duszy. Nadto winna być bezwzględna szczerość względem swych kierowników i mistrzyń, które na razie zastępują przełożonych i z którymi trzeba się, starać często obcować, prowadząc rozmowy duchowne. Przyzwyczajać się czynić wszystko nie tylko dobrze, ale z pewnym zapałem; możliwie wybierać lepsze rzeczy z pośród dwóch dobrych; a przede wszystkim czuwać pilnie nad czystością sumienia, by przy rachunku sumienia coraz i coraz mniej spostrzegać powszednie grzechy, których zupełnie uniknąć sami nie potrafimy, a tylko za pomocą szczególniejszej łaski Bożej. W tym celu trzeba rozwijać w sobie ducha modlitwy.

Nie sposób jest przelać na papier w takich warunkach tego wszystkiego, co bym chciał. W codziennej modlitwie i w każdej Mszy świętej będę nadal błagał Miłosiernego Pana o światło dla Was i Waszych Kierowniczek i Kierowników. Ufam, że Jezus będzie miał to dzieło w swej opiece, bo wszak z Jego Serca Miłosiernego ono wyszło. Ufam, że niedługo otworzą się warunki lepszej pracy, a teraz dziękujmy Bogu za wszystko i ufajmy Jego Miłosierdziu. Pozdrawiam w Panu SS. Faustynę, Benignę, Konsoletę, Helenę i jeszcze dwie, których imiona już są wypisane u Pana, chociaż dla mnie nieznane, a które 11.IV br. zechcą rozpocząć nowicjat. Polecam się modlitwom.

Ks. Michał. 13.III.42 r.

 

+
J. u. T.
Drogie w Chrystusie Siostry,

Jedno z siedmiu słów Pana Jezusa na krzyżu było "Wykonało się." W tym słowie wyraził Zbawiciel spełnienie się na Nim wszystkich proroctw, typów i figur Starego Testamentu, odnoszących się do osoby Mesjasza, inaczej mówiąc - wykonanie swego posłannictwa, czyli spełnienie woli Bożej odwiecznej w najmniejszych szczegółach. Chrystus Pan jest wzorem dla wszystkich chrześcijan, którzy również mają usilnie starać się poznać wolę Bożą w stosunku do swojej osoby i spełnić ją jak najdokładniej, by w końcu bycia swego powtórzyć słowa Zbawiciela "Wykonało się".

Nadeszła chwila decydująca i przełomowa w byciu Waszym, Drogie w Chrystusie Siostry gdyście się zdecydowały resztę dni swojej ziemskiej pielgrzymki poświęcić służbie Bożej, niewątpliwie poznawszy wprzód, że taka jest wola Boża. Jest to jeden z najważniejszych tej pielgrzymki etapów, po przejściu, którego trzeba z czystym sumieniem i Chrystusem Panem powiedzieć: "Wykonało się" stanęłam do apelu przed Bogiem, któremu tylko wyłącznie odtąd służyć będę, wolę moją podporządkowywać Jego świętej woli w najdrobniejszych szczegółach, myśli swoje, słowa i uczynki nakłaniać do myśli i słów zawartych w ewangelii św., naukach teologicznych i prawie kościelnym - a zarazem w regule zatwierdzonej przez Kościół, by w końcu życia jeszcze z większą świadomością i spokojem powtórzyć "Wykonało się", czyli spełniłam wolę Bożą.

Odwieczna wola Boża była, byście były w tym wieku dwudziestym, byście obcowały w takim a nie innym otoczeniu z takimi a nie innymi osobami, byście były narażone na takie a nie inne pokusy, byście otrzymały takie a nie inne łaski do ich przezwyciężenia. - a jakkolwiek nienależyte korzystanie z tych łask i możliwe upadki były przeciwne woli Bożej, - to niewątpliwie powstanie z nich i rzucenie się z ufnością w bezmiar Miłosierdzia Bożego, by odtąd pod tym hasłem pracować. Miłosierdzie Boże coraz lepiej poznawać, Jego kult szerzyć i innych ku temu nakłaniać - na pewno było i jest odwieczną wolą Bożą. Winszuję tedy Wam, żeście tę wolę poznały, żeście się jej podporządkowały, żeście głosu Oblubieńca Niebieskiego swymi przyziemnymi zainteresowaniami nie zagłuszyły, żeście na wezwanie wewnętrzne i zewnętrzne odpowiedziały słowami Mistrza "Oto idę", by w końcu powtórzyć "Wykonało się"!

Wykonało się zbawienie: z boku ze krwi Zbawiciela rodzi się Oblubienica Jego, Matka dzieci odrodzonych we chrzcie św. - Kościół Powszechny, który odtąd z tego boku czerpać będzie zdrój łask dla całej ludzkości, a Was, Drogie Siostry, chce postawić najbliżej tego zdroju i uczynić pośredniczkami dla grzeszników, ateistów, obojętnych i zziębniętych heretyków i schizmatyków, dla opuszczonych i zaniedbanych pogan, dla bezradnych chorych i więźniów, dla bezdomnych sierot i podrzutków, a przede wszystkim dla dusz rozpaczających, by w ich dusze tchnąć ufność- ufność i jeszcze raz ufność w niezmierzone, nieograniczone, niepojęte, niewysłowione Miłosierdzie Boże: "Jezu, ufam Tobie!"

Zadrżyj piekło w swych postawach wobec tego nowego a zarazem i starego hasła, które wkrótce się rozlegnie po całym świecie! Zżymaj się książę piekielny, w swych konwulsyjnych drgawkach, bo już kres panowania twojego nadchodzi! Zadrżyjcie wysłańcy piekła Juliusze Apostaci, Calesy, Leniny, Trockie, Hitlery, Staliny i ich bezbożni sługusy! To, z czego się wy chlubili i z czym walczyli będzie grobem waszych zasad, waszych planów, celów i dążeń! Oto powstają nowi apostołowie Chrystusa, któregoście chcieli zwalczyć, formują się zastępy nowe sług i służebnic, które nie tylko uzupełnią braki zamkniętych w więzieniu, katowanych, zsyłanych, zabijanych, ale stworzą nową rodzinę Bożą, która przeorze świat cały jak mocnym pługiem hasłem ufności w Miłosierdzie Boże, hasłem, które ogrzeje co było zimnego, zmiękczy co było twardego, ożywi co było uschłego, zapali co było gasnącego, zrosi co było suchego, obudzi co było śpiącego, a zamiast nienawiści dziś wszystkich dzielącej, połączy jednostki, rodziny, społeczeństwa, narody i państwa uściskiem prawdziwej braterskiej miłości Boga i bliźniego!

Oto wspaniałe zadanie, które w tym dniu uroczystym przypomina wam Boski Zbawiciel. Oto wzniosłe cele, które stawia wszystkim razem i każdej pojedyńczo do wyboru według zamiłowania i uzdolnień. Oto programu streszczenie w pracy przygotowawczej, jaką uprawiać trzeba w nowicjacie, w pracy wychowawczej i samowychowawczej, by już potem nie oglądać się wstecz, ani szukając oliwy do lampek, ochoczo, świadomie i z odpowiednim zapałem uprawiać glebę przeznaczoną dla każdej duszy, oczekując zapłaty jedynie u Niebieskiego Miłosiernego Oblubieńca. Wprawdzie te cele i zadania są tak wzniosłe i niepomiernie z naszymi siłami, zdolnościami, usposobieniami, a tym bardziej wadami i niedoskonałościami, że ogarnia mimo woli lęk i zwątpienie - ale właśnie winniśmy wpierw na sobie doświadczyć działania nieograniczonego, niepojętego i nieskończonego Miłosierdzia Bożego - wszak Szaweł w drodze do Damaszku, lub jak Piotr na podwórzu Kajfasza, by potem tym skuteczniej i pewniej utwierdzać innych w ufności, podtrzymywać chwiejących się i wątpiących, wkładając w ich usta to zbawienne, ożywcze i życiodajne hasło nasze "Jezu, ufam Tobie!".

Lęk i zwątpienie może powstać z powodu naszej przeszłości, która może nie zawsze była promienna i jasna, a może u kogo ciemna zygzakowata przynajmniej w pewnych okresach życia. Wprawdzie już tylekroć zanurzaliśmy się w niezgłębionym Miłosierdziu Sakramentu Pokuty i obmywaliśmy duszę z ran grzechowych w Najdroższej Krwi Zbawiciela naszego, która wciąż tryska z Jego otwartego boku. Ale może nie było żalu dostatecznego, może nie było mocnego postanowienia poprawy, może się nie odprawiło należycie zadanej pokuty, a może się nawet czego nie wyznało, a zresztą jeżeli Bóg i darował, czy rzeczywiście zechce teraz awansować w swych łaskach i za co?... Te i podobne wątpliwości mogą duszę dręczyć i niepokoić, podkopywać nadzieję, a przez to samo usuwać grunt spod nóg jako punkt oparcia do wzlotu. Tu właśnie trzeba koniecznie, w samym zarodku usunąć wszelkie wątpliwości, przezwyciężać w sobie lęk i obawy jako najniebezpieczniejsze pokusy, - przezwyciężyć tym aktem strzelistym "Jezu, ufam Tobie!" Tyś mi zapewnił przebaczenie, gdyś darował Magdalenie opłakującej swe winy, Piotrowi pokutującemu, a szczególnie łotrowi na krzyżu. Tyś zapewnił, że większa będzie radość z jednego nawróconego grzesznika, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych. Ty jesteś tym dobrym Pasterzem, który trzodę owiec dobrych zostawia na pastwisku a szuka jednej zbłąkanej, - szukałeś mię, gdy się zaplątałem w ciernie grzechu i dotkliwie siebie zraniłem, - znalazłszy zaś wziąłeś mię na ramiona i teraz tak troskliwie leczysz rany grzechowe w mej duszy "Jezu, ufam Tobie". Tobie, nie złudliwym obietnicom kłamliwego świata ...Tobie, nie podstępnym i chytrym pokusom przewrotnego szatana... Tobie, nie zaś rozwydrzonym i nieokiełznanym namiętnościom. Ufam mocno, że wszystkie czynności mojego życia znajdą się w wieczności z wyjątkiem grzesznych, które Jezus unicestwił w sakramencie pokuty i zapomni o nich, jak zapomniał grzeszne życie Magdaleny, zaparcie się Piotra, przewrotne prześladowanie Szawła, jak zapomniał Augustynowi, bylem tylko jako oni pokutował. Ostatni kamień złego, które już przeszło, winnien być dla mnie kamieniem węgielnym pod gmach nowy świętości "Jezu, ufam Tobie".

Lęk i wątpliwość może powstać z powodu naszego stanu obecnego, pełnego wad charakteru, może nawet upadków, które mimo mocnego postanowienia powtarzają się często nieraz wbrew naszej woli. Otóż trzeba przypomnieć sobie wiekopomne zdanie ascetyczne, że na ziemi nie ma żadnego stanu doskonałości, a jest tylko dążenie do niej. Świętość na ziemi nie jest czymś statycznym, ustabilizowanym, a to jest wybitnie stan dynamiczny, jak powiedział Zbawiciel: "Królestwo Boże gwałt cierpi, a gwałtownicy je porywają". Widać to z licznych przypowieści Pana Jezusa o drachmie zgubionej, o niewodzie zapuszczanym do wody, o ziarnie gorczycznym wciąż wzrastającym, a szczególniej z przypowieści o robotnikach i talentach. Tylko ci, którzy pracują otrzymują zapłatę. Tylko tym, którzy talenty otrzymane puścili w obrót i zarobili drugie tyle, Zbawiciel obiecuje Królestwo niebieskie. "Bądźcie doskonałymi, jako i Ojciec Niebieski jest doskonały". Im bliżej będziemy tego niedościgłego celu, tym więcej zobaczymy w sobie braków, Lęk i wątpliwość może powstać z powodu naszego stanu obecnego, pełnego wad charakteru, może nawet upadków, które mimo mocnego postanowienia powtarzają się często nieraz wbrew naszej woli. Otóż trzeba przypomnieć sobie wiekopomne zdanie ascetyczne, że na ziemi nie ma żadnego stanu doskonałości, a jest tylko dążenie do niej. Świętość na ziemi nie jest czymś statycznym, ustabilizowanym, a to jest wybitnie stan dynamiczny, jak powiedział Zbawiciel: "Królestwo Boże gwałt cierpi, a gwałtownicy je porywają". Widać to z licznych przypowieści Pana Jezusa o drachmie zgubionej, o niewodzie zapuszczanym do wody, o ziarnie gorczycznym wciąż wzrastającym, a szczególniej z przypowieści o robotnikach i talentach. Tylko ci, którzy pracują otrzymują zapłatę. Tylko tym, którzy talenty otrzymane puścili w obrót i zarobili drugie tyle, Zbawiciel obiecuje Królestwo niebieskie. "Bądźcie doskonałymi, jako i Ojciec Niebieski jest doskonały". Im bliżej będziemy tego niedościgłego celu, tym więcej zobaczymy w sobie braków, które nie powinny nas zniechęcać, lecz pobudzać do oparcia się w ich usuwaniu na naszym Mistrzu w tym akcie strzelistym "Jezu, ufam Tobie!". Jest dogmatem wiary, że łaska Boża jest konieczna do zbawienia, że o własnych siłach nie potrafimy ustrzec się grzechów wszystkich powszednich. Stąd wynika, że ufność na pomoc obiecaną i wyrozumowaną Zbawiciela naszego jest najlepszym lekarstwem na obawy z powodu niedostatecznego stanu obecnego naszej duszy.

W wyższym stopniu lęk i zwątpienie może powstać z powodu niepewnej przyszłości naszej, czy wytrwam, czy sprostam swemu zadaniu, czy się nie załamię czy potrafię postępować naprzód, jeżeli dotychczas wielkiego nie zrobiłem postępu? Chrystus Pan nie pochwala tego rodzaju przewidywań i mówi, że "dosyć ma nędzy chwila obecna, po co się zajmować przyszłością? Znany zaś autor "Tak, Ojcze" powiada, że "być świętym, to żyć całkowicie teraźniejszością". Istotnie tak, gdy odpowiadamy tylko za chwile obecne, nie zaś za te, które dopiero nastąpią. Dlatego poddawanie się marzycielstwu jest tak szkodliwe, jak rozważanie i delektowanie się czasem przeszłym. Jeżeli zaś komu trudno jest oprzeć się rozważaniu przyszłości, która się przedstawia w barwach zbyt czarnych, wywołujących lęk i zwątpienie, co będzie ze mną? Niech się również ratuje tym aktem strzelistym "Jezu, ufam Tobie"! Ufność w Miłosierdzie Boże przywróci równowagę duchową, zakłóconą lękiem o przyszłość naszą, gdyż "Bóg naszą ucieczką i mocą, pomocnikiem w uciskach, które znalazły nas bardziej" jak woła Psalmista.

Z powyższego wynika, że żadna sprawność duchowa nie odgrywa w życiu wewnętrznym takiej roli, jak ufność w Miłosierdzie Boże i dlatego ją najbardziej poleca Zbawiciel mówiąc z jednej strony "nic beze mnie uczynić nie możecie", a z drugiej: "Ufajcie, jam zwyciężył świat", "Ufaj, córko, odpuszczają się grzechy two je", "Ufaj, a ujrzysz chwałę Bożą", "Czemuś zwątpił, małej wiary", "Nie trwóżcie się, ja jestem z wami" itp. Musimy tedy sami nasamprzód mocno się, ugruntować w ufności zarówno, co do naszej przeszłości, teraźniejszości, jak i przyszłości, gdyż tylko wówczas będziemy mieli punkt oparcia do wzlotu, tylko wówczas staniemy na trwałym gruncie w pracy samowychowawczej a z czasem i wychowawczej nad duszami innymi, tylko wówczas będziemy mogli złożyć z siebie radośnie ofiarę całopalną w ślubowaniach, oddając się bez zastrzeżeń Panu Bogu na wyłączną służbę.

Tak dużo się mówi dziś o służbie Bogu z radością, gdyż istotnie ona jest konieczna: "Służcie Panu z radością" woła Psalmista. Ale tej radości nie można wymusić według własnej woli. Przychodzi ona i ucieka bardzo często niepostrzeżenie. Radość bowiem jest to uczucie przyjemne powstające w nas przy posiadaniu jakiegokolwiek dobra. Trwałość jej zależy od trwałości tego dobra: zjawia się ona z dobrem i znika, gdy tracimy to dobro, albo gdy dobro było złudne, albo przynajmniej niedoskonałe. Zazwyczaj cierpienie wypędza i pożera radość, jeżeli się cierpi bez celu. Cierpienie zaś w intencji dobrej rodzi najpiękniejszą, najczystszą i najtrwalszą radość, jaką mieli męczennicy. Cierpienie bowiem takie zbliża nas do Boga, Dobra najwyższego, mogącego jedynie nas obdarzyć trwałą radością. Stąd ufność w Boże Miłosierdzie przekształca cierpienie w radość trwałą, a z aktu strzelistego "Jezu, ufam Tobie" spływa do wnętrza duszy cierpiącej pokój błogi, a na zewnątrz promienieje radość. W tej tedy ufności w Miłosierdzie Boże trzeba szukać pociechy w smutku, jak ją znaleźli święci, - w tej właśnie ufności kryje się tajemnica radości nadziemskiej, pomimo gorzkich łez, jakie mimowoli płyną z strwożonych oczu. Tylko bezgranicznie ufająca Bogu Maria Niepokalana mogła śpiewać hymn radości "I rozradował się duch mój w Bogu Zbawicielu moim", który to hymn śpiewała ona nie tylko przy Nawiedzeniu, ale prawdopodobnie i pod krzyżem, gdy miecz boleści przeszywał Jej serce, gdyż zawsze ufała i wysławiała Miłosierdzie Boże: "A Miłosierdzie Jego od narodu do narodu wszystkim bojącym się Jego... Przyjął Izraela sługę swego, wspomniawszy na Miłosierdzie swoje".

Na ziemi wszystko przemija: mijają bezpowrotnie i dni życia naszego, przybiżając nas do dnia śmierci, po której przejdziemy do wieczności; razem z życiem przemija i radość ziemska, która jest tylko słabym podobieństwem tej, jaka nas czeka w wieczności, gdzie niezmącony pokój i niezakłócona niczym radość będzie naszym udziałem na wieki. Otóż kto w życiu powtarzał często "Jezu, ufam Tobie!" tego śmierć nie zastanie śpiącym, lecz czuwającym z przepasanymi biodrami, u tego ufność będzie pochodnią gorejącą w ręku. Z ostatnim oddechem kończącego się życia wypowie "Jezu, ufam Tobie" i usłyszy zaraz błogie wezwanie: "Pójdź błogosławiona do radości wiecznej".

Rzecz zrozumiała, że ufność nie może się stać kwietyzmem ani też przesadną ufnością. Tylko w łączności z prawdziwą i szczerą pokutą staje się ona wyżej opisaną sprawnością moralną w znaczeniu dodatnim. Bez tej zaś łączności może przekształcić się w grzech przeciwko Duchowi Świętemu jako zuchwalstwo, uniemożliwiające działanie łaski Bożej w duszy. Grzeszyć z ufnością w Miłosierdzie Boże jest to największe nieszczęście, gdyż - jak powiada autor "Tak Ojcze" - nie grzech, lecz trwanie w grzechu jest złem największym, a do tego trwania w grzechu pobudza ufność kwietystyczna. To też, Drogie w Chrystusie Siostry, wypowiadając "Jezu, ufam Tobie", winniśmy ze swej strony robić wszystko, co jest w naszych sercach, by łasce Bożej odpowiedzieć i z nią należycie współpracować. A przede wszystkim zgodnie z ustalonym regulaminem nie opuszczać bez bardzo ważnych przyczyn codziennego rozmyślania, które jest bezwzględnie konieczne. Ono właśnie bezpośrednio rozszerza i pogłębia poznanie Boga i Jego miłosierdzia szczególnie na tle życia, męki i śmierci Pana Jezusa, na tle życia eucharystycznego naszego Zbawiciela, na tle Jego Serca najsłodszego jak i Jego najmilszej Matki, która jest naszą Matką Miłosierdzia. Przytym trzeba pamiętać, że o wiele lepiej jest trwać w rozważaniu przez całe pół godziny bez przerwy, niż modlić się dwukrotnie na dzień przez kwadrans. W pierwszym bowiem wypadku mogę wnikać w rzecz głębiej, podczas gdy w drugim zbyt wiele czasu straci się na pracę przygotowawczą - na skupienie myśli, bez którego rozmyślanie zwykle bywa mało owocne. Dobrze jest znać, na początku szczególnie - metody rozmyślań św. Ignacego i według nich zaprawiać się w tej pobożnej praktyce, która potem może się odbywać u każdej duszy według własnej metody. Modlitwa nie jest tylko jednym z objawów naszego życia religijnego, lecz jest najistotniejszym wyrazem religijności prawdziwej.

Poza tym trzeba praktykować codzienne rachunki sumienia - ogólny i partykularny, czytanie duchowne (Pisma św. i ksiąg ascetycznych), studium teologii i prawa kościelnego, poznawać lepiej historię Matki naszej Kościoła, prowadzić rozmowy duchowe z mistrzynią i między sobą szczególnie na tematy życia wewnętrznego przy jednoczesnym sumiennym spełnianiu swych obowiązków w rodzinie, by przez wymienione ćwiczenia nie zakłócać porządku i spokoju domowego. Nie jest to rzecz łatwa, ale przy pomocy Bożej i dobrej woli wszystko się da uskutecznić, kierując się zawsze roztropnością, która jest przewodniczką cnót wszystkich - auriga virtutum. Przede wszstkim zaś należy czuwać nad akuratnym wywiązywaniem się z tego, do czego zobowiązujemy się, lub mamy się zobowiązać ślubem. Jest to rzecz najważniejsza i winna się stać przedmiotem największych naszych zabiegów. "Zatraci tego Pan Bóg, kto gwałci Kościół Boży" woła Prorok, a wszak przez ślub dusza i ciało nasze staje się kościołem Bożym, przybytkiem Ducha Świętego. Przez ślub czystości, który teraz składacie, stajecie się Świątynią Pańską. A skoro Bóg uzacnił świątynię żywą Marię przywilejem aż Niepokalanego Poczęcia, jakże winniśmy się starać, by osoba nasza zaślubiona Zbawicielowi była odtąd nieskalana w myślach, słowach i uczynkach. Trzeba tu bardzo pilnie unikać okazji, a pokusy zwalczać spokojnie, ale stanowczo w samym zarodku natychmiast: "Jezu, ufam Tobie". W ubóstwie, posłuszeństwie i miłosierdziu wystarczy złożyć tylko obietnice praktyki, gdyż w tych warunkach obecnych trudno jest praktykować i przedmiot ściśle określić. Ale i obietnicę trzeba praktykować bardzo poważnie, gdyż tu mamy do czynienia z Bogiem. Przez rok cały praktyka wykaże, jak się mamy ustosunkować w tych warunkach do trzech ślubów następnych, a raczej w jaki sposób mamy określić ściśle przedmiot tych ślubów. Postaram się tu naszkicować w krótkości swój pogląd w tej materii.

Przedmiotem ślubu ubóstwa byłby stosunek duszy do dóbr doczesnych, by się do nich nie przywiązywać i nie rozporządzać swoją własnością prawnie nabytą samowolnie a we wszystkim zwierzać się Mistrzyni i prosić o zaakceptowanie planów.

Przedmiotem ślubu posłuszeństwa byłoby ujarzmienie swej woli jeżeli nie we wszystkich czynnościach, co w obecnych warunkach jest rzeczą niemożliwą, to przynajmniej w pewnej dziedzinie określonej w porozumieniu Mistrzynią. Można by było obrać np. dziedzinę swego stosunku do osób, z którymi się codziennie obcuje (rodziców, rodzeństwo, nawet służby), by nic nie czynić bez porozumienia się z nimi, albo prznajmniej tego, o czym wiemy, że to nie byłoby przez nich dobrze widziane, o ile znowu nie będzie kolizji z innymi ważniejszymi zobowiązaniami itp.

Przedmiotem ślubu miłosierdzia byłyby uczynki miłosierne względem ciała i duszy bliźniego, o których pisałem już w liście poprzednim. Proszę ten mój pogląd krytycznie rozważyć, przemyśleć, rozwinąć i uzupełnić, przepracować praktycznie na razie pod rygorem obietnicy Bogu uczynionej, "w miarę możności", by po roku już zobowiązać się ślubem w odpowiedniejszych warunkach, które Miłosierdzie Boże przygotuje.

Na razie przede wszystkim trzeba wypowiedzieć energiczną walkę jednej przynajmniej wadzie np. najpowszechniejszemu samolubstwu i przesadnej miłości własnej, która jest chorobą naszych czasów, chorobą indywidualną, narodową, społeczną i klasową, która jest śmiercią miłości Boga i bliźniego, grobem pokoju wewnętrznego i zewnętrznego, źródłem wszelkiego zamieszania, każdej kłótni i wojny, zarzewiem jednego grzechu i występku. Ta wada ścieśnia nasze spojrzenie na świat, czyniąc je coraz mniejszym. Ona to uniemożliwia życie wspólne w zakonie, przekształcając często przybytek modlitwy i skupienia w jaskinię gryzących się i nienawidzących wzajemnie hien. To też obecnie trzeba usilnie tę wadę z siebie wykorzeniać, wzorując się na Boskim Mistrzu, który powiedział: "Uczcie się ode Mnie, iżem cichy i pokornego serca!". Tylko człowiek wyzuty z siebie, ze swojej miłości przesadnej może się stać wielkim i otwartym i podatnym do działania łaski Bożej i wypowiadającym szczerze bez obłudy: "Jezu, ufam Tobie".

Nie sposób jest tutaj napisać wszystkiego, co by trzeba było: brakuje, bowiem miejsca i czasu. Ufam, że same pod kierunkiem swoich światłych przewodników i przewodniczek poznacie, zrozumiecie i w czyn wcielicie środki, wskazane przez Chrystusa i Jego Oblubienicę Kościół, prowadzące do tak wzniosłego celu, jakim jest doskonałość zakonna. Ufam, że Miłosierdzie Boże nie poskąpi swych łask swym służebniczkom i szermierkom, które się zdecydowały jeden cel główny mieć przed oczami. Ufam, że Matka Miłosierdzia w sposób szczególniejszy weźmie te służebniczki pod swój płaszcz macierzyński i kierować będzie ich poczynaniami i krokami. Ufam, że Anioł Stróż każdej pod wodzą księcia duchów niebieskich - św. Michała Archanioła prowadzić będzie drogą prostą, głosem wewnętrznym ostrzegać, przez usta spowiedników i kierowniczek przemawiać, natchnieniem wspierać i modlitwy przed tron Najwyższego zanosić. Życzę wszystkim razem i każdej pojedynczo, by dzień 11. bm. był prawdziwym dniem zaręczyn z Jezusem, a za rok stał się dniem zaślubin mądrych panien z gorejącymi lampkami miłości i ufności, którymi świecić będą dla innych ludzi. Gorąco o to modlę się codziennie, a szczególnie w dniu tym, powtarzając słowa Psalmisty: "Okaż im, Panie, Miłosierdzie swoje, a zbawienie swoje daj im!".

Oddany w Bogu
ks. Michał.
9. IV. 42.

 

"Misericordia Dei confidentibus in Eum
Miłosierdzie Boże ufającym Jemu!"


Drogie w Chrystusie Siostry,

Każda wielka idea zwykle wyraża się w krótkich słowach, które się stają hasłem jej szermierzy. Idea Miłosierdzia Bożego winna mieć również swoje hasło, po którym by się poznawali jej czciciele, które by było dewizą jej apostołów, którym by się pozdrawiali przy spotkaniu i żegnali przy rozstawaniu, w którym by się również zawierała cała treść głęboka tej idei i program ramowy działania. W poszukiwaniu takiego hasła zwróciłem się do Pisma Świętego - tego listu Boga do ludzi - i tam trafiłem na dwa wyrażenia bardzo odpowiadające, z których jedno można by przyjąć za hasło: "Miłosierdzie Boże ufającym Jemu" i "Miłosierdzie Boże miłosierdzie czyniącym". Oba wielokrotnie spotykają się w Piśmie Świętym prawie dosłownie, albo jako myśl przewodnia dłuższych lub krótszych ustępów. To też wydaje mi się, że oba są stosowne, a ja wypowiadam się za pierwszym.

To pierwsze hasło jako myśl przewodnia przewija się przez wszystkie księgi Starego i Nowego Testamentu, ale najczęściej spotyka się w Psalmach, z których przytoczę kilka tekstów. Oto w Psalmie 12. Dawid czuje się bardzo opuszczony od wszystkich i wyraża wielką ufność tylko Bogu Miłosiernemu: "Ale ja ufam Miłosierdziu Twemu: uraduje się serce moje w zbawieniu Twoim" (Ps 12,6). W Psalmie 16. Król natchniony błaga Boga o ratunek od okrutnych nieprzyjaciół, powołując się na ufność Bogu Miłosiernemu: "Okaż przedziwne Miłosierdzie Twoje: Ty, który zbawiasz ufających Tobie" (Ps 16,8). W Psalmie 20. Dawid dziękuje za odniesione zwycięstwo, które zawdzięcza ufności Miłosierdziu Bożemu: "Ponieważ król ufa Panu i nie zachwieje się w Miłosierdziu Najwyższego" Ps 20,7). W Psalmie 30. tenże autor modli się do Pana wobec wielkich zagrażających niebezpieczeństw i powołuje się również na ufność: "A ja ufałem Panu: ucieszę się i rozraduję w Miłosierdziu twoim" (Ps 30,7). W Psalmie 31. - wyraża swe szczęście, że ufającemu Pan przebaczył: "Wiele jest biczów na grzesznika, ale ufającego Panu Miłosierdzie ogarnie" (Ps 31,13). Psalm zaś 32. prawie wyłącznie opiewa, że wszystko się dzieje nie jak ludzie sobie tego życzą, ale jak Bóg w Miłosierdziu swoim pokieruje ufającymi Jemu: "Oto oczy Pańskie nad tymi, którzy ufają Miłosierdziu Jego" (Ps 32,18). "Niech tedy będzie nad nami Miłosierdzie Twoje, jakośmy Tobie zaufali" (Ps 32,22). To samo w Psalmie 51.: "Jako oliwa płodna w domu Bożym, tak ufałem Miłosierdziu Bożemu na wieki" (Ps 51,8) i w Ps 85.: "Boś ty, Panie, jest dobry i łaskawy a miłosierdzie liczne wszystkim Cię wzywającym" (Ps 85,4). W Psalmie 102. Dawid utożsamia ufność z bojaźnią synowską: "Jak niebo jest wysoko od ziemi, tak umocnił miłosierdzie nad bojącymi się go" (Ps 102,11). W Psalmie 142. tenże autor natchniony wobec buntu syna swego Absaloma prosi o rychłą pomoc, w którą mocno ufa: "Rano daj mi usłyszeć Miłosierdzie twoje, ponieważ ufałem Tobie" (Ps 142,9). W Psalmie 146. autor natchniony wzywa wszystkie stworzenia do chwalenia Boga, gdyż "kocha się Pan w tych... którzy ufają Miłosierdziu Jego" (Ps 146,12). Wreszcie Psalm 135. jest litanią o Miłosierdziu Bożym w Starym Testamencie, gdyż Psalmista wyliczając poszczególne dobrodziejstwa okazywane ufającym Bogu dodaje w każdym wierszu refren "Bo na wieki Miłosierdzie Jego".

Nie sposób jest przytaczać więcej tekstów z Pisma Świętego w tym miejscu, ograniczę się tylko jeszcze do jednego wyjątku z Nowego Testamentu, który jest najbardziej charakterystyczny: "Pójdźmy z ufnością do stolicy łask, abyśmy doznali miłosierdzia i łaskę znaleźli". Tutaj Apostoł Narodów z natchnienia Ducha Świętego w słowach zdecydowanych żąda ufności i gwarantuje ufającym Miłosierdzie Boże. To też - wydaje mi się - dla nas ten pierwszy tekst będzie odpowiedniejszy, gdyż bardziej odpowiada aktowi strzelistemu, umieszczonemu pod obrazem z tą różnicą, że tam jest forma wzywająca, a tu jest bardziej orzekająca.

Wyżej przytoczone argumenty poddaję dyskusji i proszę ze swej /strony/ wprowadzić jakieś zmiany. Np. możeby lepiej brzmiało przestawienie słów: "Miłosierdzie Boże Jemu ufającym" albo - "Miłosierdzie Boże ufającym Bogu" czy "Bogu ufającym". Należałoby w tej sprawie poradzić się osób kompetentnych, np. ks. Prałata Żebrowskiego i innych życzliwych, proponując wybór nie tylko między podanymi możliwościami, ale i między pierwszym tekstem i drugim, gdyż chodzi o obranie najodpowiedniejszego, w którym by mieściło się zarówno istota idei, jak i program działania w czasach obecnych.
"W słowach tylko chęć widzim, w działaniu potęgę", powiedział Mickiewicz, wyrażając znaną wszystkim prawdę życiową, potwierdzoną wielokrotnie przez Pismo Święte, a szczególnie podkreśloną przez Zbawiciela w przypowieściach o robotnikach i talentach. W działaniu ujawnia się nasza wartość wobec Boga i ludzi. To też winniśmy się do tego należycie przygotować i zależnie od rodzaju obranego sposobu działania (wewnętrznego - w kontemplacji lub zewnętrznego bardziej) teraz w tym kierunku się ćwiczyć. Zarówno w bardziej wewnętrznym jak i w zewnętrznym sposobie działania naszego głównym celem winna być chwała Boża i pożytek bliźnich: chwała - przez coraz lepsze poznanie Go i ukochanie w rozważaniu Miłosierdzia Bożego, a pożytek - przez świadczenie uczynków miłosierdzia względem duszy i ciała bliźnich. To ostatnie szczególnie ma doniosłe znaczenie w czasach obecnych, gdy ludzie tak są ze sobą podzieleni i skłóceni.

Co spowodowało taki podział między ludźmi? W pierwszym rzędzie - odstępstwo od Boga. Kto nie wie czy zapomni, że Bóg jest Ojcem wszystkich ludzi, ten nie uznaje braterstwa między nimi, szczególnie jeżeli są to ludzie różnych narodowości. Ale nie poślednią rolę odgrywa tutaj kwestia społeczna. "Chodzi o to, czy górę weźmie duch egoizmu, czy też duch ofiary; czy podstawą społeczeństwa będzie wyzysk słabych na korzyść silnych, czy też stanie się ono organizacją, poświęcającą każdego na służenie dobru ogólnemu, przede wszystkim zaś na opiekowanie się słabszymi. Wielu jest, którzy mają za dużo, a chcą mieć jeszcze więcej; nierównie więcej jest tych, co mają bardzo mało, co nic nie mają i chcieliby zabrać to, czego im odmawiają". Pomiędzy tymi obozami musiała wybuchnąć walka - walka tym straszmniejsza, że z jednej strony walczy potęga złota, a z drugiej potęga jego pożądania, granicząca z rozpaczą. Tym głównie można wytłumaczyć walkę klasową - rzeź inteligencji i ziemian w Rosji, i w innych krajach. Tu jest źródło i obecnych zmagań tytanicznych dwóch wielkich obozów na świecie. Otóż patrząc na to, co się dzieje, można z matematyczną pewnością przepowiedzieć, że walka ta nie ustanie, dopóki ludzie nie zawrócą się do Miłosierdzia Bożego i nie zaczną naśladować Boga w tym przymiocie przez świadczenie uczynków miłosiernych względem bliźnich.

Socjaliści piętnują uczynki miłosierne, jako jedno z nadużyć społeczeństwa chrześcijańskiego. " Jałmużna z miłosierdzia, twierdzą oni, upokarza i poniża ubogiego, ponieważ każe mu spożywać chleb czarny w uczuciu wdzięczności dla tych, co się mienią dla niego dobrodziejami, czując się zaś zobowiązani względem nich, ubogi przestaje im być równy". Zręcznie w ten sposób wyzyskują oni najupartsze z uczuć ludzkich, jakim jest pycha, drgająca równo pod łachmanami, jak i pod jedwabiem. Dążą niby do równości, znosząc prywatną własność, ale skutkiem tego wszyscy prawie stają się równie biedni z wyjątkiem u uprzywilejowanych członków partii.

Chrześcijaństwo zachowuje własność zgodnie z przykazaniem "nie kradnij", które zresztą wypływa z prawa naturalnego - z niedoskonałości natury człowieka po upadku, - zachowuje jednak tę własność jako materiał do ofiar, jako warunek do wyzbycia się z niej, jako cząstkę wolności, bez której człowiek nie miał by zasługi. Chrześcijaństwo potępiając kradzież, czyni zarazem jałmużnę z miłosiernym przykazaniem kościelnym "Dziesięciny oddawać" oddanie dóbr, - radą, wspólność zaś - stanem doskonałym, którego zarysy mniej lub więcej wykończone uwidaczniały się na wszystkich szczeblach społeczności katolickiej. Stąd wynika, że Chrześcijaństwo prawo własności ogranicza, a nadużycie własności piętnuje, jako zbrodnie. "Biada wam bogaczom", wołał Chrystus, mając na względzie nadużycie dóbr. "Łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne". Zapoznanie tej nauki Chrystusa przez klasy posiadające doprowadziło świat do obecnej katastrofy, z której innego wyjścia nie ma, jak tylko stanąć między obozami walczącymi i przypomnieć im naukę Zbawiciela o miłosierdziu, przypomnieć czynnie przez świadczenie uczynków miłosierdzia. Przy tym w tych uczynkach należy rozróżniać pierwiastek socjalny i indywidualny.

Pierwiastek socjalny w uczynkach miłosierdzia polega na tym, by się przekonali bogacze, że odpowiedzialność za skargi i łzy milionów, jęczących na barłogach nędzy w znacznej mierze oni ponoszą. Mam na myśli tych bogaczy, którzy mając dużo, dążą przez wyzysk innych do nabycia jeszcze więcej, nie dając nic, albo prawie nic z tego, co mają, jako dziesięcinę dla biednych. Kościół tylko w przybliżeniu wymaga dziesiątej części dochodu na uczynki miłosierdzia, ale przez to nie czyni nie zależnymi posiadających na dziewięciu dziesiątych wymagając, by w każdej chwili byli gotowi służyć częścią tej reszty wymaganiom dobra powszechnego w mierze Bogu tylko wiadomej. Przy tym nie dość jałmużny materialnej, trzeba także nieść ubogim jałmużnę, duchową -po przyjacielsku z nimi obcować, wspierać radą, nauczać, modlić się za nich itp. W taki sposób sami rozszerzymy zakres swej wiedzy, złagodzimy tarcia między obozami przeciwnymi, wyjmiemy socjalistom oręż z ręki, którym pobudzają do walki klas. Siadając u łona chorych i cierpiących, wchodząc w tajemnice ich serc rozgoryczonych, i ich sumień spustoszonych w domach prywatnych, w szpitalach, przy warsztacie, w szkole, w miastach i we wsiach, w rozmaitych warunkach, - dopiero poznamy wszystkie strony strasznego zagadnienia, zaczniemy nad nim panować i przyczyniać się do uspokojenia wzburzonych umysłów.

Pierwiastek indywidualny w uczynkach miłosierdzia polega na osobistym uświątobliwieniu tych, którzy uczynki te spełniają. Nic tak nie uszlachetni człowieka, jak widząc ubogich materialnie czy moralnie, spostrzegać w nich samego Chrystusa Pana, wkładając ręce w ich rany materialne czy duchowe wyobrażać sobie, że dotykamy ran samego Zbawiciela na rękach i nogach, na głowie i boku - uznawać ich za panów swoich, a siebie za sługi, - nazywać ich wysłańcami Boga, którzy tu są, ażeby wypróbowali, jak daleko naśladujemy Boga w jego najwyższym przymiocie relatywnym. Stąd wynika, że ubodzy nie są niepotrzebni - jak utrzymują socjaliści wbrew temu, co powiedział Zbawiciel: "Ubogich zawsze mieć będziecie". Ubogi, który cierpi służy Bogu i społeczeństwu, jak ten, który się modli. "On pełni urząd ekspiacyjny, ofiarę, - której zasługi spadają na nas, gdyż niesie większy ciężar, niż mogą unieść inni, a w jego modlitwie można słyszeć dźwięk mocy, co z natury porywa nadnaturę i zdzierając z niej zasłonę, składa tam westchnienia i błagania milionów".

Słowa ostatnie wypowiedział Fryderyk Ozanam - założyciel Konferencji św. Wincentego a Paulo w r. 1833, które z szybkością błyskawicy rozpowszechniły się po całym świecie chrześcijańskim, a znane są doskonale i u nas. Był to serdeczny, sympatyczny, gorący, oddany, skromny, żartobliwy a zarazem poważny i głęboko religijny szerzyciel miłosierdzia, profesor paryskiej Sorbony, którego winniśmy poznać nieco bliżej, jako namaszczonego charyzmatem miłosierdzia, może być on dla nas początkujących wzorem nie tylko w swej działalności, ale i w świątobliwym życiu, gdyż ostatnio coraz więcej mówi się w Kościele o jego beatyfikacji i kanonizacji. Radziłbym przeto poszukać jego życiorysu, albo dzieł traktujących o jego działalności, gdyż to był uczony, przejęty tą samą, co my ideą, tylko zaczynał ją realizować od dołu. My zaś mamy możność, dzięki pomocy Jezusa Chrystusa, Króla Miłosierdzia, łączyć dół z górą, czyli opierając się na Miłosierdziu Bożym, świadczyć miłosierdzie ludziom, a przez to zarówno wpływać na ich uświęcenie, jak i oddziaływać społecznie. On to powiedział na jednym z zebrań: "Ażeby praca nasza została ubłogosławiona przez Boga brakuje nam jednej rzeczy: czynów miłości i miłosierdzia; błogosławieństwo ubogiego jest błogosławieństwem Boga".
Przytoczone powyżej argumenty skłaniały mnie ku temu, by za hasło przyjąć: "Miłosierdzie Boże miłosierdzie czyniącym" albo "Miłosierdzie czyniącym miłosierdzie" -"Misericordia Dei facientibus eam" lub "Misericordia Dei eam facientibus" ale narazie przeważyły względy, podane przez Pismo Święte, które wyłuszczyłem na początku. W tej sprawie prosiłbym jeszcze również poradzić się i osobiście nad nią zastanowić, gdyż ona pozostaje jeszcze otwarta, a ja wypowiadam się tylko na razie za tekstem pierwszym, pozostawiając decyzję w zawieszeniu. Na poparcie swego zdania przytoczę jeszcze i ten argument, że kto ufa Miłosiernemu Bogu, ten nie pozostanie biernym tylko odbiorcą łask, a będzie się, starał wykonywać uczynki miłosierdzia. Za drugim zaś tekstem przemawia to, że w nim się zawiera bardziej szczegółowy warunek uzyskania łask Bożych i wyraźniejszy program działania, co ze względów praktycznych byłoby może bardziej rzeczą wskazaną go przyjąć, tym bardziej, że możemy znaleźć teksty Pisma św. również go polecające: "Albowiem miłuje Bóg miłosierdzie i wierność, łaskę i chwałę daje Pan" (Ps 83,12), "Sąd bez miłosierdzia tym, którzy nie mają miłosierdzia (Jk ), "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni Miłosierdzia dostąpią", "Bądźcie miłosierni, jako i Ojciec wasz niebieski miłosierny jest" itp. Więcej jednak znajduje się tekstów Pisma Świętego, przemawiających za tekstem pierwszym, chociaż znowu ta odgrywa rolę większą nie ilość ale praktyczność, oraz pierwszy jest, jak się rzekło, bardziej zbliżony do aktu strzelistego pod obrazem Miłosierdzia Bożego.

Łączę pozdrowienia wszystkim
Ks. Michał.

 

+ J.u.T. 6 VIII 1942 r
Drogie w Chrystusie Siostry,

Zwiedzając przed 8 laty Ziemię Świętą, szczególniejszych wrażeń doznałem na górze Tabor - miejscu Przemienienia Pańskiego. Franciszkanie wznieśli tam obecnie wspaniałą świątynię, na której sklepieniu i na ścianach wyrażone są we freskach sceny tego cudu. Wobec zbliżającej się męki chciał Pan Jezus utwierdzić wiarę wybranych Apostołów (Piotra, Jakuba i Jana) w swoje Bóstwo i objawił się im w całym blasku chwały i majestatu. Składając Bogu na tym miejscu świętym niekrwawą ofiarę, przypomniałem, a raczej lepiej - uświadomiłem sobie, że tego cudu przemienienia dokonuje Chrystus Pan codziennie nie tylko już wobec wybranych Apostołów, ale po wszystkich świątyniach naszych we Mszy św. wobec wszystkich obecnych, gdzie wprawdzie nie okazuje na zewnątrz blasku swojej chwały i majestatu, ale przemieniając chleb w Ciało, a wino w Krew, pobudza wiarę naszą do tych samych przeżyć, które mieli Apostołowie na górze Tabor.

Wobec męki, jaką obecnie przeżywamy z całym narodem naszym - a poniekąd i światem, trzeba nam wczuwać się w to codzienne przemienienie, które dokonuje się na ołtarzach, by się pobudzać wciąż do osobistej przemiany wewnętrznej, bo taki jest cel każdego cierpienia na ziemi. Toteż korzystając z czasu w dniu Przemienienia śpieszę podzielić się z Wielebnymi Służebniczkami Miłosierdzia Bożego swymi myślami o wielkim Miłosierdziu Bożym, objawiającym się w Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza - w tym codziennym przemienieniu, którego jesteśmy ustawicznymi świadkami, a winniśmy być i aktualnymi uczestnikami.

1. Przenajświętszy Sakrament jest wyrazem niezmierzonego Miłosierdzia Bożego. Miłosierdzie Boże jest skłonieniem się Stwórcy do stworzenia w celu wyprowadzenia go z nędzy i uzupełnienia braków. Otóż w Przenajświętszym Sakramencie Ołtarza Słowo Przedwieczne, "przez które wszystko się stało", nie tylko się skłania, ale samo siebie oddaje w najdoskonalszym darze ludziom, oddaje się nieustannie w swej najwyższej mądrości, potędze i hojności.

a. "Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje" (Mt 26, 26) - powiada Zbawiciel. Jakież to niezwykłe wyrażenie! Karmić się Bogiem, wcielać w siebie Boga, stawać się żywym tabernakulum Boga, przyjmować Ciało Jezusa, które leżało w grobie, umarło na krzyżu, wstąpiło do nieba, siedzi po prawicy Ojca, gdzie stanowi radość aniołów, chwałę nieba, zachwyt duchów błogosławionych. Razem z Ciałem jest Jego Krew, Dusza i Bóstwo, które od niego są nieodłączne. "To czyńcie na moją pamiątkę" (Łk 22, 19) - to jest bierzcie chleb, mówcie tak jak Ja: "To jest Ciało moje", a w tejże chwili chleb będzie Moim Ciałem w rękach wszystkich kapłanów bez wyjątku, bo moc Moich słów jest niezależna od zasługi tego, kto je wymawia. To będzie Moje Ciało po wszystkie czasy, po wszystkich miejscach, rozmnożę się na miliony ołtarzy, na miliardy hostii i cząsteczek, a w każdej będę cały, żywy, obecny z człowieczeństwem i Bóstwem. Jakże można wypowiedzieć doskonałość tego miłosiernego daru i porównywać z darami innymi? Wszystkie inne dary Boże, nawet wszystkie sakramenty są przemijające, a Przenajświętszy Sakrament jest nieustannym darem, trwającym w każdej chwili dnia i nocy, aż do skończenia świata. Zawsze On z nami zostaje i gotów nas wysłuchać, zawsze się modli za nas do Ojca Niebieskiego, zawsze rozważa doskonałości Jego, wychwala je, wielbi, uniża się w imieniu naszym dla oddania chwały Bogu, zawsze dziękuje za nas, błaga o przebaczenie nam grzechów, wynagradza Mu za nie i zadośćuczyni, zawsze ofiarowuje się za nas jako Pośrednik przed Ojcem Niebieskim, by odwrócić ciosy sprawiedliwości i wyjednuje Miłosierdzie.Kiedy nasza półkula pogrążona jest we śnie, na drugiej półkuli kapłani trzymają w rękach swoich ofiarę za grzechy świata. Tym sposobem Ojciec Niebieski ustawicznie ma przed sobą Pośrednika jakby zawieszonego między niebem a ziemią, zasłaniającego świat grzeszny swymi ranami, jak to widziała s. Faustyna w zachwyceniu. My o Nim zapominamy, a On pamięta o nas, my Go obrażamy, a On się ofiarowuje za nas, my się często smucimy, a On pociesza nas, my upadamy pod ciosami pokus, a On wciąż dźwiga nas, umacnia nas i woła: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11, 28). Stąd już wnosić możemy, jaki to miłosierny dar ustawiczny ten Przenajświętszy Sakrament i jak złe byłoby nasze serce, gdyby to rozważając, nie pobudzało się do coraz większej miłości i wdzięczności Panu Jezusowi oraz do coraz lepszego przygotowania się i godniejszego przyjęcia tego daru w Komunii Świętej. Jest to nieskończony skarb łask, z którego zawsze możemy czerpać, nie zmniejszając go, z którego możemy zaspokajać nasze długi i zaopatrywać nasze i całego świata potrzeby.

b. Miłosierne oddawanie się Chrystusa Pana w Przenajświętszym Sakramencie ludziom jest wyrazem najwyższej mądrości, potęgi i hojności Bożej. Mądrość polega na obraniu sobie odpowiedniego celu i środków doń prowadzących. To wszystko znajdujemy w Sakramencie Ołtarza. Pan Jezus wrócił do Ojca, nie opuszcza nas; ukrył blask swój pod zasłoną eucharystyczną, podając nam sposobność do zasługi wiary w to, czego nie widzimy; uczy nas tu prostoty i skromności w ubraniu, przyodziewając się w skromną postać chleba; uczy nas pokory, życia ukrytego, oderwania się od świata, poświęcania się i zaparcia swej woli w posłuszeństwie, wyrzeczeniu się dóbr tego świata w ubóstwie; przyjmując postać pokarmu, ośmiela i zachęca nas do najściślejszego z sobą połączenia, a nawet do przemieniania się ustawicznego i przebóstwiania. Mądrość Przedwieczna wynalazła tu poglądowy sposób nauki o ustawicznie trwającym Miłosierdziu Bożym, podnoszącym człowieka do uczestnictwa w życiu Bożym i coraz to ściślejszego połączenia z Odkupicielem.

Potęga Boża ujawnia się w cudach, które w Przenajświętszym Sakramencie wciąż się powtarzają:
cud przemiany chleba w istotę ciała Chrystusowego i przemiany wina w istotę Jego krwi;
cud obecności na naszych ołtarzach, nie przestając być obecnym w niebie;
cud obecności swojej całkowitej w każdej hostii, w każdej nawet cząstce;
cud postaci chleba i wina, które się utrzymują bez żadnego ciała, mającego smak i kolor,
cud w tym, że to wszystko dzieje się za wymówieniem kilku słów przez kapłana przy ołtarzu.

Święty Augustyn, rozważając tę potęgę Bożą objawiającą się w Sakramencie ołtarza, woła:

"Boże, chociaż jesteś najmędrszym,
nie mogłeś uczynić nic lepszego;
chociaż jesteś wszechmocnym,
nie mogłeś uczynić nic doskonalszego;
chociaż jesteś najbogatszym,
a nie masz nic cudowniejszego
ponad Ten Przenajświętszy Sakrament".

Święty Jan Apostoł w swej Ewangelii od początku mówi o Słowie Przedwiecznym, które się stało ciałem i zamieszkało między nami, a zaczynając opowiadanie o Ostatniej Wieczerzy, na której został ustanowiony Przenajświętszy Sakrament, najpierw przypomina, że Bóg Ojciec dał w ręce Syna wszelką moc i potęgę.

Hojność poznajemy po darze ofiarowanym osobie ukochanej, szczególnie jeżeli jej się nic nie należy i jeżeli się od niej niczego nie spodziewamy. Od Pana Jezusa nam się nic nie należy, a On daje nam nie tylko swe łaski, ale siebie samego. Daje się znowu w taki sposób, że przewraca wszystkie prawa natury przez najdziwniejsze cuda, poniżając się z miłosierdzia swojego, poświęcając się dla znoszenia nieuszanowania, zniewag, świętokradztw, na które jest wystawiony od dnia, w którym ten Przenajświętszy Sakrament postanowił. Czego się od nas spodziewał? Wie, że odbierać będzie od ludzi po największej części obojętność, oziębłość, opuszczenie, niekiedy nawet najsroższe zniewagi w świętokradztwie, a jednak z Miłosierdzia na to się zgodził.

Przez Sakrament ołtarza utrzymuje się ustawicznie Boski stosunek ziemi z niebem i czyśćcem.

Z jednej strony Zbawiciel w ofierze Mszy św. oddaje siebie Ojcu Niebieskiemu za ludzkość, a drugiej strony Ojciec Niebieski daje nam tego Syna w Komunii Świętej, której skuteczność rozciąga się na żyjących i umarłych. Żyjącym daje moc, pociechę i radość, a duszom w czyśćcu cierpiącym przez nasze modlitwy niesie ulgę i osłodę w cierpieniach. Doświadczenie przekonuje nas o tej prawdzie. Kto daje wytrwałość męczennikom po więzieniach i obozach koncentracyjnych na Sołowkach i Stalagach? Kto daje moc dziewicom po szpitalach, na polu bitwy, w niebezpieczeństwach zarazy i tysiącznych innych? Dusza, która widzi, że Bóg oddaje się pierwszy, czuje, że słuszną jest rzeczą, aby Mu się także zupełnie oddała. Nie tylko pragnie tego, ale ma silną wolę, święty zapał, który sprawia, że znajduje szczęście w ofiarach i moc do przezwyciężania wszelkich przeszkód. Sakrament Ołtarza nie tylko podnosi duszę nad nią samą, ale zarazem osłabia nieprzyjaciela, bo - jak mówią Ojcowie Soboru Trydenckiego - zmniejsza ogień namiętności i uśmierza pożądliwość cielesną.

Jakże smutno byłoby nam bez Przenajświętszego Sakramentu. W kościołach nic by nie przemawiało do serca (jak np. widzi się w świątyniach protestantów). Świat byłby wygnaniem, bo nie byłoby pociechy w cierpieniu, światła wśród ciemności i rady w wątpliwościach. Tymczasem Przenajświętszy Sakrament zmienia wszystko w radość: kościoły stają się rajem, gdzie znajdujemy przedsmak Ojczyzny i możemy śpiewać z Psalmistą: "Jak miłe są przybytki Twoje, Panie zastępów, serce moje i ciało moje rozweseliły się w Bogu żywym" (Ps 83, 2-3). Wobec tego jesteśmy szczęśliwi, pomimo klęsk żywiołowych. Jesteśmy bezpieczni, pomimo niebezpieczeństw jawnych! Jesteśmy silni, pomimo nieprzyjaciół potężnych! Jesteśmy weseli, pomimo łez płynących potokiem! Jakaż to chwała i wielkość nasza, pomimo poniżenia i pogardzania nami! Bóg czyni nam zaszczyt, zstępując z mieszkania swej chwały, aby nas nawiedzić i być towarzyszem naszego pielgrzymowania. Z miłosierdzia swego powtarza to zstępowanie i nawiedzanie codziennie po wszystkich świątyniach - a jak obecnie i po różnych innych miejscach - czyni się więźniem samotnym, aby nam dać łatwy do siebie przystęp i wysłuchać prośby nasze. Jakaż to wielka chwała dla nas!

Przez Przenajświętszy Sakrament ziszcza się obcowanie świętych na ziemi, w niebie i w czyśćcu. Jak dwie wielkości równe trzeciej są równe miedzy sobą, tak wszystkie dusze przyjmujące to samo Ciało Zbawiciela łączą się z sobą, spajają się we wspólnej miłości jednego Oblubieńca, łączą się najściślej bez względu na przestrzeń na ziemi i odmienny stan po śmierci. W Nim tedy łączymy się ze świętymi w niebie i czerpiemy od nich przez Niego pomoc. W Nim również łączymy się z duszami w czyśćcu i przychodzimy do nich z pociechą i ochłodą. "Per ipsem, et cum ipso, et in ipso" - przez Niego, w Nim i z Nim urzeczywistnia się świętych obcowanie, które wyznajemy w naszym Credo.

Święci w niebie cieszą się przede wszystkim człowieczeństwem Chrystusa, które pozostaje i w Przenajświętszym Sakramencie - Jego najsłodszym Obliczem, z którego wszelka piękność i dobroć, i szczęście na nich promienieje, Jego sercem, którego miłosierdzia doznali na sobie. Cieszą się Jego ranami, w których czytają, jak drogo ich od zatraty wykupił i podobnie jak rozbitkowie ocaleli - już w porcie, z radością i wdzięcznością, spotęgowaną przez grozę przebytych niebezpieczeństw - tulą się do nóg Tego, co się rzucił za nimi w nurty i śpiewają Mu dzięki, które Jan posłyszał i w Apokalipsie podał: "Godzien jest Baranek, który był zabity, otrzymać władzę i bóstwo, mądrość i męstwo, część, chwałę i błogosławieństwo... Siedzącemu na tronie i Barankowi błogosławieństwo i cześć, chwała i potęga na wieki wieków" (Ap 5, 12-13).

My, tu na ziemi, również cieszymy się obecnością tego człowieczeństwa Chrystusa na naszych ołtarzach, a jakkolwiek nie oglądamy Go bezpośrednio, to przez wiarę uprzytomniamy sobie wszystkie Jego rysy i doskonałości Bosko-ludzkie i przez Niego łączymy się ze świętymi w niebie i duszami pozostającymi w czyśćcu pod Jego sprawiedliwością, wyjednując im miłosierdzie.

2. Miłosierdzie Boże zlewające się na nas ustawicznie z Przenajświętszego Sakramentu wkłada na nas obowiązek najwyższej czci i miłości oraz częstego i godnego przystępowania do Komunii świętej i nawiedzenia w Kościele.

a. "O, jakże miejsce to przejmuje grozą!" (Rdz 28,17) mówił Jakub po przebudzeniu się ze snu, w którym widział drabinę, łączącą niebo więcej ziemią. Tym bardziej może powtórzyć te słowa wierzący chrześcijanin przed tabernakulum, w którym przechowuje się Przenajświętszy Sakrament. "Jest to dom Boży", któremu należy się najwyższa cześć.

Im więcej Pan Jezus zniża się w Przenajświętszym Sakramencie, tym większą winniśmy Mu cześć okazywać. Ojciec Niebieski dał nam tego przykład, gdy zsyła aniołów do żłóbka upokorzonego Syna dla uczczenia Króla nad królami i dla ogłoszenia Jego chwały sąsiednim mieszkańcom. Na brzegach zaś Jordanu otwiera niebiosa i daje świadectwo z nieba stojącemu wśród grzeszników Najmilszemu Synowi, w którym sobie upodobał. Gdy zaś tego Syna złość ludzka przybiła do krzyża i okryła Go największą zniewagą, Ojciec Niebieski sprawia zaćmienie słońca, wskrzeszenie umarłych, trzęsienie ziemi, wskutek którego skały popękały. Stąd wynika, jak głęboka winna być cześć nasza wobec upokorzenia Pana Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie, bo tu się najbardziej uniżył.

W żłóbku miał przynajmniej postać dziecięcia, na krzyżu zachował kształt człowieka, a tu niczego nie ma, co by okazywało człowieka, a tym mniej Boga. Słabe postacie przedstawiają się oczom, ale kryją one blask tej samej wielkości, której promień olśnił Mojżesza na górze Synaj, a uczniów na górze Tabor. Ta mała cząsteczka na patenie zawiera Boga nieskończonego, którego niebiosa ogarnąć nie mogą. Jakże to wielkie upokorzenie, wobec którego wiele dusz świątobliwych (między innymi i s. Faustyna) widziało zastępy aniołów dla oddawania bezustannej czci utajonemu Królowi niebios, jak święty Jan Ewangelista widział czterech starców przed Barankiem. Stąd możemy wnosić, jakie winno być uszanowanie dla Przenajświętszego Sakramentu: tu, gdzie całe niebo drży i hołdy składa, czy godzi się nam stać z umysłem rozproszonym i sercem obojętnym, w ubraniu niestosownym i próżność budzącym, niewiastom z głową nieprzykrytą? Wszak jesteśmy nie tylko poddani przed Panem, ale winowajcy przed Sędzią, stworzenie przed Stwórcą. Jesteśmy prochem i popiołem ziemi. Dlatego św. Teresa często powtarzała w klasztorze: "Siostry moje, powinniście się zachować przed Najświętszym Sakramentem jak duchy błogosławione w niebie", a s. Faustyna zawsze klęczała przed Najświętszym Sakramentem z rozkrzyżowanymi rękami, o ile tego nikt obcy nie widział. Z takiej czci zewnętrznej wypływa powiększenie pobożności wewnętrznej, gdyż zewnętrzna postawa wpływa na skupienie, a Bóg zaraz to wynagradza i udziela duszy obfitej łaski pobożności i gorliwości. Z takiej czci płynie również zbudowanie bliźniego - pewnego rodzaju apostolstwo względem tych, którzy nas obserwują. Przeciwnie, brak uszanowania w kościele czy kaplicy, zbytnia swoboda, rozmowy, szepty oziębiają i zmniejszają pobożność u innych, a niekiedy są nawet przyczyną zachwiania się w wierze.

b. Drugim obowiązkiem naszym względem Przenajświętszego Sakramentu jest miłość obecnego tam Pana Jezusa. Ten obowiązek miłości wypływa z bardzo wielu tytułów. Jest tu obecny Ojciec Miłosierdzia - Bóg prawdziwy, który nie mniej godzien jest miłości tutaj niż w niebie, gdzie aniołowie i święci znajdują w tej miłości największą szczęśliwość. Tu bowiem jest obecny Bóg z Miłosierdzia swojego tak wielkiego, że aniołowie go nie doświadczyli na sobie - z Miłosierdzia, którego rozważanie jest najlepszym środkiem obudzenia miłości. Jest tu obecny Bóg-Człowiek, najpiękniejszy i najdoskonalszy ze wszystkich synów ludzkich. Ta obecność człowieczeństwa Chrystusowego ma dla nas więcej powabu pod pewnym względem niż w niebie. Tam bowiem nie uwłacza w niczym swej godności, jest na swoim miejscu u szczytu chwały, jaką otrzymuje od aniołów i świętych, dla których - jak się rzekło - to człowieczeństwo jest niewypowiedzianym szczęściem. Ale tu zstępuje z Miłosierdzia swojego, daje się nawet grzesznikom, którzy Go nie kochają, pozwala im do siebie mówić, siebie przyjmować, narażony jest na nieuszanowanie, zniewagi i świętokradztwa. W niebie jest jako Król na swoim tronie, a tu się staje ofiarą za grzeszników - za zbuntowanych poddanych - pośrednikiem, który błaga o miłosierdzie i chroni nas od kar Bożych. Jakże wobec tego jesteśmy niewdzięczni, jeżeli nie pałamy miłością ku utajonemu Więźniowi eucharystycznemu, z którym się oswajamy i o którym zapominamy nieraz zupełnie. Czas tedy skontrolować siebie pod tym względem i naśladować św. Magdalenę de Pazzis, św. Katarzynę Sieneńską, św. Teresę i inne szlachetne serca, które żyły miłością wielką dla Przenajświętszego Sakramentu.

Miłość winna nadawać wartość każdej chwili, którą możemy spędzić na adoracji w kościołach, albo przynajmniej myślą o Przenajświętszym Sakramencie przy pracy. Miłość pobudzi do obrania godziny świętej Straży Honorowej w ciągu dnia czy przynajmniej tygodnia, w czasie której wszystkie swoje czynności (modlitwy, prace, rozrywki) ofiaruję Więźniowi eucharystycznemu w celu wynagrodzenia za zniewagi. Miłość sprawia, że wśród największych zajęć dusza będzie łączyć z Nim aktami strzelistymi, ofiarowywać Mu swoje cierpienia, upokorzenia, trudy i znoje. Przede wszystkim zaś miłość usposobi należycie do słuchania Mszy św., w czasie której sprawuje się Przenajświętszy Sakrament i dokonuje się cudowne przemienienie, pobudzające nas do pracy nad przemienieniem wewnętrznym - wykorzenieniem swoich wad, niedoskonałości, i tym bardziej grzechów, i zaszczepieniem oraz kultywowaniem cnót, potrzebnych i koniecznych do odnowienia obrazu i podobieństwa Bożego. Dokonać tego potrafimy tylko w łączności z Chrystusem Panem, którego często przyjmować będziemy godnie w Komunii Świętej.

c. Trzecim obowiązkiem naszym względem Przenajświętszego Sakramentu jest częsta i godna Komunia, która wywiera zbawienny wpływ zarówno na duszę, jak i na ciało. Jakkolwiek grzech pierworodny zostaje zgładzony w chrzcie św., a grzech uczynkowy w sakramencie pokuty, w naturze ludzkiej pozostają rany od tych grzechów, jakimi są - rana niewiedzy w umyśle, rana słabości i skłonności do złego w woli, rana pożądliwości cielesnej w namiętnościach oraz rana przewrotności i nieporządku w całej naturze, w której już nie ma harmonii między władzami duchowymi i cielesnymi: cielesne wyłamują się spod władz duchowych, a te ostatnie spod woli Bożej. Tej harmonii nikt o własnych siłach nie potrafi przywrócić, jak tego dowodzą próżne wysiłki stoików i rady współczesnych bezbożnych psychologów. Dokonać tego może tylko łaska Boża lecznicza, działająca powoli jak lekarstwa. Ta zaś łaska lecznicza płynie z godnie przyjmowanej często Komunii Świętej, dlatego Pan Jezus powiedział: "Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki" (J 6, 51). Żyć będzie tu na ziemi życiem pełnym, harmonijnym, Bosko-ludzkim, a po śmierci w chwale wiecznej. "Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim" (J 6, 56).

Przez Komunię św. najściślej łączymy się z Panem Jezusem, [tak] że Bóg mieszka w nas, a my w Nim, że przemieniamy się w Niego tak, że stajemy się niejako jednym ciałem i krwią z Nim; że ten, kto go godnie przyjmuje, jest jakby drugim Chrystusem; nie żeby Jezus Chrystus przemieniał się w nas, ale my przemieniamy się w Niego. Przyjmując Go często i godnie, czujemy, że nie godzi się, aby język, na którym spoczywało Ciało Jezusa, kalał się obmową albo słowami lekkomyślnymi; żeby ciało, które było żywym cyborium Przenajświętszego Sakramentu, skażone było najmniejszą nieskromnością; żeby do serca, które było przybytkiem Bóstwa, miało przystęp to, co nie jest święte i czyste. Stąd wynika, że Komunia Święta powściąga namiętności, przytłumia ogień pożądliwości i w ten sposób powoli leczy naszą niemoc duchową. Niewiasta cierpiąca na krwotok była pewna, że zostanie uzdrowiona, skoro się tylko dotknie brzegu szaty Zbawiciela. Cóż dopiero, gdy się nie tylko szaty dotykamy, ale godnie przyjmujemy Ciało i Krew Pana Jezusa. Nie można wyrazić słowami, ale trzeba przeżyć i odczuć skutki błogie tej pszenicy wybranych i wina rodzącego dziewice, jak mówi natchniony pieśniarz: "Kto mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie" (J 6, 57). To znaczy życie jego nie będzie już życiem ziemskim i cielesnym, ale życiem Jezusa Chrystusa; naśladować będzie Jego pokorę, czystość, posłuszeństwo, cichość, ubóstwo i cierpliwość. Będzie mógł z Pawłem Apostołem powiedzieć: "Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus" (Ga 2, 20). Święty Bernard zaś powiada: "Jeżeli nie czujesz już tak często napadów gniewu, zazdrości, nieczystości lub innych występków, dziękuj za to Przenajświętszemu Ciału Jezusa Chrystusa".

d. Aby otrzymać te skutki błogie, należy przyjmować Przenajświętszy Sakrament godnie. Przede wszystkim trzeba do tego należycie się przygotować, zarówno ze względu na Pana Jezusa, jak i na samych siebie: na Pana Jezusa, gdyż przyjmujemy do duszy Króla królów; na samych siebie, gdyż Komunia bez przygotowania należytego staje się zgubna dla nas. Nie można czytać bez trwogi przypowieści ewangelicznej o gościu na uczcie bez szaty godowej, który został wrzucony ze związanymi rękami i nogami w ciemności zewnętrzne na płacz i zgrzytanie zębami. Tą szatą godową dla nas ma być łaska uświęcająca, czyli wolność od grzechu śmiertelnego i czysta intencja. Grzechy powszednie, których zresztą bez specjalnej łaski sami nie unikniemy, nie są przeszkodą same przez się, gdyż Pan Jezus gładzi je swą obecnością. Natomiast jeżeli są zupełnie dobrowolne, z namysłem i w złej woli popełniane, jak np. przywiązanie do stworzeń podsycane przez bliskie dobrowolne okazje, małe kłamstwa świadome, mniejsze gniewy, obmowy itp., mogą być czasami przeszkodą albo przynajmniej umniejszać, jeżeli nie pozbawiać, błogich skutków Komunii Świętej. Nadto należy przejąć się tą wielką myślą: Przygotuję się do Komunii Świętej i w tym celu wszystkie czynności wieczorne, nocne i poranne spełniam świątobliwie jako przygotowanie; będę czynić częste akty miłości Bożej i pytać siebie: "Kto jest Ten, kto ma przyjść do mnie i w jakim celu, a kto ja jestem?". Wreszcie trzeba wzbudzać w sobie pragnienie przyjęcia Pana Jezusa, a gdy nie czujemy tego, prosić o tę łaskę, ofiarowując w zamian usposobienie Najświętszej Panny i wszystkich świętych.

Przystępując do Komunii Świętej, trzeba wzbudzić akt wiary, nadziei, miłości, żalu, pragnienia i zbliżać się z jak największą pokorą pełną uszanowania (z głową przykrytą), nie tylko ustami, ale świadomie powtarzać słowa setnika: "Panie, nie jestem godzien...(Mt 8, 5) albo słowa syna marnotrawnego: "Zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem" (Łk 15, 18). Miłość pełna ufności będzie uwieńczeniem przygotowania i będzie towarzyszyć temu aktowi. Czasami tej miłości nie odczuwamy, wówczas prośmy o nią z ufnością: "Jezu, ufam Tobie!". Zresztą miłość Boga nie polega na uczuciu, a mieści się w woli i gotowości służenia Mu i poświęceniu się całkowitym.

Zaraz po Komunii Świętej nie mówmy nic, a w skupieniu słuchajmy, co Jezus Chrystus mówić będzie do nas w chwili tak drogiej, i idźmy za pociągiem łaski.

Następnie wzbudzajmy akty uwielbienia, podziwu i miłości.
Uniżajmy się przed nieskończoną wielkością Zbawiciela,

Ofiarujmy uwielbienie aniołów i świętych na dopełnienie swoich niegodnych hołdów.

Podziwiajmy Miłosierdzie Boga zstępującego do nędznego stworzenia. Pragnijmy tylko do Jezusa należeć, wyrzekając się wszystkiego, co jest na świecie.

Następnie wzbudzajmy akty dziękczynienia za to niewypowiedziane Miłosierdzie i prośmy, by sam Zbawiciel podziękował od nas niegodnych Ojcu Niebieskiemu.

Prośmy zatem z prostotą i ufnością, przedstawiając Mu szczerze nasze nędze i braki rozmaite, potrzeby naszych bliźnich, rodaków rozrzuconych dziś po świecie i cierpiących; potrzeby nawet wrogów naszych i świata całego. Jest to chwila, w której można o wszystko prosić i wszystko otrzymać. Potem możemy ofiarować siebie samych, poświęcając Mu wszystko, co mamy i czym jesteśmy, aby nami kierował według woli swojej.

Wreszcie czyńmy postanowienia odpowiednie, które powinny być owocem Komunii Świętej. Te akty zająć mogą około pół godziny czasu, w którym - według ostatniego zdania fizjologów - pozostają w nas do ostatecznego strawienia postaci chleba, a pod nimi prawdziwe i żywe ciało i krew, dusza i bóstwo Pana Jezusa. Skracać ten czas można by tylko w razie konieczności, ale i wówczas akty wymienione można i trzeba kontynuować w drodze powrotnej z kościoła czy nawet przy pracy lub w koniecznej rozmowie z innymi. Do takiego dziękczynienia po Komunii Świętej przywiązujemy wielką wagę, gdyż tego wymaga religia, wdzięczność i własny interes, gdyż w tych chwilach dusza czuje największą słodycz w obcowaniu z Panem Jezusem. Wtedy On najchętniej gotów jest oświecić ją, rozgrzać, poruszyć, wtedy głównie ten sakrament sprawia skutek. Kto zaniedbuje dziękczynienie, ten stawia przeszkody łasce, ten naśladuje ubogiego, który nie chce czekać na jałmużnę, jaką mu bogaty ma zamiar podać.

Komunia bez przygotowania i dziękczynienia należytego nie tylko jest bezskuteczna, ale czasami szkodliwa, powodująca zawinioną oziębłość duszy. Wówczas przyjmujący nie poprawia się z wad, nie czyni postępów w cnocie, nadużywa łask Bożych, za które czeka odpowiedzialność. Dla takiej duszy religia nie ma już nic, co by ją poruszyć mogło, staje się zimna jak marmur, nieczuła jak kamień, twarda jak skała. Taki człowiek nie umartwia się w niczym, szuka pociechy w stworzeniach, nie myśli o swoim uświątobliwieniu i skłonny jest do upadku. "Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust" (Ap 3, 15-16) - mówi Duch Święty w Apokalipsie.

e. Obecnie wiele osób zostaje pozbawionych Komunii Świętej w miejscach odległych od kościołów i kapłanów, np. w więzieniach, przy pracy na wakacjach itp. Mimo to może korzystać z błogich skutków wyżej wymienionych przez przyjmowanie Komunii duchowej. Komunia duchowa polega na gorącym pragnieniu przyjęcia Pana Jezusa z pobudki miłości napełniającej serce. Ta Komunia pragnienia, zwana Komunią duchową, jest niezmiernie pożyteczna dla duszy, gdyż wzbudza w niej pociąg do rzeczy Boskich i do życia doskonałego, daje moc do ćwiczenia się cnotach i przynosi niekiedy więcej korzyści niż Komunia sakramentalna przyjęta z mniejszą miłością. Nadto ma tę samą korzyść, że można przyjmować ją codziennie w każdej chwili dnia i nocy, w każdym miejscu, a szczególnie przy nawiedzeniu Przenajświętszego Sakramentu.

Sposób przyjęcia duchowej Komunii jest następujący:

W danej chwili skupiamy się i przenosimy się przed tabernakulum z Przenajświętszym Sakramentem.

Wzbudzamy akt wiary, nadziei, miłości i żalu, uwielbienia i pragnienia.

Wyobrażamy sobie, że kapłan podaje nam Przenajświętszy Sakrament.

Przyjmujemy w duchu z wielką pokorą i uszanowaniem oraz miłością ufną, a następnie odprawiamy dziękczynienie jak po Komunii sakramentalnej.

Właśnie w czasie takiej Komunii duchowej s. Faustyny anioł Pański trzynaście razy zasilał ją sakramentalnie w chorobie, zaznaczając przez to, jak miła jest Bogu ta praktyka, którą służebniczki Miłosierdzia Bożego będą stosować i zachęcać inne dusze dobrej woli ku temu.

f. Nawiedzenie Przenajświętszego Sakramentu jest naszym czwartym obowiązkiem względem Więźnia eucharystycznego. Gdyby Jezus przebywał widocznie w jednym tylko miejscu na świecie, jak dawniej w Judei, gdzie by rozmawiał poufale z tymi, którzy Go odwiedzają, uważalibyśmy pewnie za obowiązek i za szczęście iść do Niego. A gdyby osiadł widomie między nami w mieście i powiedział: "Chodźcie do Mmnie, mam przyjemność w rozmowie z wami", na pewno wówczas uważalibyśmy za godnego nagany, kto by do Zbawiciela nie poszedł. Ale wszak wiara nam mówi, że w każdym Przenajświętszym Sakramencie mamy tego samego Jezusa, do którego z daleka przybyli Mędrcy, by Mu się pokłonić, któremu się kłaniają wszyscy aniołowie (Hbr 1, 6), który zaprasza nas: "Przyjdźcie do mnie wszyscy" (Mt 11, 28), "Proście, a będzie wam dane" (Mt 7, 7), "Skarby moje są nieprzebrane...", "Tu otrzymacie łaski nie tylko dla siebie, ale i najbliższych sobie, i dla dusz czyśćcowych, i dla świata całego". Kościół ku tej praktyce bardzo zachęca, udzielając za każdy raz dziesięć lat odpustu, który można ofiarować za dusze zmarłych.

Sposób nawiedzenia Pana Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie może być rozmaity, ale zawsze winna być pobożność zewnętrzna i wewnętrzna. Pierwsza jest warunkiem koniecznym drugiej, która znowu jest warunkiem korzyści nawiedzenia.

Wpierw winniśmy się skupić i wzbudzić radość, że możemy chwilkę spędzić w towarzystwie Pana Jezusa.

Następnie oddajmy cześć zewnętrzną i złóżmy wewnętrzny hołd uwielbienia.

Potem mówmy do Jezusa z prostotą, co serce nam poda, wyrażając radość lub smutek, troski i potrzeby.

A jeżeli nie wiemy, co mamy powiedzieć, wyznajmy to z prostotą, upokorzmy się przed Nim w swej nędzy, przedstawmy Mu swe prośby, jak żebrak u nóg bogacza, swe potrzeby, potrzeby Kościoła, Ojczyzny, narodu, bliźnich, wrogów.

Przejdźmy potem do rozważania życia Zbawiciela w Przenajświętszym Sakramencie, czci, jaką oddaje Ojcu swemu, miłosierdzia, cichości i cierpliwości względem ludzi, Jego pokory, ubóstwa i umartwienia; uczyńmy postanowienie żyć według tych wzniosłych przykładów.

Odchodząc, zostawmy swe serce w cyborium, a czuwajmy nad zmysłami, by przez rozproszenie nie utracić łask otrzymanych.

Jeżeli czas pozwoli, odmówmy cząstkę Różańca, przez co uzyskamy odpust zupełny.
Pełniąc obowiązki wymienione względem Przenajświętszego Sakramentu, służebniczki Miłosierdzia Bożego będą się stawały coraz doskonalsze, dokonując wewnątrz duszy przemiany, do której nagli Pan Jezus w swym przemienieniu w każdej Mszy św.

Tego Wam życzę i o to się modlę ustawicznie.
Oddany w Bogu ks. Michał.

 

+ Jezu, ufam Tobie!

Drogie w Chrystusie Siostry,

Uroczystość Chrystusa Króla, ustanowiona ostatnio przez Piusa XI przypomina światu, że Pan Jezus jest najwyższym władcą na ziemi, któremu ma ulegać każdy człowiek, każda społeczność, każdy naród każde państwo, - że On rządzi Kościołem przez swego zastępcę Papieża, że rządzi również poszczególną duszą, szczególnie dążącą do doskonałości, przez innego zastępcę, spowiednika, czyli kierownika sumienia. Toteż kiedy Szaweł się nawrócił, Jezus nie objawia mu sam swoich zamiarów, lecz odsyła go do Ananiasza, aby z ust jego usłyszał, co ma czynić.

Doskonałość jest to długie i uciążliwe wspinanie się do góry stromą ścieżką, po bokach której znajdują się przepaście. Zapuszczać się w tę drogę bez doświadczonego przewodnika. byłoby wielką nieroztropnością, gdyż bardzo łatwo można ulec złudzeniu w sprawie stanu własnej duszy. Potrzebny jest tedy lekarz duchowy, któryby postawił diagnozę o stanie naszej duszy i przepisał lekarstwa najbardziej skuteczne. Jeżeli nie możemy być własnymi mistrzami w sprawie zdrowia cielesnego, tym bardziej w sprawie zdrowia duchowego.

Początkującym potrzebny jest kierownik, by podtrzymywał praktykę odpowiedniej pokuty i łagodził niewczesną gorliwość, by w czasie pociech duchowych uprzedził, że one nie zawsze trwać będą, a podczas oschłości - pocieszał, uspokajał i wzmacniał, tłumacząc, że strapienie duchowne jest bardzo dobrym środkiem, by nas zahartować w cnocie i oczyścić naszą miłość.
Jeszcze bardziej potrzebny jest kierownik na drodze oświecającej, by rozpoznawał główne cnoty odpowiednie dla tej lub owej osoby, ćwiczenie się, w nich i metodę, której się trzymać należy, by ze swoją ojcowską miłością potrafił odgadnąć przeszkodę, uprzedzić zniechęcenie, pocieszyć, pobudzić do nowych wysiłków i ukazać w oddali owoce dzielnie przetrzymanej próby.

Na drodze jednoczącej przewodnik staje się konieczny, aby wejść na nią, trzeba pielęgnować w sobie dary Ducha Świętego przez. ofiarną i stałą uległość natchnieniom łaski, które trzeba odróżnić od podszeptów szatana i własnej skażonej natury - a tego dusza sama uczynić nie potrafi. Konieczny tu jest kierownik, szczególnie, gdy dusza przechodzi przez doświadczenia bierne, gdy oschłości, znudzenia, lęk przed sprawiedliwością Bożą, dręczące pokusy, niemożność rozmyślania rozumowanego i zewnętrzne przeciwności walą się, na duszę biedną znienacka, pogrążając ją w głębokim niepokoju. Tak samo rzecz się ma przy kontemplacji słodkiej: stan ten tak wielkiej wymaga przezorności, pokory, uległości i roztropności, by zharmonizować bierność z działaniem, iż jest moralną niemożliwością nie zabłąkać się, bez porady odpowiedniego i bardzo światłego przewodnika.

Aby kierownictwo przyniosło pożytek, trzeba określić przedmiot kierownictwa i zapewnić współpracę, z wybranym kierownikiem. Przedmiotem kierownictwa jest wszystko, co dotyczy duchowego ukształtowania dusz. Spowiedź ogranicza się, do wyznania win. Kierownictwo sięga znacznie dalej. Cofa się ono do przyczyn grzechu, do głęboko zakorzenionych skłonności, do temperamentu, charakteru, do nabytych przyzwyczajeń, do pokus, do nieostrożności - a wszystko to w tym celu, by móc wynaleźć prawdziwe lekarstwo, które by tępiło chorobę w samym jej korzeniu. Dla skuteczniejszego zwalczenia wad naszych, kierownictwo zajmuje się przeciwnymi im cnotami - wspólnymi wszystkim chrześcijanom i właściwymi poszczególnymi kategoriom osób, - zajmuje się środkami do lepszego tych cnót wykonywania, ćwiczeniami duchownymi (rozmyślanie, rachunek sumienia, szczególne nabożeństwa do Serca Pana Jezusa, Maryi Panny itp.). Zajmuje się również powołaniem, a skoro ta sprawa jest załatwiona - obowiązkami poszczególnych stanów.

Żeby dobrze prowadzić duszę kierownik powinien znać główne momenty z jej życia przeszłego, najczęściej powtarzające się grzechy, wysiłki, które już czyniła, by się z nich poprawić, osiągnięte wyniki, a to wszystko w tym celu, by jasno poznać, co jeszcze do zrobienia zostaje. Następnie ma poznać usposobienie obecne, skłonności, wstręty, rodzaj życia, pokusy i taktykę ich zwalczania, cnoty potrzebne i środki przy ich nabywaniu. Osoba kierowana ma to wszystko kierownikowi przedstawić.

Wówczas kierownik może z większą łatwością ułożyć program kierownictwa odpowiedni do obecnego stanu kierowanych, gdyż nie można prowadzić wszystkich dusz na jeden sposób, a należy dostosować się, do szczebla, na jakim się znajdują, aby pomóc w stopniowym wspinaniu się, do góry, bez zbytniego pośpiechu po stromej ścieżce doskonałości. Niektóre z dusz są gorętsze i ofiarniejsze, inne znów spokojniejsze i powolniejsze, a nadto nie wszystkie powołane są do jednakowego stopnia doskonałości. Toteż w bardzo wielkim błędzie są ci, którzy by chcieli, by jeden kierownik prowadził wszystkie dusze (w jakimś np. zgromadzeniu) jednakowo, by urabiał je w jedną modłę i zapewnił jednolity kierunek. Jest to rzecz absolutnie niemożliwa, a jeżeli się gdzie praktykuje, dzieje się to z wielką szkodą dla postępu dusz pojedynczych, a nadto takie postępowanie wręcz sprzeciwia się prawu kanonicznemu.

Jakkolwiek bowiem prawodawca kościelny wymaga naznaczenia przez biskupa - w żeńskich zgromadzeniach zakonnych - spowiednika zwyczajnego i nadzwyczajnego (kan. 520), pozwala zarazem na wyznaczenie spowiedników specjalnych dla tych sióstr, które pragną u nich stale się spowiadać i ulegać ich kierownictwu. I gdy od spowiedników zwyczajnych i nadzwyczajnych prawo wymaga pewnych kwalifikacji, np. wieku 40 lat, specjalni tym wymaganiom nie podlegają (kan. 520 § 2). Nadto kan. 521 § 2 mówi o wyznaczeniu spowiedników uzupełniających - confessarii supplementorii, do których każda siostra zawsze może się udać w miarę potrzeby. Wreszcie, stając w obronie sumienia poszczególnych zakonnych dusz przed uzurpatorstwem władzy nad nimi niektórych krewkich przełożonych, kan. 521 § 3 wyraźnie surowo zabrania im (przełożonym) "ani osobiście ani przez osoby trzecie, ani wprost, ani ubocznie wnikać w powody, dla których siostry pragną udawać się, do innych wymienionych wyżej spowiedników, a tym bardziej ich prośbom odmawiać lub też okazywać z tego powodu jakiekolwiek niezadowolenie w słowach lub czynach". Z tychże powodów kan. 522 pozwala każdej zakonnicy w razie potrzeby udać się okazyjnie do każdego aprobowanego dla niewiast spowiednika w kościele lub kaplicy pablicznej czy napółpublicznej dla uspokojenia swego sumienia. W razie nadużycia tych przepisów prawo wymaga powiadomienia ordynariusza.

Nie będę tu mówił o kwalifikacjach kierowników ani o ich obowiązkach, które sami znać muszą, wspomnę tylko, że ma ich cechować dobroć, wiedza odpowiednia a przede wszystkim roztropność - roztropność nadprzyrodzona, wzmocniona darem rady Ducha Świętego o co zarówno sam jak i dusze kierowane mają szczególnie się modlić. Św. Teresa, mając wybór między spowiednikiem mniej roztropnym i świętym a roztropnym i uczonym, chociaż mniej świątobliwym, woli raczej tego ostatniego. Natomiast nie mogę pominąć obowiązków osób kierowanych.

W kierowniku trzeba widzieć samego Chrystusa. Jeśli bowiem prawdą jest, że wszelka władza pochodzi od Boga, to jeszcze bardziej stosuje się, to do władzy, jaką kapłan wykonywa nad sumieniami; jest to władza Boska w tym, kto przedstawia urzędowo ambasadora Chrystusa: "w zastępstwie Chrystusa sprawujemy poselstwo, tak jakby Bóg upominał przez nas" (2 Kor 5,20).

Wychodząc z tego założenia jasną jest rzeczą, że kierownika trzeba szanować, ufać mu i słuchać. Trzeba go szanować jako przedstawiciela samego Boga. Jeśliby więc kierownik miał pewne wady, nie należy nad nimi się zastanawiać, widząc tylko Jego powagę i posłannictwo, - unikać cierpkiej krytyki, wystrzegać się, nadmiernej poufałości "słowem - jak mówi autor Filotei - ma ta przyjaźń być silna i słodka, nawskroś święta i na wskroś boska i nawskroś duchowna" (I, 4).

Z szacunkiem winna się łączyć nawskroś synowska ufność i wielka otwartość serca z wszelką szczerością i wiernością, wyjawiającą wyraźnie dobre i złe strony bez zmyślania i ukrywania, pokusy i słabości, pragnienia i postanowienia - dobre uczynki i zamiary, słowem wszystko, co się odnosi do dobra duszy. Im lepiej nas pozna, tam łatwiej mu przyjdzie udzielić mądrych wskazówek, zachęcać, pocieszać, umacniać i kierować. Osoby nieśmiałe niech się zwierzą z swoją trudnością, a wielomówne niech się strzegą, by nie przemieniać kierownictwa w pobożną gawędę i ograniczają się do rzeczy koniecznych.

Posłuszeństwo kierownikowi jest trzecim obowiązkiem dusz kierowanych, jeżeli to ma być kierownictwo prawdziwe. Nic mniej nadprzyrodzonego, jak chcieć narzucać kierownikowi swoje poglądy i uczucia; nic również bardziej szkodliwego dla dobra duszy; wtedy bowiem nie Bożej woli szukamy, lecz swojej własnej, przy tym zachodzi tu jeszcze ta okoliczność, że się nadużywa boskiego środka do celów egoistycznych. Jedynym pragnieniem naszym ma być poznanie woli Bożej przez pośrednictwo naszego kierownika, nie zaś wymuszenie na nim zgody za pomocą mniej lub więcej zręcznych sposobów: kierownika oszukać można, lecz nie Tego, czyje on zastępuje miejsce. Jeżeli widzimy trudności albo niepodobieństwo wykonania tej lub innej rady, mamy wyjawić mu to z całą prostotą; lecz skorośmy to uczynili, nic nam innego nie zostaje, jak tylko słuchać. Kierownik wprawdzie może się mylić, lecz my się nie mylimy, gdy mu jesteśmy posłuszni; chyba gdyby doradzał coś przeciwnego wierze lub dobrym obyczajom, wówczas trzeba kierownika zmienić.

Zmieniać kierownika można tylko dla ważnej przyczyny i po dojrzałym namyśle, gdyż potrzebna jest ciągłość kierownictwa, co staje się rzeczą niemożliwą przy częstej zmianie duchownego przewodnika.

Niektóre dusze chciałyby zmiany przez ciekawość, jakie będzie postępowanie innego, szczególnie, jeżeli kierownik powtarza te same rady przykre dla natury duszy kierowanej. Inne znowu pragną zmiany przez niestałość, pychę, jakieś ustawiczne niezadowolenie z tego, co mają, - przez pragnienie otwarcia się różnym spowiednikom i wzbudzeniu u nich zainteresowania sobą, - przez wstyd fałszywy, by ukryć przed zwykłym kierownikiem pewne upokarzające słabości. Są to pobudki niewystarczające i trzeba je zwalczać, jeśli się chce konsekwentnie i wytrwale postępować w życiu duchowym.

Kościół coraz bardziej i bardziej nalega na swobodę, którą dusze mieć winne przy wyborze spowiednika, jak i przy jego zmianie, szczególnie w życiu zakonnym, jak to widzimy z przytoczonych ustępów prawa kanonicznego i zgodnych zdań prawie wszystkich ascetów i mistyków katolickich. Istnieją wprawdzie odosobnione zdania już to nie uznające samej zasady kierownictwa, już to wyłamujące się spod ustalonych jego warunków, ale one zostały napiętnowane i owiane duchem protestantyzmu i innych herezji, jak to zaznaczył Leon XIII w liście "Testem benevolentiae" z dnia 22 stycznia 1899 r. Kto nie uznaje kierownictwa, ten rezygnuje z postępu duchowego, a tym samym i z świętości, gdyż tylko w wyjątkowych wypadkach, w braku kierowników, sam Bóg staje się kierownikiem dusz wybranych.

Skoro istnieją słuszne powody zmiany kierownika, nie należy zwlekać z udaniem się do innego. Takimi powodami mogą być następujące: a. jeśli mimo starań nie możemy się zdobyć na szacunek, otwartość i zaufanie względem kierownika, gdyż wówczas byłoby niepodobieństwem z rad jego korzystać; b. jeżeli się dowiemy że kierownik odwraca nas od doskonałości z powodu poglądów zbyt naturalnych, albo zbyt żywej i widocznej sympatii, jakiej w pewnych okolicznościach daje dowody; c. jeżeli najwyraźniej zauważymy, iż kierownik nie posiada niezbędnej wiedzy, roztropności lub przezorności. Przy zmianie nie o to idzie, by wiedzieć, że nasze zarzuty są słuszne lub niesłuszne, lecz wystarczy, że nam to szkodzi.

Powyższe uwagi nasunęły mi się w związku ze zbliżającą się uroczystością Chrystusa - Króla i dzielę się, nimi z życzeniem, by Chrystus przez kierowników swoich królował w duszach czcicielek swego Miłosierdzia i zlewał na nie obfite błogosławieństwa.

Ks. M.

 

"Nic nie da się, porównać z pięknością, potęgą i głębią tego aktu, przez który Słowo Przedwieczne rozpoczyna swe życie ziemskie, będące jednym pasmem miłosierdzia dla ludzi. Cała wiara, całe pragnienie, cała tęsknota przeszłych stuleci i pokoleń ludzkich, dosięgły szczytu doskonałości. Wszystkie przyszłe dzieła miłosierdzia Bożego, mające się, ujawniać ludziom, aż do skończenia świata, zaczynają się w tym akcie urzeczywistniać. Maryja była świadomą tego i dobrowolnie dała swe przyzwolenie, przyjmując z całym zapałem swego macierzyńskiego serca tytuł Matki Miłosierdzia i godząc się, zarazem z góry na życie pełne niewymownych cierpień i bólu. Wówczas już poczęła i nosiła w swym łonie dwóch synów - Jezusa i człowieka ( nas wszystkich). Kocha przede wszystkim Jezusa, jako Syna pierworodnego, ale kocha zarazem i nas, i mnie, i troszczy się - jak Rebeka nad Jakubem - bym przywłaszczył sobie przywilej Jezusa, zostawiając Mu pracę i trudy, a zagarniając Jego dziedzictwo.

Następnie w chwili ofiarowania swego Syna w świątyni zaczyna Maryja wywiązywać się ze swego obowiązku i składa ofiarę z Jezusa, aby wykupić nas. Symeon przypomina Jej straszną treść tej tajemnicy, której Ona już była świadoma. Maryja bierze z powrotem z rąk Symeona swój drogi skarb, ale wie, że Jezus już nie należy do Niej, że przeznaczony jest na śmierć, że dany jest Jej tylko jako Baranek, którego ma sama żywić i chować na ofiarę jako wykup za drugiego syna - ludzkość całą. Jakiś to okropny ból, który się nie da ukoić, a będzie tylko potęgować gdyż oczyma duszy zawsze będzie widziała Jezusa umęczonego na śmierć za nas. Matka Miłosierdzia poczęła tedy nas w chwili Zwiastowania, nosiła w swym łonie, gdy ofiarowała Jezusa w świątyni, ponawiając w swym sercu ofiarę aż do Kalwarii, wreszcie porodziła nas w boleściach u stóp krzyża, gdy Jezus wydał wobec Niej ostatnie tchnienie: "Niewiasto, oto syn Twój" - "Synu, oto Matka twoja". Jest to odpowiedź Jezusa na "Fiat", wyrzeczone przez Maryję w chwili Wcielenia. "Zgodziłaś się być Matką Moją, nie żałowałaś Twojego Jedynego Syna, aby zbawić grzeszników, weź więc ich jak braci Moich, są oni Twoimi dziećmi, bądź dla nich Matką Miłosierdzia"!

"Maryja jest Matką Miłosierdzia, gdyż ustawicznie świadczy nam miłosierdzie. Wniknijmy głębiej w serce Matki naszej, czym była dla wszystkich ludzi, a dla nas w szczególności. Przypomnijmy sobie, że Jezus jest Głową ciała mistycznego, którego my jesteśmy członkami. Jeżeli tedy Jezus narodził się z Maryi, tym samym ci wszyscy, którzy są cząstką Jezusa, muszą duchowo z Niej się rodzić. A jak Jezus narodził się tylko dzięki Jej przyzwoleniu, tak i my stajemy się braćmi Jezusa i dziećmi Maryi tylko dlatego, że Jej macierzyńskie Serce pragnęło tego. Jakąż miłością i wdzięcznością powinna przejąć nas ta prawda. Wśród tylu milionów dzieci, które Maryja duchowo nosiła w swym łonie, jesteśmy jednostkami, a jednak Ona wyróżniła nas spośród wszystkich, osobiście wybrała i ukochała, uprosiła u Syna swego łaskę powołania, jak gdyby nas tylko miała do miłowania. Jej stosunek do nas nie jest czymś oderwanym, mglistym, lecz jest to stosunek bardzo konkretny, indywidualny, wyraźny. Maryja ma dla nas osobiście więcej tkliwości niż możemy sobie wymarzyć. Żyliśmy w Niej nim się zaczęło nasze ziemskie bytowanie, już wówczas przygotowywała Ona w swym Sercu kolebkę dla nas. Odczuwała Ona z naszego powodu nieopisaną radość, ale zarazem niewymowną trwogę. (Ileż to bowiem istot ludzkich, ginie obecnie, nie ujrzawszy światła Bożego). Maryja ze szczególną miłością wyjednała nam sumiennych rodziców, oddalała niebezpieczeństwa, czuwała przy naszym urodzeniu, a następnie - odrodzenia w wodzie Chrztu św., przyciskała nas do swego macierzyńskiego serca i wreszcie przedstawiła Ojcu Niebieskiemu, jako swe ukochane, wybrane dzieci. Potem wybiła ważna godzina, gdyśmy mieli posługiwać się rozumem i ująć w swe ręce kierownictwo życia, decydując sami, czy mamy żyć dla Boga, czy dla szatana. Nie wyobrażamy sobie, z jaką troskliwością Serce Matki Niebieskiej oczekiwało tych pierwszych chwil i śledziło, jakie stanowisko zajmie nasza wola wobec piekielnych podszeptów. Może mamy do zanotowania niejeden błąd w ciągu tych lat?... Otóż Maryja - baczna na wszystko - opłakiwała nasze błędy, obmyślała wyrzuty sumienia, przeciwności, niepowodzenia, aby nas zmusić do wniknięcia w siebie.

A gdy nadeszła uroczystość pierwszej Komunii św., z jakimże serdecznym wzruszeniem przygotowywała Matka nasza spotkanie tych dwojga dzieci. Ona to bez naszej wiedzy wzbudzał uczucia, mogące spodobać się Jezusowi, gdyż wiedziała, że pierwszy pocałunek Jezusa będzie dl nas kiedyś hamulcem na drodze do zguby. Może już wówczas przygotowywała między Jezusem a nami owo tajemnicze zjednoczenie, o którym dowiedzieliśmy się dopiero później. Nie pojęliśmy może wówczas znaczenia tej łaski, ale była ona podstawą przyjaźni, która powstała między Jezusem a nami w dniu ślubowania.

Po pierwszej Komunii św. Zbliżały się dla nas lata niebezpieczne, gdy - jak przyroda na wiosnę - zaczęły się wszystkie namiętności rozbudzać. Maryja śledziła wówczas każdy nasz krok, czuwała nad naszymi uczuciami. W chwilach trudny podsuwała myśli, zwalczające grzech, wzbudzała lęk, by zatrzymać na drodze ku przepaści, - zasłaniała oczy, które inaczej dały by się pociągnąć niejednej grzesznej ponęcie, - a w niektórych niebezpiecznych wypadkach może uczyniła nas niejako ślepymi i nieczułymi by przejść przez ogień bez oparzenia. Co za cudowna, macierzyńska troskliwość! Co za przezorność, nad którą, teraz patrząc wstecz wypada się tylko zdumiewać! Ale może czasami zamykał kto uszy na głos łaski i pogrążał się w grzech. Jakże wówczas była Maryja stroskana i smutna. Z jakąż starannością wyjednywała łaskę wyrzutów sumienia, modlitwy, skruchy, wreszcie łaskę niezmiernego Miłosierdzia Bożego w sakramencie pokuty. Ile razy powtarzały się te smutne dzieje upadku i miłosiernego przebaczenia, nich będzie tajemnicą, znaną tylko Bogu, - ale jeżeli to było często i długo, stawaliśmy się przyczyną szczególniejszego bólu i przedmiotem niezwykłych zabiegów Matki Miłosierdzia.

Nadeszła wreszcie chwila stanowczego powrotu do Jezusa. Odnaleźliśmy Ojca Niebieskiego po długiej, może i grzesznej nieobecności w obcej stronie. Po długiej, niewolniczej a dobrowolnej służbie u nieprzyjaciela Boga, staliśmy się znowu synami Bożymi i dziedzictwem królestwa Bożego. Wstyd i nędza otworzyły nam oczy i przyprowadziły z powrotem do słodkiego Mistrza. Otóż kto przyspieszył tę chwilę? Kto sprawił, żeśmy poznali, jak sromotne jest jarzmo namiętności? Kto utrzymał w naszym sercu iskry nadziei? Kto usposobił Ojca Niebieskiego do łagodności i udzielenia raz jeszcze przebaczenia? Kto oddalił chwilę wiecznej i straszliwej kary? Kto włożył w usta nasze ten akt strzelisty: "Jezu, ufam Tobie!"? W niebie dopiero dowiemy się o liczbie grzeszników, wyrwanych przez Maryję z rąk sprawiedliwości, a wieczność powie, czy wyrok powie czy wyrok nie był może wydany i na nas, gdy czuła dłoń Matki Miłosierdzia spoczęła na ręce Jezusa, a On uległ i cofnął jeszcze wymiar kary i jeszcze raz stał się Królem Miłosierdzia.

Chwila nawrócenia nie u wszystkich jest jednakowa. Św. Augustyn, św. Maria Egipcjanka I inni spędzili z dala od Boga znaczną część swego życia. Niektóre dusze przeciwnie, od początku życia tak potężnie były porwane łaską, że ich nawrócenie ledwie zasługuje na tę nazwę. Innych znowu wprost poszukiwało miłosierdzie. Zostali pokonani cudem łaski. Jakikolwiek byłby rodzaj naszego nawrócenia i kiedykolwiek nastąpił krok stanowczego powrotu, narzędziem Jego była znowu Matka Miłosierdzia, gdyż z woli Bożej żadna łaska nie udziela się nam inaczej, jak tylko za pośrednictwem Maryi. Wiemy o tym z ogólnej nauki Kościoła, dowodzą tego żywoty wszystkich świętych, a potwierdza to nasze własne doświadczenie. Nie sądźmy, wiedzeni pustą zarozumiałością, żeśmy łaski Maryi nie potrzebowali. Jeżeli nawet życie nasze było dobre, dobroć ta przez czas jakiś byłą nieświadoma, a kiedy przyszło do stanowczego wyboru między Jezusem a szatanem, towarzyszyła nam wtedy niewidzialna opieka naszej najlepszej Matki Miłosierdzia. Nie sądźmy, że jesteśmy już teraz utwierdzeni w cnocie i możemy być sami bezpieczni. Niestety, Najświętsza Panna musi nieustannie czuwać nad nami i gdyby na chwilę zaniechała swej opieki, mogli byśmy wpaść w pierwotną, ale i jeszcze większą nędzę. Jak dzieci małe muszą wciąż pozostawać pod opieką matki, tak my winniśmy ustawicznie garnąć się do matczynego łona Matki Miłosierdzia, która nas piastuje, karmi, broni, wychowuje i wyjednywa łaski u Króla Miłosierdzia. Zapewne wszystko pochodzi od Jezusa, lecz bez przyzwolenia, bez życzenia, bez prośby Najświętszej Panny, żadna łaska nie spłynie z Jego miłosiernego Serca.

(List z Czarnego Boru, dn.3.11.1942)

 

Drogie w Chrystusie Siostry!

Już mija rok od powziętej przez Siostry decyzji służenia wyłącznie Bogu. W ciągu tego czasu - jak się dowiedziałem od czynników miarodajnych - Siostry uczyniły duży krok naprzód w kierunku doskonałości, co było rezultatem działania łaski Bożej i współdziałania z nią ze strony Sióstr pod kierunkiem świątobliwym. Główna bowiem rola w uświęceniu naszym spoczywa w ręku Boga Miłosiernego, który daje nam chęci, wskazuje cel, dostarcza środków do osiągnięcia tego celu i pomaga w korzystaniu z tych środków - a z naszej strony winno być zwalczanie i usuwanie przeszkód do działania łaski Bożej, czyli walka z potrójną pożądliwością (pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha żywota), troska o pomnożenie zasług przez czystą intencję przy wykonywaniu dobrych uczynków oraz rozumne korzystanie ze środków łask, jakimi są modlitwa i sakramenty święte. Szczególnie sakramenty święte jako widzialne znaki łaski Miłosierdzia Bożego mają wielkie znaczenie w postępie duchowym i dlatego winniśmy wytężać wszystkie siły, by do nich godnie przystępować, czyli, by z naszej strony były zachowane wszystkie warunki, jakich Pan Jezus żądał przy ustanowieniu tych świętych znaków. Niestety doświadczenie wykazuje, że wskutek ułomności i słabości naszej czynności święte - jak np. spowiedź i Komunia św., które często wykonujemy, powoli się rutynowują, przywiązujemy do nich coraz mniejsze znaczenie, odbywamy je z coraz mniejszym przygotowaniem i dlatego odnosimy z nich coraz mniejszy pożytek. Jakkolwiek sakramenty św. działają w nas mocą własną - ex opere operato - niezależnie od naszego wysiłku, byle tylko nie było w duszy przeszkody, ani od godności o świątobliwości administrujących, to jednak mniejszy lub większy stopień łaski otrzymywanej zależy od naszego przygotowania, a jeżeli nie zachowamy koniecznych warunków (np. brak żalu na spowiedzi), choćby w sposób niezawiniony, nie otrzymujemy żadnych pożytków.

Toteż uważałem za rzecz konieczną napisać do Sióstr w roku ubiegłym o Miłosierdziu Bożym w Przenajświętszym Sakramencie, kładąc duży nacisk na przygotowanie i dziękczynienie po Komunii św., a obecnie pragnę skreślić kilka uwag o Sakramencie Pokuty, który jest ujawnieniem największego Miłosierdzia Bożego w stosunku do nas ludzi grzesznych na tym padole płaczu. Sakrament ten od jednego z warunków jego nazywamy spowiedzią; dlatego będę mówił o Miłosierdziu Bożym w spowiedzi i w sposobie odbywania jej przez osoby dążące do doskonałości.

1. Miłosierdzie Boże w spowiedzi ujawnia się w nieocenionych jej dobrodziejstwach, które wówczas tylko potrafimy ocenić, kiedy zrozumiemy głęboko to nieszczęście duchowe, w które grzech nas potrąca, a które ona gładzi i naprawia. Rzućmy więc choć pobieżne wejrzenie na następstwa grzechu pod względem doczesnym i wiecznym.

a) Otóż grzech to tyran i kat dusz, który ją pozbawia pokoju i wydaje na pastwę wyrzutów sumienia. Prawdę tę głosi nam Pismo św.: "Nie masz pokoju niezbornym, mówi Pan" (Iz 48,22). Sumienie można porównać do oka: póki niezaprószone i czyste, patrzy ono jasno, wesoło, lecz skoro w nie co wpadnie, doznaje bólu i łzami się mroczy. Podobnie się dzieje z sumieniem, bo skoro człowiek dopuszcza się grzechu, uzbraja się ono w miecz zemsty, jako sędzia surowy i dzień i noc ściga winowajcę. Któż nie zna bolesnego dramatu zgryzoty sumienia? Kto nie doświadczył krwawych jej tortur? - Zgryzoty sumienia to zarazem dobro naszej natury, to dobrodziejstwo Miłosierdzia Bożego i najlepszy dowód naszej wolności, bo tylko istota, która jest panią swych czynów, może posiadać szlachetny przywilej bolesnego odczuwania wyrzutów sumienia. Zgryzota sumienia to i namacalny dowód istniejącej w nas duszy nieśmiertelnej. Żadne bowiem zwierzę nie odczuwa żalu po dokonanej niesprawiedliwości, po rozszarpanej przez się ofierze, po której spokojnie zasypia. Plutarch nawet dowodzi istnienia Boga przez wyrzuty sumienia, które u wszystkich ludzi działa mniej więcej podobnie i staje w obronie tych samych zasad; tym bardziej ono wyświetla szlachetność i nieśmiertelność duszy.
Atoli w miarę jak się człowiek coraz bardziej pogrąża w błoto niemoralności, ostrze zgryzoty tępieje, sumienie odzywa się coraz słabiej, aż wreszcie pozornie milknie. Ale nawet w duszy zbrodniczej od czasu do czasu daje się słyszeć głos: "Straszna to rzecz, wpaść w ręce Boga żywego" (Hbr 10,31), głos, który zamąca pokój i wesele zbrodniarza, jak owa tajemnicza ręka, pisząca złowieszcze "Mane, Tekel, Fares" na uczcie Baltazara. Mielganow w książce "Straszny terror" (s. 147) opisuje, że i kaci bolszewiccy nie dotrzymują do końca: "zarejestrowano w psychiatrycznych lecznicach nową chorobę - chorobę katów - o charakterze masowym, polegającą na tym, że wskutek wyrzutów sumienia zadręczały chorych straszliwe koszmary, od których nie wiedzieli, dokąd uciec i jak się bronić".

Duszę, która jeszcze duchowo nie zmarła, która tylko nie domaga, niemocą oziębłości, różne ciernie jej niewierności krwawią bardzo dotkliwie i ich nie złagodzi przyznawanie się do winy tylko wobec siebie. Taka dusza koniecznie potrzebuje przyznania się do winy wobec kogoś, który by był pocieszycielem, doradcą, który by pomógł rozwikłać i usunąć nabrzmiały kompleks w sumieniu. Förster stwierdza fakt, że smutek u pewnych jego wychowanków nie ustępował tak długo, aż się zwierzyli mu prywatnie z wykroczeń, które dotkliwie obciążyły ich sumienia. Ale grzechy odpuszczać może tylko Bóg. Serce nasze czuje to instynktownie i domaga się uwolnienia od grzechu nie drogą tylko zwierzenia się, lecz drogą konkretnego przebaczenia. Kto inną drogą pragnie wyzwolić się od grzechu sam siebie tylko łudzi, bo nie rozumie rzeczy Bożych. Człowiek może się poprawić, może opłakiwać swe winy i za nie usiłować zadośćuczynić. Lecz co będzie z grzechem i świadomością winy, która pali duszę? W tym punkcie nikt sam sobie nie wystarczy. Czynnikiem decydującym tu jest sam Bóg. I kto bez Boga będzie się starał uspokoić, skończy, jak owi kaci bolszewiccy.

Świadomość winy głośno stwierdza, że panuje prawo nade mną. Grzeszne sumienie woła: "Jest Pan, a ja go obraziłem. Moja wola zbuntowała się przeciwko Jego woli, a w tym zło i straszna męka". Dusza obarczona winą silniej odczuwa Boga, niż serce spokojne. Poczucie winy i towarzyszące mu udręczenie wewnętrzne może usunąć tylko łaska Boga, odpuszczającego grzechy. "Odpuszczają ci się grzechy twoje" - "Idź w pokoju i nie grzesz więcej"! - Jakież to błogie słowa, brzmiące jak muzyka anielska w uszach grzesznika, wypowiadające nieskończone Miłosierdzie Boże, które nie odpycha grzesznika, lecz przebacza, zniżając się do niego i podnosząc go ku sobie. Nie potrafi tego uczynić żadna nauka, ani sztuka, ani żadna potęga, ani wszystkie skarby na świecie. Na samo wspomnienie o tym serce się rozpływa i łzy stają w oczach, a dziwne błogie uczucie przejmuje całą duszę człowieka. Od ciepłej łzy żalu topnieje ów kamień, który wygniatał serce, niepokój ustępuje ciszy, trwoga daje miejsce nadziei, ucisk serca zamienia się w wesele - i tak błogo niebiańsko robi się we wnętrzu człowieka, jakby wyszedł dopiero z rąk Stwórcy, jakby rajskich doznał rozkoszy... O któż z nas tego nie doznał po dobrze odbytej spowiedzi! Nie jestże ten Sakrament najwyższą łaską Miłosierdzia Bożego? O tak, to prawdziwy Anioł pocieszenia, to gołąbek arki Noego, to dobry Samarytanin, co oliwą i winem rany na pół zabitego opatrza!

b) Potęga dobroczynna spowiedzi nie kończy się w duszy jednostki, odgrywa ona jeszcze niezmierną rolę społeczną, gdyż jest kluczem społecznego porządku. Dzieje ludzkości stwierdzają fakt podwójny. Tam gdzie spowiedź katolicka ustala się i rozciąga swe dobroczynne berło na jednostki, narody się uszlachetniają, oczyszczają i promienieją prawdziwą, bujną cywilizacją. Gdzie zaś spowiedź zanika, tam narody chylą się do upadku, powracają do pogaństwa i grożą zupełną ruiną. Co uleczyło zgniliznę państwa rzymskiego i usunęło krwawe sromoty starego świata, jeżeli nie spowiedź sakramentalna? Ona to z wolna okiełznała dzikość barbarzyńców, ona nagięła ich pod jarzmo ewangeliczne i uzdolniła do cnót heroicznych. Kiedy w średnich wiekach Kościół i społeczeństwo wydane były na dzikie wybryki nieokrzesanej wojowniczej szlachty, jedynie tylko sakrament pokuty, poskramiający ciemięzców, był wybawicielem dla słabych. Winowajca przemieniony sakramentalnym rozgrzeszeniem naprawiał swe winy dobrymi, miłosiernymi uczynkami lub szedł je opłakiwać w klasztornym zaciszu. Protestantyzm, znosząc spowiedź szeroko otworzył bramy wszelkim zbrodniom, które przerażały samego nawet Lutra.

Nowożytne społeczeństwa Zachodu i Wschodu - dzieci protestantyzmu i schizmy - swym głębokim upadkiem moralnym, swym złowrogim powrotem do pogaństwa, a nawet do ateizmu, aż nazbyt potężnie głosi tę prawdę dziejową, że nie można bezkarnie naruszać tej Boskiej dźwigni umoralnienia jednostek i narodów, jaką jest z woli Chrystusa, spowiedź sakramentalna. Bez niej zarówno jednostki, jak i całe narody powracają szybkim krokiem do dawnego spoganienia pod względem dogmatu i do barbarzyństwa pod względem moralności. Co powoduje taką wielką potęgę spowiedzi? Nawet pod względem doczesnym w życiu indywidualnym i społecznym? Spowiedź zawiera w sobie trzy potężne pierwiastki życia społecznego: pokutę, miłość bliźniego i naprawę. Pokuta pokonuje występek, a na jego miejsce zaszczepia surową i życiodajną cnotę. Spowiedź wprowadza na miejsce zabójczego dla społeczeństwa egoizmu żywe pojęcie miłości bliźniego i powinności, która rodzi szlachetne poświęcenie dla bliźnich, ujawniające się w dobrych, miłosiernych uczynkach. Spowiedź wreszcie wprowadza restytucję, czyli naprawienie krzywd materialnych i duchowych, usuwając przez to ze społeczeństwa wszelką niesprawiedliwość bez wyroków świeckich sądów i ich egzekucji i dźwigając nagromadzone przez nich ruiny. Jest to więc instytucja, której nic nie zastąpi pod tym względem.

Jeżeli teraz wymienione trzy pierwiastki spowiedzi wprowadzimy w różne dziedziny życia społecznego, a szczególnie w te składniki, które tworzą całokształt narodu i państwa: w rodzinę, szkołę, wojsko, urzędy państwowe, w ich władze zwierzchnicze, - jeżeli wszędzie spowiedź ujarzmi występki, pomnoży cnoty, nakaże powinności, naprawi niegodziwości i odbuduje gruzy moralne, - wtedy niezawodnie ujrzymy Ojczyznę naszą kwitnącą, naród cały buchający zdrowiem fizycznym i moralnym, zapowiadającym nieomylnie usunięcie wszelkiej niesprawiedliwości, a razem z nią i wszelkiego niezadowolenia i narzekania, - wówczas należycie się rozwiążą wszelkie kwestie agrarne, robotnicze, handlowe i przemysłowe, narodowościowe i mniejszościowe, gdyż będzie oddane wszystkim to, co się komu należy.

c) Wszakże grzech nie tylko pozbawia jednostki pokoju i wprowadza zamieszanie wielkie w życiu społecznym; przyprawia on nas nadto o większe jeszcze straty duchowe, nad które w oczach wiary nie ma sroższego nieszczęścia. Powiada Ewangelia św., że syn marnotrawny odszedłszy od ojca, roztrwonił swoją majętność i przyszedł wskutek tego do ostatniej niedoli. Ledwo strawę wieprzów mógł głód swój zaspokoić. Podobnie człowiek popełniwszy grzech ciężki traci wszystkie skarby duchowe i staje się moralnym nędzarzem, jak mówi Apostoł: "Mówisz: żem jest bogaty... a nie wiesz, iżeś ty nędzny, i mizerny i ubogi, i ślepy i nagi" (Ap. 3,17). Traci on nasamprzód niewinność duszy - szatę godową - łaskę uświęcającą, która czyniła go dzieckiem Bożym; traci dalej miłość Bożą i prawo do nieba, jak również wszystkie uczynki najlepsze jego życia nie mają w oczach Boga żadnej wartości zasługującej, a dotychczasowe zasługi pozostają w zawieszeniu bez wynagrodzenia. Jakie to wszystko straszne, jakie drżeniem i trwogą przejmujące duszę wierzącą!... Nadto Sprawiedliwość najwyższa domaga się kary za wykroczenie i daje taką odprawę "Zaprawdę mówię wam, nie znam was" (Mt 25,12). "Idźcie ode mnie przeklęci, w ogień wieczny, który zgotowany jest diabłu i aniołom jego" (Mt 25, 41). Uczy nas tego cała nauka religii, a z tysiąca dowodów dość przypomnieć one słowa św. Jana: "Nie wnijdzie do nieba nic nieczystego, albo czyniącego obrzydłoś i kłamstwo, jeno ci, którzy zapisani są w księdze żywota Baranka" (Ap 21, 27).

Otóż spowiedź naprawia wszystkie te klęski, wszystkie te straty duchowe. Przystępujemy do sakramentu pokuty jak syn marnotrawny zdarci, skalani, przystępujemy z tym okrzykiem boleści: "Ojcze zgrzeszyłem"... a ten Ojciec Miłosierdzia w osobie swego zastępcy bierze nas w swoje ramiona, tuli, pociesza, przebacza i powraca nam wszystko, cośmy utracili przez grzechy! Powraca szatę galową tj. niewinność duszy - "przynieście przednią szatę, a obleczcie go"; powraca miłość swoją - "dajcie pierścień na rękę jego"; powraca zresztą przywilej na niebieskie dziedzictwo, i każe radować się Aniołom z odzyskania duszy zbłąkanej - "bądźmy weseli, albowiem ten syn mój umarł był, lecz ożył; zginął był, a znalazł się! Jakże więc i z tego względu spowiedź jest dla nas dobroczynna i słodka. Prawdziwie tego wypowiedzieć nie można - tylko wiara to pojmie, tylko serce odczuć potrafi.

Oto są ważniejsze dobrodziejstwa, któremi nas darzy święty sakrament pokuty. Daje nam szczęście doczesne, przywracając indywidualny pokój wewnętrzny, bez którego życie jest męką, oraz zapewniając porządek społeczny, rozkwit Ojczyzny, powodzenie państwowe i harmonię międzynarodową; nadto wraca dobra duchowe przez grzech utracone i zapewnia nam po śmierci Ojczyznę wieczną, a w końcu chroni grzesznika od tej strasznej topieli, piekielnej, gdzie zginąłby bez nadziei i ratunku. Zważywszy więc wszystkie te względy, które nie uzna, że to jest największałaska Miłosierdzia Bożego, jaką Niebo mogło wyświadczyć słabemu człowiekowi, że to sakrament prawdziwie ojcowski, w którym chorzy na duchu znajdą lekarstwo, uciśnieni - pociechę, zgubieni - ratunek, a wszyscy klucz do Miłosierdzia Bożego, do Nieba. O jakież skarby bezcenne! O jak słusznie należy tu zawołać z Psalmista: "Wyznawajcie Panu, bo dobry, bo na wieki Miłosierdzie Jego (Ps 105,1).

Gdy chorujemy cieleśnie, poddajemy się nieraz dotkliwym operacjom, udajemy na kosztowne kuracje, przyjmujemy gorzkie lekarstwa, wyjeżdżamy do dalekich uzdrojowisk na czas dłuższy. Dla wyleczenia zaś z choroby duszy, jaką jest grzech, Chrystus ustanowił taki łatwy i dostępny dla wszystkich sakrament: oskarżenie się z win przed zastępcą Chrystusa z mniej doskonałą skruchą i odprawianie włożonej małej pokuty. Potem jut niema rozpaczy, już bojaźń znika z serca, już dusza - Oblubienicą Chrystusa. O Miłosierdzie Boże objawiające się w świętej spowiedzi, o źródło rozkoszne naszych doczesnych i wiekuistych szczęśliwości, jakże cię nie błogosławić, jakże nie składać najgorętszej podzięki Królowi Miłosierdzia, który cię nam pozostawił na tej biednej skalanej ziemi, jako zdrój żywy, obmywający ustawicznie nasze skalanie, jako krynicę tryskającą ustawicznie ku żywotowi wiecznemu!

2. Spowiedź dla osób dążących do doskonałości, jest nie mniej konieczną, niż dla żyjących życiem przeciętnego chrześcijanina, a nawet bardziej zalecana przez Kościół, gdy prawo kanoniczne poleca osobom zakonnym spowiadać się przynajmniej co tydzień (c.595 & 1). Nie chodzi tu o konieczność oczyszczenia się z grzechów śmiertelnych, gdyż się przypuszcza, że osoby dążące do doskonałości śmiertelnie nie grzeszą, przynajmniej nie tak często, - lecz ma się na względzie postęp w doskonałości, do którego spowiedź częsta należycie odprawiona bardzo się przyczynia. Są bowiem pewne prawa, które Pan Jezus ustanowił i którym łaskawie się poddaje. Tak np. po wiele bardzo razy oświadczył: "Proście, a będzie wam dano; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a będzie wam otworzone" (Mt 7,7), zwłaszcza jeżeli to kołatanie opiera się na nieskończonych zasługach Jezusowych: "Jeśli o co prosić będziecie Ojca w imię moje, da wam" (J 16, 23), a wszak przy spowiedzi modlimy się w zjednoczeniu z Chrystusem, stąd i obfitości łaski postępu jest zapewniona, o ile się dołączy ze strony naszej odpowiednie usposobienie.

a) Z naszej strony dwojakie jest usposobienie, przyczyniające się do otrzymania obfitszej łaski na spowiedzi: święte pragnienie przed przystąpieniem i gorliwość w chwili przystępowania do sakramentu pokuty. Gorące pragnienie, by odprawić spowiedź ze wszystkiemu jej owocami otwiera i rozszerza naszą duszę. Jest to jedno z zastosowań zasady ogólnej, przez Chrystusa postawionej: "Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni" (Mt 5,6). Łaknąć i pragnąć spowiedzi i rozgrzeszenia /jak i Komunii św./ znaczy to roztworzyć szerzej duszę na wpływy Boże, a wtedy Bóg "łaknących napełni dobrami" (Łk 1,53). Bądźmy więc jak Daniel ludźmi pożądania i wzdychajmy do źródeł żywej wody Miłosierdzia Bożego w spowiedzi. Gorliwość przyczyni się również do owego rozwarcia duszy: polega ona bowiem na wspaniałomyślnem usposobieniu, żeby niczego Panu Bogu nie odmówić, żeby Mu pozwolić działać całą pełnią potęgi Jego i współpracować z Nim ze wszystkich sił swoich. Otóż takie usposobienie pogłębia i rozszerza duszę, czyni ją podatniejszą na wylewy łaski, bardziej uległą i bardziej stosującą się do działania Ducha Św. z tej wzajemnej współpracy rodzą się liczne owoce uświęcenia, kto zaś tę świętą czynność odbywa niedbale, ten mało albo i wcale nie odnosi pożytku, a przy większym niedbalstwie stać się może winnym nowego nawet grzechu.

b) Jeżeli dusza, dążąca do doskonałości miała nieszczęście w chwili słabości popełnić jeden, drugi grzech śmiertelny, winna wówczas oskarżyć się z nich przed kierownikiem sumienia z całą szczerością w sposób jasny i zaraz na początku spowiedzi, nie topiąc ich w powodzi grzechów powszednich, należycie wyjawić liczbę i rodzaj ze szczerością i pokorą, wskazać przyczyny upadków i prosić usilnie o lekarstwo niezbędne, by się z nich poprawić. Trzeba tez obudzić za nie szczególnie żal głęboki z mocnem postanowieniem unikania w przyszłości nie samych tylko win, lecz także okazyj i przyczyn, które nas w przepaść wtrąciły. Choć grzech zostanie odpuszczony, należy utrzymać w duszy żywe i stałe uczucie pokuty, serce skruszone i upokorzone, ze szczerym pragnieniem naprawienia zła popełnionego, przez życie surowe i umartwione, przez miłość gorącą i wspaniałomyślną. Wtedy to grzech - nawet ciężki, lecz odosobniony i natychmiast naprawiony - nie stanie się przeszłością trwałą w postępie duchowym, gdyż żadnego prawie śladu duszy nie pozostawi.

c) Co do grzechów powszednich, dwa są ich rodzaje: te, które popełniamy z rozmysłem, dobrze wiedząc, iż nie podobamy się przez to Bogu, lecz przenosimy chwilowo własne egoistyczne upodobania nad wolę Bożą; i te, które popełniamy znienacka, znienacka płochości, ułomności, z braku czuwania lub odwagi i za które natychmiast żałujemy, czyniąc mocne postanowienie nie popełniania ich więcej. Pierwsze z nich stanowią bardzo ważną przeszkodę do doskonałości, zwłaszcza jeśli je często popełniamy i jesteśmy do nich przywiązani, np. gdy dobrowalnie chowamy w sercu małe urazy lub zachowujemy zwyczaj wydawania sądów lekkomyślnych, obmawiania, gdy się żywi przywiązanie naturalne działające na zmysły lub przywiązanie do własnego zdania i własnej wpli. Są to pęta, które przywiązują nas do ziemi i przeszkadzają wznieść się do miłości Bożej. Kiedy z rozmysłu odmawiamy Bogu ofiary z naszych upodobań lub z naszej woli, nie możemy oczywiście spodziewać się od Boga owych łask wyborowych, które jedynie poprowadzić nas mogą do doskonałości.

Z tego rodzaju przewinień trzeba się poprawić za wszelką cenę przy użyciu wszystkich wysiłków. Aby lepiej tego dokonać, trzeba zabierać się kolejno do różnych ich gatunków czyli kategoryj, np. najpierw do grzechów przeciwnych miłości bliźniego, następnie przejść do grzechów przeciwko pokorze, cnocie religii, cichości, cierpliwości itp. Oskarżajmy się szczegółowo z tego, cośmy zauważyli z tych zwłaszcza grzechów, które nas bardziej upokarzają, - z przyczyn, które nas do tego upadku z ten grzech przywodzą, a postanowienia swoje kierujmy również i na te przyczyny, mówiąc sobie, iż chcemy bezwzględnie ich uniknąć. Wówczas każda spowiedź stanie się krokiem naprzód ku doskonałości, zwłaszcza, jeśli postaramy się o szczerą głęboką skruchę z mocnym postanowieniem.

d) Gdyśmy odnieśli już zwycięstwo nad grzechem rozmyślnym, zabierzmy się do grzechów popełnianych z ułomności, nie żeby ich uniknąć całkowicie (jest rzeczą niemożliwą bez szczególniejszej pomocy Bożej), lecz żeby zmniejszyć ich liczbę. Tu również zastosować należy podział pracy. Przy spowiedzi można oczywiście oskarżać się ze wszystkich tego rodzaju grzechów, które się pamięta, czynić to raczej prędko, żeby za to większy nacisk położyć na pewien szczegółowy rodzaj grzechu. Tak np. zwróćmy kolejno uwagę na roztargnienia na modlitwie, na uchybienia przeciwko czystości intencji, miłości bliźniego itp.

Przy rachunku sumienia i na spowiedzi nie wystarczy powiedzieć: miałem roztargnienia na modlitwie, z takiego bowiem oskarżenia spowiednik niczego dowiedzieć się nie może; lecz powiedzieć trzeba: byłem roztargniony lub niedbały szczególnie np. na rozmyślaniu, a to dlatego, żem nie przygotował w przeddzień przedmiotu rozmyślania i nie obmyślałem praktycznego dla siebie wniosku, albo dlatego żem zaniedbał przygotowanie dalsze, polegające na skupieniu i walce z wagą główną, lub też dlatego, żem się nie starał gorliwie rozpocząć rozmyślania i zaniedbałem punkty wstępne czy preludium czyli też dlatego żem nie miał odwagi szybko i energicznie odpędzać pierwszych rozproszeń, oraz dlatego, że po odpędzeniu ich brakło mi wytrwałości i ciągłości wysiłku. Innym razem oskarżamy się, że byliśmy roztargnieni przez czas długi z powodu lekkiego przywiązania do nauki, lub do jakiejś osoby, o której się myślało niepotrzebnie, albo też z powodu małej urazy do kogoś, której nie zwalczyliśmy, czy też z powodu nadmiernego gadulstwa, niepotrzebnej ciekawości, niezachowania przepisanego milczenia wieczorem i rano itp. Wskazanie powodu przy zwalczaniu tego rodzaju grzechów jest rzeczą wielkiej wagi, gdyż wyjaśnia przyczynę zła, podsuwa lekarstwa i postanowienia, które powziąć trzeba.

Aby lepiej zabezpieczyć pomyślny wynik spowiedzi, czy chodzi o grzechy rozmyślne czy popełniane z słabości i ułomności, zakończymy oskarżenie się mniej więcej temi słowami: "Postanowieniem moim na tydzień (czy dwa) następny jest zwalczać energicznie to źródło roztargnień, to przywiązanie, te uprzedzenia lub co innego. Przy następnej zaś spowiedzi nie zaniedbajmy zdać sprawy z naszych wysiłków mniej więcej w tych słowach: "Powziąłem na ostatniej spowiedzi postanowienie np. zwalczania niedbalstwa w przygotowaniu przedmiotu rozmyślania z wnioskiem praktycznym. Dotrzymałem go przez trzy dni, już w czwartym dniu byłem trochę niedbały, a w ostatnich dniach wróciłem do poprzedniego niedbalstwa, co spowodowało znowu duże roztargnienie na rozmyślaniu". Rzecz oczywista, że spowiedź w ten sposób odbyta nie będzie grzeszyła rutyną, lecz przeciwnie, będzie zawsze krokiem naprzód. Łaska zaś rozgrzeszenia, potwierdzając nasze postanowienia, nie tylko pomnoży w nas łaskę poświęcającą, lecz dziesięciokrotnie wzmoże siły nasze, byśmy na przyszłość pewnej ilości grzechów powszednich uniknęli i nabywali cnoty coraz skuteczniej i skuteczniej.

e) Przy częstych spowiedziach należy kłaść nacisk na skruchę i postanowienie poprawy, które jest naturalnym wynikiem żalu. Trzeba usilnie modlić się o skruchę przed spowiedzią i pobudzać się do niej przez rozważanie pobudek nadprzyrodzonych, które choć co do istoty zawsze te same, zmienić się będą stosownie do poszczególnych dusz i do wyznanych grzechów. Pobudki ogólne do żalu - jedne pochodzą od strony Boga, drugie od strony duszy.
Każdy - choćby najlżejszy grzech - jest obrazą Boga, sprzeciwianie m się Jego woli, niewdzięcznością względem najbardziej kochającego i najbardziej miłości godnego Ojca i dobroczyńcy, niewdzięcznością tem dotkliwszą, iż jesteśmy uprzywilejowanymi Jego przyjaciółmi. To też Bóg zwraca się do nas i mówi: "Gdyby mi był złorzeczył nieprzyjaciel mój, byłbym to zniósł... Ale ty człowiecze jednomyślny... znajomy mój, któryś pospołu ze mną jadał słodkie pokarmy, do domu Bożego chodziliśmy w zgodzie..." /Ps.54,13-15/. Umiejmy się wsłuchać w te tak zasłużone wyrzuty i pogrążyć się w upokorzeniu i zawstydzeniu. Słuchajmy też głosu Jezusa Chrystusa, powiedzmy sobie, że grzechy nasze zwiększyły gorycz Jego kielicha, który Mu został podany w Ogrodzie Oliwnym, że boleśniejszym uczyniły Jego konanie, Jego opuszczenie na krzyżu i przeze mnie. A wtedy z głębi nędzy naszej prośmy pokornie Miłosierdzie Boże o przebaczenie: "Zmiłuj się nade mną, Boże, według wielkiego Miłosierdzia Twego, według mnóstwa litości Twoich zgładź nieprawość moją. Jeszcze więcej obmyj mię od nieprawości mojej i od grzechów moich czyść mię...Serce czyste stwórz we mnie, Boże, i ducha prawego odnów we wnętrznościach moich..." /Ps. 50/. Można od czasu do czasu odbyć rozmyślanie na temat tego Psalmu.

Grzech powszedni choć nie umniejsza przyjaźni Bożej jako takiej, nie zmniejsza łaski poświęcającej, wszakże czyni tę przyjaźń mniej serdeczną i mniej czynną. A jakaż to wielka strata jest ostudzenie tej poufałości z Bogiem? Grzech powszedni paraliżuje naszą działalność duchową, a przynajmniej znacznie ją utrudnia, zakurzając, że się tak wyrażę, delikatny mechanizm życia nadprzyrodzonego, - zmniejsza siły duszy do dobrego, zwiększając w niej zamiłowanie do uciech światowych, a nawet usposabia - zwłaszcza jeśli mowa o grzechach rozmyślnych - do grzechu śmiertelnego. W wielu bowiem rzeczach, a szczególnie w grzechach przeciwko szóstemu przykazaniu, linia demarkacyjna pomiędzy grzechem śmiertelnym i powszednim tak jest wątła, pociąg ku grzesznej rozkoszy tak silny, że granicę ta łatwo przekroczyć. Kiedy się rozważą, jak opłakane są skutki grzechu powszedniego, za które nieraz tu na ziemi spotyka nas surowa kara /Dawid/, nie trudno zdobyć się na szczery żal za swe niedbalstwa, na rzetelną wolę unikania ich na przyszłość. Żeby zaś nasze postanowienia były dokładniejsze, będzie dobrze rozciągnąć je i na środki, przy pomocy których chcemy zmniejszyć liczbę ponownych upadków, o których wspomniałem wyżej.

Chcąc jednak bardziej upewnić się, że nie brak nam skruchy, dobrze jest oskarżyć się z jakiegoś cięższego grzechu dawnego życia, za który na pewno żałujemy, zwłaszcza jeśli to wykroczenie jest tego samego rodzaju, co grzechy powszednie, które obecnie opłakujemy np. w tych słowach: "Dodaję grzechy ciężkie z dawnego życia przeciwko drugiemu przykazaniu". Trzeba jednak unikać tutaj dwóch błędów: rutyny, która by zamieniała to oskarżenie w pustą formułkę bez rzeczywistego uczucia skruchy, niedbalstwa, które by prowadziło nas do nie troszczenia się o żal za grzechy, wyznane na obecnej spowiedzi. Spowiedź odbywana w tym duchu, gdy dołączymy do niej rady rozumnego kierownika, a przede wszystkim oczyszczającą moc rozgrzeszenia, stanie się potężnym środkiem usunięcia grzechu i stałego postępu w doskonałości.

"Szukajcie Pana, póki znalezion być może; wzywajcie go, póki jest blisko" (Iz 55,6). To wezwanie proroka winniśmy głęboko wziąć do serca i powtarzać światu całemu, gdyż w spowiedzi blisko jest Pan i gotów jest przecisnąć do swego serca największego grzesznika i przebaczyć najcięższe długi. Tu każdy może odnaleźć Boga - jedyne wieczne dobro, może odnaleźć swą duszę, która się napełni pokojem i prawdziwą radością. - odnaleźć szczęśliwość wieczną, jak mówi Apostoł: "Błogosławieni, którzy omywają szaty swe we krwi Barankowej, aby mieli prawo do drzewa żywota (Komunia św.) i żeby weszli przez bramy do miasta (nieba)" (Ap. 22,14).

Kto ma choć trochę poczucia wdzięczności, kto nie wyzuł się całkowicie z wszelkich uczuć szlachetnych, ten nie może być obojętny na tyle łask Miłosierdzia Bożego, otrzymywanych w Sakramencie Spowiedzi św. - ten nie zapomni o Tym, który w dniu Zmartwychwstania swego wieczorem, gdy się objawił swym Apostołom w wieczerniku, ustanowił życiodajny sakrament pokuty: "A gdy był wieczór tego dnia, pierwszego w tygodniu /niedzieli/; a drzwi były zamknięte, gdzie uczniowie byli zgromadzeni, z obawy Żydów, przyszedł Jezus i stanął pośrodku i rzekł im: "Pokój wam. A to rzekłszy, pokazał im ręce i bok... tchnął na nich i rzekł im: Weźmijcie Ducha Św., którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie są im zatrzymane" (J 20,19-23). "Zaprawdę powiadam wam: cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane i w niebie, a cokolwiek rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie" (Mt 18,18).

Ponieważ w dniu ustanowienia spowiedzi sakramentalnej uwaga Kościoła skierowana jest na uczczenie zmartwychwstałego Chrystusa, przeto słuszną i zbawienną będzie rzeczą, godną i ze wszech miar sprawiedliwą, by W. Niedzielę Przewodnią, czy oktawę, kiedy się czyta Ewangelię o tym doniosłym zdarzeniu, wszyscy wierni przypomnieli o tym największym Miłosierdziu Bożym, jakiego ustawicznie doznają w sakramencie pokuty, i uczcili je w sposób należyty. Zanim Stolica Apostolska zatwierdzi publiczny obchód tej uroczystości (o co wszyscy usilnie mają zabiegać) obecnie prywatnie niech się starają jak najliczniej przystąpić do tego sakramentu miłosierdzia i miłości, niech po świątyniach adorują Przenajświętszy Sakrament, śpiewając litanię o Miłosierdziu Bożym, odmawiając koronkę lub inne modlitwy, niech od W. Piątku przez dziewięć dni odmawiają nowennę, niech rozmyślają o wielkich dziełach Miłosierdzia Bożego, by je wyprosić dla siebie, dla biednej Ojczyzny, dla rodaków, przyjaciół i wrogów oraz dla świata całego.

Ks. M 1.IV. 43 r.

 
 
 



  Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego
  Boh. Warszawy 77, 74-300 Myślibórz, +48.957473450
  e-mail: sanktuarium@jezuufamtobie.pl